Nauczony ostatnimi doświadczeniami (chaos przy wprowadzaniu ustawy refundacyjnej, niedoinformowanie przy sprawie ACTA) zobrazowanymi spadającymi słupkami poparcia premier
Donald Tusk od spotkania z kobietami rozpoczął debatę na temat wydłużania i zrównania wieku emerytalnego. Projekt rządowy zakłada powolne wydłużanie wieku emerytalnego tak, że w 2020 roku mężczyźni w wieku 67 lat przechodziliby na emeryturę, a kobiety w roku 2040.
Premier, który chciałby zreformować system w trzy miesiące, w piątek przekonywał do swoich propozycji uczestników Kongresu Kobiet.
Mówił: - Gdyby w Polsce udało się, i gorąco na to liczę, także przy pomocy pań rozmawiać właśnie o tym jak najlepiej przeprowadzić reformę tak, by poczucie, czasami subiektywne poczucie krzywdy, ale też obiektywne koszta społeczne były zminimalizowane. By to trudne przedsięwzięcie było zrobione lepiej, niż wiele innych rządowych przedsięwzięć. Mówię bez fałszywej kokieterii, bo myślę o swoim rządzie, o poprzednich rządach. Tutaj nie stać nas na najmniejszą fuszerkę, zdaję sobie z tego sprawę.
Nie mam złudzeń, że wybuchnie entuzjazm Tusk rozwiewał wątpliwości: - Nie mam złudzeń, niezależnie od tego jak wiele kobiet dzisiaj w Polsce chce przede wszystkim pracować, a nie korzystać z mniejszego czy większego wymiaru pomocy rodzinnej, społecznej, widać wyraźnie, że coraz więcej kobiet w Polsce stawia na autentyczną samodzielność a nie na protezy tej samodzielności, ale nie mam złudzeń, że w Polsce, inaczej niż w innych krajach wybuchnie nagle entuzjazm po ogłoszeniu propozycji przedłużenia dochodzenia do wieku emerytalnego. Mówiąc krótko: Jeśli zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie tej reformy, to z pełną świadomością, że bierzemy za nią odpowiedzialność i z pełną świadomością, że nie wszyscy będą w stanie to zaakceptować. Chcę otwarcie powiedzieć, że nie mam zamiaru przekonywać na siłę tych, których dotknie ta reforma, że robimy dobrze ludziom. Bo gdyby tak było, to można by po prostu powiedzieć, że dajemy pełny swobodny wybór. Każdy sobie przechodzi na emeryturę kiedy chce i otrzymuje taką emeryturę jaka wynika z jego składki. Dobrze wiemy, że wiek emerytalny oznacza pewien przymus jaki państwo nakłada w interesie jakby dobra publicznego, ale wbrew poczuciu dobra indywidualnego. Nie należy oczekiwać w momencie, gdy nakład się taki przymus, aby ludzie klaskali, ale trzeba uczciwie powiedzieć, patrząc w oczy zwłaszcza polskim kobietom, że tak skonstruowany system emerytalny w ciągu najbliższych kilkunastu lat musi się rozsypać jak domek w kart.
Emerytura to coś więcej niż upokorzenie na kwitku Uzasadniał: - My tę decyzję podejmujemy nie dlatego, że oczekujemy radości ze strony ludzi, że ją podejmujemy, ale podejmujemy ją z pełną świadomością, że za kilkanaście lat nie będziemy w stanie wypłacać emerytur, jeśli nie przeprowadzimy tego i innych kolejnych kroków. Robimy to w imię najwyższego poczucia odpowiedzialności za to, żeby ten system dał to elementarne zabezpieczenie, tę należną każdemu emeryturę, a nie żeby za kilkanaście lat ktoś powiedział, że nie jesteśmy w stanie zapłacić emerytur.
Ta zamiana jest potrzebna też, by dzisiejsi emeryci, których nie dotknie ona bezpośrednio, mieli poczucie bezpieczeństwa wypłacalności ich emerytur. Jeśli system emerytalny, nie tylko w Polsce, zawali się to będzie to z dramatycznym skutkiem nie tylko dla tych, którzy teraz pracują na swoją emeryturę, ale dla tych, którzy kiedyś na tę emeryturę już zapracowali.
