http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Poseł PO: Nasze gabinety polityczne rozbuchane

groh
2012-02-13, ostatnia aktualizacja 2012-02-13 10:57

- Premier powinien porozmawiać z ministrami i skłonić ich, żeby zrezygnowali z rozdętych gabinetów politycznych - mówi poseł PO Łukasz Gibała.

Łukasz Gibała w Poranku TOK FM
Fot. Tokfm.pl
Łukasz Gibała w Poranku TOK FM
Gibała, polityk rządzącej partii, skomentował poniedziałkowy tekst w "Gazecie Wyborczej" o liczbie asystentów, których mają ministrowie w rządzie Donalda Tuska.

Dziennikarze GW przyjrzeli się, jak Platforma Obywatelska wywiązuje się z obietnic dotyczących ograniczania zatrudnienia w administracji. Wzięli pod lupę gabinety polityczne ministrów. Wciąż są one liczne. Także w samorządach mają się dobrze, mimo że Platforma miała je zlikwidować.

W gabinetach politycznych w MSW i resorcie cyfryzacji jest po siedem osób. W Ministerstwie Kultury - pięć. W samej Kancelarii Premiera jest 22 doradców i czterej asystenci polityczni. To i tak mniej niż za czasów Jarosława Kaczyńskiego. W styczniu 2007 r. miał w kancelarii 32 doradców i asystentów.

Członkowie gabinetów to młodzi ludzie - mają od 21 do 31 lat. Często pracowali wcześniej w biurach poselskich lub w PO. Wielu z nich działa w Młodych Demokratach, czyli młodzieżówce Platformy. Praca w gabinecie to niezłe pieniądze. Szef gabinetu ministra zarabia miesięcznie ok. 8 tys. zł. Członkowie gabinetów - 3,2-4,1 tys. zł brutto plus dodatki.

- Nie podoba mi się, że gabinety polityczne są tak rozbuchane. Rozumiem, że można mieć jednego asystenta politycznego, ale siedmiu to za dużo - mówi poseł PO Łukasz Gibała. - Premier powinien porozmawiać z ministrami i skłonić ich, żeby zrezygnowali z aż tak dużej liczby pracowników.

Gibała przyznaje, że rozdęte gabinety polityczne są porażką PO, tak samo jak wzrost zatrudnienia w całej administracji.

- Nie udało nam się ograniczyć zatrudnienia w administracji w poprzedniej kadencji i sam premier Donald Tusk przyznał, że to jest jedna z większych porażek jego rządów - mówi poseł Gibała.



Prof. Michał Kulesza, który przygotowywał przed laty reformę administracyjną, zwraca uwagę, że gabinety powszechnie występują na świecie i są bardzo ważne dla jakości publicznego zarządzania. - Byłoby idealnie, gdyby w tych gabinetach zasiadali eksperci odpowiedzialni za program partii w danej dziedzinie, bo są nie tylko dobrzy merytorycznie, lecz mają także polityczną wizję. Doradcy, poważni ludzie z dorobkiem, powinni zapewniać realne wsparcie w rządzeniu. Doradcą prezydenta Komorowskiego jest Tadeusz Mazowiecki. Problem zaczyna się, gdy gabinet polityczny robi za przytulisko dla członków młodzieżówki partii, którzy ministrowi robią herbatę - mówi prof. Kulesza.

Gabinety polityczne wprowadził w 1997 r., w końcówce rządów SLD, Marek Pol, pełnomocnik rządu ds. reformy centrum. B. szef MSWiA Krzysztof Janik wspomina, że wzorowano się na rozwiązaniach brytyjskich, niemieckich i francuskich.

Gabinety miały kończyć z hipokryzją, bo ministrowie zatrudniali współpracowników na urzędniczych etatach. - Niestety, praktyka poszła w takim kierunku, że z ekspertów w gabinetach zrobiono przydupasów od kupowania biletów, zakupów czy ubierania koleżanki małżonki - mówi Janik.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':