http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Armia asystentów w gabinetach politycznych PO

Renata Grochal, Wojciech Szacki
2012-02-13, ostatnia aktualizacja 2012-02-13 10:35

Pracownicy gabinetów zajmują się obsługą ministrów. Mają im doradzać, nadzorować przygotowanie dokumentów. Na zdjęciu kancelaria premiera przed radą ministrów.
Pracownicy gabinetów zajmują się obsługą ministrów. Mają im doradzać, nadzorować przygotowanie dokumentów. Na zdjęciu kancelaria premiera przed radą ministrów.
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

PO obiecywała zmniejszyć administrację, a gabinety polityczne ministrów wciąż są liczne. W samorządach mają się dobrze, mimo że Platforma miała je zlikwidować. Po co nam armia asystentów?

Michał Klimczak ze stowarzyszenia Młodzi Demokraci, młodzieżówki PO, prawie rok temu tak na Facebooku zapowiadał mecz Legia - Polonia: ''Czarna dziwko, derby blisko''. Szefował wtedy warszawskiemu kołu Młodych Demokratów. - Śpiewa się to na meczach - tłumaczył ''Faktowi''. Ale wpis zniknął.

Klimczak od kilku miesięcy jest asystentem w gabinecie politycznym ministra transportu Sławomira Nowaka. To najmłodszy z prawie 60 pracowników gabinetów politycznych w ekipie Donalda Tuska. Ma 21 lat.

Średnia wieku w innych gabinetach nie jest wiele wyższa. Konrad Korbiński, szef gabinetu ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, ma 25 lat. Szefową gabinetu minister sportu Joanny Muchy została 27-letnia Anna Glijer. Szef gabinetu premiera Łukasz Broniewski ma 31 lat. Dariusz Dolczewski, doradca w gabinecie politycznym ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego - 29. Wiek pozostałych członków gabinetu Boniego nie przekracza 30.

Członkowie gabinetów często pracowali wcześniej w biurach poselskich lub w PO. Wielu z nich działa w Młodych Demokratach.

Dolczewski to szef młodzieżówki. W ostatniej kampanii - jako kandydat PO do Sejmu - na Facebooku zamieścił film z młodymi kandydatkami PiS do Sejmu, w tle nagrania było słychać słowa piosenki grupy Ascetoholics: ''Hej, suczki, my znamy wasze sztuczki''. Dolczewski potem przepraszał, tłumacząc, że zamieścił go człowiek obsługujący jego profil w internecie.

Praca w gabinecie to też niezłe pieniądze. Szef gabinetu ministra zarabia miesięcznie ok. 8 tys. zł. Członkowie gabinetów - 3,2-4,1 tys. zł brutto plus dodatki. Np. Dolczewski zarabia u ministra Boniego 4,3 tys. zł brutto. Ale gdy dodać do tego około 2,5 tys. zł diety radnego Warszawy, robią się z tego niezłe pieniądze.

Doradzać czy robić herbatę?

Gabinety polityczne wprowadził w 1997 r., w końcówce rządów SLD, Marek Pol, pełnomocnik rządu ds. reformy centrum. B. szef MSWiA Krzysztof Janik wspomina, że wzorowano się na rozwiązaniach brytyjskich, niemieckich i francuskich.

Gabinety miały kończyć z hipokryzją, bo ministrowie zatrudniali współpracowników na urzędniczych etatach. - Niestety, praktyka poszła w takim kierunku, że z ekspertów w gabinetach zrobiono przydupasów od kupowania biletów, zakupów czy ubierania koleżanki małżonki - mówi Janik.

Pracownicy gabinetów zajmują się obsługą ministrów. Mają im doradzać, nadzorować przygotowanie dokumentów.

Marek Borowski, senator, kiedyś minister finansów: - Ministrowie często są posłami, więc potrzebny jest ktoś od kontaktów z parlamentem i okręgiem wyborczym. To nie musi być fachowiec, wystarczy, żeby był rozgarnięty i pracowity. Drugie zadanie to PR - przy ministrze powinien być ktoś, kto doradzi, co powiedzieć, a czego nie. W otoczeniu szefa resortu powinien być także ktoś, kto zajmie się kontaktami z interesantami. I ktoś, kto dobrze zna zagadnienia, którymi zajmuje się resort, a patrzy na nie nieurzędniczo.

Jego zdaniem gabinety są potrzebne, ale powinno się ograniczyć ich liczebność: - Cztery osoby wystarczą aż nadto.

W gabinetach politycznych w MSW i resorcie cyfryzacji jest po siedem osób. W Ministerstwie Kultury - pięć. W samej Kancelarii Premiera jest 22 doradców i czterej asystenci polityczni. Ale to i tak mniej niż za czasów Jarosława Kaczyńskiego. W styczniu 2007 r. miał w kancelarii 32 doradców i asystentów.

Prof. Michał Kulesza, który przygotowywał przed laty reformę administracyjną, zwraca uwagę, że gabinety powszechnie występują na świecie i są bardzo ważne dla jakości publicznego zarządzania.

- Byłoby idealnie, gdyby w tych gabinetach zasiadali eksperci odpowiedzialni za program partii w danej dziedzinie, bo są nie tylko dobrzy merytorycznie, lecz mają także polityczną wizję. Doradcy, poważni ludzie z dorobkiem, powinni zapewniać realne wsparcie w rządzeniu. Doradcą prezydenta Komorowskiego jest Tadeusz Mazowiecki. Problem zaczyna się, gdy gabinet polityczny robi za przytulisko dla członków młodzieżówki partii, którzy ministrowi robią herbatę - mówi prof. Kulesza.

Czy Michał Klimczak, lat 21, może być realnym wsparciem dla ministra Nowaka? - Nie znam pana Klimczaka. Doświadczenie życiowe podpowiada jednak, że nie.

Chcieliśmy zapytać Klimczaka, czym zajmuje się w resorcie, ale nie odpowiedział na prośbę o kontakt.

Szansa merytoryczna

Dolczewskiego pytamy, czy dostałby pracę u ministra bez partyjnej afiliacji. Nie ma wątpliwości, że zdecydowały jego kompetencje: - Minister Boni nie jest członkiem PO i myślę, że moja przynależność do Platformy nie miała znaczenia. Spotkaliśmy się na gruncie eksperckim. W poprzedniej kadencji pomagałem mu przygotować raport ''Młodzi 2011''.

Dodaje, że w gabinecie ministra zajmuje się telekomunikacją i pocztą, a więc sprawami, na których się zna. Ukończył wydział elektroniki i technik informacyjnych na Politechnice Warszawskiej, a także zarządzanie na UW.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10
  • 1
  • 5
  • 23
  • 5
  • 144 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    75 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':