Michał Klimczak ze stowarzyszenia Młodzi Demokraci, młodzieżówki PO, prawie rok temu tak na Facebooku zapowiadał mecz Legia - Polonia: ''Czarna dziwko, derby blisko''. Szefował wtedy warszawskiemu kołu Młodych Demokratów. - Śpiewa się to na meczach - tłumaczył ''Faktowi''. Ale wpis zniknął.
Klimczak od kilku miesięcy jest asystentem w gabinecie politycznym ministra transportu Sławomira Nowaka. To najmłodszy z prawie 60 pracowników gabinetów politycznych w ekipie Donalda Tuska. Ma 21 lat.
Średnia wieku w innych gabinetach nie jest wiele wyższa. Konrad Korbiński, szef gabinetu ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, ma 25 lat. Szefową gabinetu minister sportu Joanny Muchy została 27-letnia Anna Glijer. Szef gabinetu premiera Łukasz Broniewski ma 31 lat. Dariusz Dolczewski, doradca w gabinecie politycznym ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego - 29. Wiek pozostałych członków gabinetu Boniego nie przekracza 30.
Członkowie gabinetów często pracowali wcześniej w biurach poselskich lub w PO. Wielu z nich działa w Młodych Demokratach.
Dolczewski to szef młodzieżówki. W ostatniej kampanii - jako kandydat PO do Sejmu - na Facebooku zamieścił film z młodymi kandydatkami
PiS do Sejmu, w tle nagrania było słychać słowa
piosenki grupy Ascetoholics: ''Hej, suczki, my znamy wasze sztuczki''. Dolczewski potem przepraszał, tłumacząc, że zamieścił go człowiek obsługujący jego profil w internecie.
Praca w gabinecie to też niezłe pieniądze. Szef gabinetu ministra zarabia miesięcznie ok. 8 tys. zł. Członkowie gabinetów - 3,2-4,1 tys. zł brutto plus dodatki. Np. Dolczewski zarabia u ministra Boniego 4,3 tys. zł brutto. Ale gdy dodać do tego około 2,5 tys. zł diety radnego Warszawy, robią się z tego niezłe pieniądze.
Doradzać czy robić herbatę? Gabinety polityczne wprowadził w 1997 r., w końcówce rządów
SLD, Marek Pol, pełnomocnik rządu ds. reformy centrum. B. szef
MSWiA Krzysztof Janik wspomina, że wzorowano się na rozwiązaniach brytyjskich, niemieckich i francuskich.
Gabinety miały kończyć z hipokryzją, bo ministrowie zatrudniali współpracowników na urzędniczych etatach. - Niestety, praktyka poszła w takim kierunku, że z ekspertów w gabinetach zrobiono przydupasów od kupowania biletów, zakupów czy ubierania koleżanki małżonki - mówi Janik.
Pracownicy gabinetów zajmują się obsługą ministrów. Mają im doradzać, nadzorować przygotowanie dokumentów.
Marek Borowski, senator, kiedyś minister finansów: - Ministrowie często są posłami, więc potrzebny jest ktoś od kontaktów z parlamentem i okręgiem wyborczym. To nie musi być fachowiec, wystarczy, żeby był rozgarnięty i pracowity. Drugie zadanie to PR - przy ministrze powinien być ktoś, kto doradzi, co powiedzieć, a czego nie. W otoczeniu szefa resortu powinien być także ktoś, kto zajmie się kontaktami z interesantami. I ktoś, kto dobrze zna zagadnienia, którymi zajmuje się resort, a patrzy na nie nieurzędniczo.
Jego zdaniem gabinety są potrzebne, ale powinno się ograniczyć ich liczebność: - Cztery osoby wystarczą aż nadto.
W gabinetach politycznych w MSW i resorcie cyfryzacji jest po siedem osób. W Ministerstwie Kultury - pięć. W samej Kancelarii Premiera jest 22 doradców i czterej asystenci polityczni. Ale to i tak mniej niż za czasów Jarosława Kaczyńskiego. W styczniu 2007 r. miał w kancelarii 32 doradców i asystentów.
Prof. Michał Kulesza, który przygotowywał przed laty reformę administracyjną, zwraca uwagę, że gabinety powszechnie występują na świecie i są bardzo ważne dla jakości publicznego zarządzania.
- Byłoby idealnie, gdyby w tych gabinetach zasiadali eksperci odpowiedzialni za program partii w danej dziedzinie, bo są nie tylko dobrzy merytorycznie, lecz mają także polityczną wizję. Doradcy, poważni ludzie z dorobkiem, powinni zapewniać realne wsparcie w rządzeniu. Doradcą prezydenta Komorowskiego jest Tadeusz Mazowiecki. Problem zaczyna się, gdy gabinet polityczny robi za przytulisko dla członków młodzieżówki partii, którzy ministrowi robią herbatę - mówi prof. Kulesza.
Czy Michał Klimczak, lat 21, może być realnym wsparciem dla ministra Nowaka? - Nie znam pana Klimczaka. Doświadczenie życiowe podpowiada jednak, że nie.
Chcieliśmy zapytać Klimczaka, czym zajmuje się w resorcie, ale nie odpowiedział na prośbę o kontakt.
Szansa merytoryczna Dolczewskiego pytamy, czy dostałby
pracę u ministra bez partyjnej afiliacji. Nie ma wątpliwości, że zdecydowały jego kompetencje: - Minister Boni nie jest członkiem PO i myślę, że moja przynależność do Platformy nie miała znaczenia. Spotkaliśmy się na gruncie eksperckim. W poprzedniej kadencji pomagałem mu przygotować raport ''Młodzi 2011''.
Dodaje, że w gabinecie ministra zajmuje się telekomunikacją i pocztą, a więc sprawami, na których się zna. Ukończył wydział elektroniki i technik informacyjnych na Politechnice Warszawskiej, a także zarządzanie na UW.