Ponad 319 szkół samorządy w całym kraju przygotowują do likwidacji, choć ostatecznych decyzji jeszcze nie ma.
Nie wszystkie szkoły mają zupełnie zniknąć, niektóre będą połączone z większymi, inne zostaną przekazane stowarzyszeniom, bo te potrafią taniej je utrzymywać (zwykle kosztem nauczycielskich pensji). Nowością jest, że już nie tylko małe szkoły na wsiach są likwidowane, ale także w największych miastach.
Rozmowa z Ryszardem Grobelnym, prezydentem PoznaniaAleksandra Pezda: Zamykanie szkół, przekazywanie przedszkoli stowarzyszeniom - czy wy się umówiliście w samorządach, że oszczędzacie na oświacie?Ryszard Grobelny: Nie ma wspólnej strategii. Jest kryzys, a oświata ma duży
budżet, tu można z sensem szukać jakichś oszczędności.
Skarżycie się głównie na Kartę nauczyciela.- To duży problem, nasi nauczyciele mają mniej godzin ''przy tablicy'' niż ci na Zachodzie. Nawet gdyby pracowali tylko o dwie dłużej, już byłoby nam lżej. Ale o Karcie nie warto rozmawiać, bo rząd się nie odważy na jej zmianę. Skoro pod naciskiem lekkich protestów rodziców odroczył obniżenie obowiązku szkolnego, to nie pójdzie na wojnę z wpływowymi związkami.
Są inne problemy. Np. mam dwa sąsiadujące gimnazja, oba wykorzystują budynki w połowie. Planuję połączenie, żeby oszczędzić na utrzymaniu lokali, administracji i trochę na nauczycielskich etatach. Pieniądze wydałbym na zajęcia. Ale nie mogę tego zrobić, bo ustawa mi zabrania. Więc co? Muszę szkoły formalnie zlikwidować i już mam gotowy konflikt społeczny. Wydaję pieniądze na wysokie odprawy, a potem część tych nauczycieli muszę zatrudnić w nowej szkole, bo przecież uczniów nie ubędzie.
Mamy za dużo szkół, trwonimy pieniądze, zamiast je racjonalnie wydawać z pożytkiem dla uczniów. Za te same pieniądze mógłbym dać im lepszą edukację. Po co mi puste klasy i niewykorzystane etaty?
W edukacji nie da się wszystkiego przeliczyć na pieniądze.- Każda usługa kosztuje, edukacyjna też. Jakość ma znaczenie, ale cena się liczy. Moje analizy wskazują, że szkoły, które nas więcej kosztują, gorzej uczą. Są małe, nie zatrudnią dobrych nauczycieli, bo nie mogą im zagwarantować pełnego etatu. Mają też kłopot z fachowymi zastępstwami, bo jest np. jeden matematyk. Nie mogą zapewnić wielu zajęć pozalekcyjnych. Jeżeli uczniowie takiej szkoły mają gorsze wyniki, mało kto się do nich wybiera.
To co mam robić jako zarządzający tym systemem? Stawiam na lepsze i tańsze.
Opracował pan autorski algorytm ''likwidacyjny''. Co przesądza, że zgłasza pan szkołę do zamknięcia?- Wyniki uczniów, edukacyjna wartość dodana [różnica między tym, co uczeń umiał na wejściu, a tym, co umie po wyjściu ze szkoły], stopień wykorzystania obiektu, koszty utrzymania i lokalność. To ostatnie mierzyłem liczbą
dzieci w obwodzie szkoły oraz liczbą chętnych z obwodu - bo uważam, że
szkoła obwodowa miejska nie ma konkurować o uczniów, tylko służyć tym, którzy mieszkają w jej otoczeniu.
Pogrupowałem szkoły według algorytmu. Jeśli mają pojedynczy problem - zaleciłem przygotowanie programu naprawczego. Jeśli więcej - to lepiej zlikwidować, mam siedem takich szkół.
Dlaczego akurat gimnazja?- Bo tam liczba uczniów spada. Podstawówki się trzymają, a sieć liceów zweryfikuje rynek - albo pójdą tam uczniowie, albo szkoła przestaje istnieć. Ale do gimnazjów dopłacamy teraz 46 proc. z własnego budżetu. Do tych lepiej uczących - średnio 30 proc., do gorszych - 70 proc.
Kiedy tworzyliśmy te szkoły w końcu lat 90., było 17 tys. gimnazjalistów, teraz tylko 12 tys., doszły też prywatne szkoły. Powinienem zlikwidować jedną trzecią gimnazjów, ale przecież nie korzystam z uproszczonych rachunków.
Poznański algorytm
Po zastosowaniu algorytmu prezydenta Ryszarda Grobelnego wyszło, że w Poznaniu trzeba by zamknąć od 8 do14 na ponad 50 gimnazjów. Prezydent nie stosuje wyliczeń bezwzględnie. Zostawił gimnazjum, które ma fatalne wyniki i niewielu uczniów, ale jest w ''trudnej'' dzielnicy, a w pobliżu nie ma innej szkoły. A także dwa gimnazja z klasami terapeutycznymi i przysposabiającymi do zawodu, choć obniżają wyniki testów i podnoszą koszty, bo trudnej młodzieży, która tam się uczy, inne szkoły by nie przyjęły.
Za to chce zamknąć również szóste pod względem wielkości gimnazjum w Poznaniu - według obliczeń prezydenta w tej samej dzielnicy gimnazjów jest za dużo.
Choć algorytm Grobelnego uporządkował poznańską dyskusję o szkołach, bunty rodziców i nauczycieli nie umilkły. Wykaz szkół do zamknięcia jest dziś rzadziej krytykowany, również przez negatywnie dotąd nastawionych radnych.
Justyna Suchecka, Poznań