Istnieje także przekonanie w młodym pokoleniu, że tak naprawdę nie czeka ich emerytura. Młodzi Polacy, w istotnej liczbie, nie wierzą w to, że jak osiągną wiek emerytalny, to dostaną pieniądze, które dadzą szansę na przeżycie. To jest odpowiedzialność nie tylko za dzisiejszych emerytów, ale też za młodych Polaków, żeby w momencie, gdy dojdą do wieku emerytalnego, ta emerytura znaczyła coś więcej, niż upokorzenie wypisane na kwitku co miesiąc.
Tusk: Czas zerwać kurtynę hipokryzji, nawet za cenę mojej głowy Tusk przekonywał: - Wszyscy wiemy, że zmiany demograficzne powodują, że coraz mniej ludzi pracuje, a mamy coraz większą grupę ludzi, która nie pracuje. Nie pracuje bo nie może, dotyczy to zarówno ludzi starszych, jak i
dzieci, czy bezrobotnych nie z własnego wyboru. Ale oddając pełny szacunek tym, którzy chcieliby pracować, ale nie mogą z różnych powodów, nie możemy spokojnie patrzeć na to, że ta proporcja będzie się pogłębiała. Dlatego szanując wszystkie głosy i starając się także z paniami szukać rozwiązań, które uczynią życie znośniejszym, mimo podniesienia wieku emerytalnego, będę proponował, nawet jeśli będzie mnie to kosztowało głowę, zerwanie takiej kurtyny hipokryzji czy takiego fałszu, który często jest podszyty tchórzostwem, że możliwe są inne rozwiązania jeśli chodzi o wiek emerytalny. Ani ja, ani, śmiem twierdzić, nikt z moich rozmówców dzisiaj i kiedyś w przyszłości nie wie, co będzie w roku 2040, ale wiemy, że jeśli dzisiaj nie wprowadzimy tego mechanizmu, to już za kilka miesięcy, najpóźniej za kilka lat będziemy mieli kłopoty. To potrafimy przewidzieć. Jeśli nie podejmiemy tej decyzji, za którą jestem gotów wziąć pełne ryzyko polityczne, to kłopoty zaczną nas spotykać zaraz. Jeśli podejmiemy tę decyzję, to na pewno unikniemy tych kłopotów w perspektywie którą rozumiemy. A w 2040 roku świat być może będzie wyglądał zupełnie inaczej.
Światowy konkurs na wiarygodność i polityczne harakiri Tusk mówił: - Jest coś takiego na świecie i w Europie jak taki konkurs, kto jest bardziej wiarygodny. Kto traci wiarygodność, mówię tu o całych państwach, natychmiast dostaje po głowie, a w konsekwencji po kieszeni. Kondycja polskiej złotówki, kondycja polskiego obywatela w dużym stopniu będzie zależała od tego czy polska będzie klasyfikowana jako państwo dużego ryzyka, gdzie nie dzieje się nic z wyobraźnią i odpowiedzialnością, wtedy wszyscy zapłacimy za to zaraz. Albo
Polska będzie zakwalifikowana, tak jak to się dzieje w ostatnich miesiącach, jako państwo najodważniej podejmujące pewne wyzwania i radzące sobie dobrze i wtedy wszyscy mamy szansę zdobyć premię dla ludzi już w tych najbliższych miesiącach i latach. To jest gra nie tylko o ten 2040 rok, to jest naprawdę gra o codzienne życie Polaków w najbliższych miesiącach i latach. Gdybym nie miał tego przekonania, nie podejmowałbym tego wyzwania, które według niektórych, nawet moich bliskich współpracowników, przypomina harakiri. I nie tylko ze względu na japońskie przywiązanie do honoru, ale przede wszystkim na tę odrobinę wyobraźni, którą jak sądzę w tej sprawie posiadam, wiem, że nie mam wyjścia i dobrze, bo gdyby człowiek miał za dużo wyjść to mógłby zacząć kombinować. Tu nie mam wyjścia i o zrozumienie dla tej determinacji proszę.