To, że rząd opublikuje dokumenty związane z ACTA, obiecał na poniedziałkowej debacie
Donald Tusk. I od wtorku zaczęły się one pojawiać na stronach resortu kultury oraz Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.
Wynika z nich, że polski rząd od początku prac nad ACTA naciskał na łagodzenie zapisów porozumienia. Np. w instrukcji z 2008 r. czytamy, że
Polska chciała, by zakres praw, do których stosowane są środki karne, nie wykraczał poza to, co już zapisano w ramach międzynarodowego porozumienia TRIPS (Polska jest jego sygnatariuszem od 2000 r.). Chodzi głównie o prawa autorskie, prawa pokrewne i znaki towarowe.
Polska strona opowiadała się też za zmianą przepisów.
* By sąd nie miał obowiązku, ale tylko prawo do wydania ''zarządzenia tymczasowego'' (np. zamknięcia serwera, bo użytkownicy jakiegoś serwisu naruszają prawo);
* by doprecyzować, czym są przestępstwa popełniane na ''skalę handlową'';
* by nie zapisywać szczegółowo procedur czy środków karnych.
Polskiej stronie nie podobał się pomysł kryminalizacji tzw. camcordingu, czyli nagrywania filmu kamerą podczas seansu w kinie (''uznanie go za przestępstwo jest zbyt restrykcyjne''). W ostatecznej wersji ACTA to zapis fakultatywny.
Nie chcieliśmy też obowiązku ścigania z urzędu przestępstw własności intelektualnej. ''Przepis (...) budzi poważne wątpliwości co do jego zgodności z polskim porządkiem prawnym'' - głosi instrukcja ze stycznia 2010 r.
Kilkukrotnie pojawia się zapis, że Polska jest za zapewnieniem ''jak największej przejrzystości prac nad ACTA''. W instrukcji na posiedzenie Grupy Roboczej ds. Własności Intelektualnej w Brukseli w listopadzie 2009 r. czytamy: ''Delegacja wyrazi niezadowolenie, iż w dalszym ciągu nie przewidziano możliwości udostępniania partnerom społecznym dokumentów negocjacyjnych Porozumienia ACTA''.
- Wygląda na to, że rząd nie ma się czego wstydzić. Ujawnienie tych dokumentów to początek i wstęp do uczciwej debaty - komentuje Katarzyna Szymielewicz, szefowa organizacji Panoptykon, protestującej przeciwko ACTA. Panoptykon nadal uważa jednak, że powinno się skierować umowę do Trybunału Sprawiedliwości, by zbadać zgodność ACTA z prawem unijnym.
- Umowa ACTA jest zła zarówno co do treści, jak i co do procesu jej przyjmowania - mówił wczoraj Sergiej Staniszew, szef Partii Europejskich Socjalistów (PES). PES, druga co do wielkości frakcja w Parlamencie Europejskim, wezwała do głosowania przeciw ACTA z powodu ''zagrożeń dla fundamentalnych praw'' obywateli UE, groźby pogwałcenia prywatności w internecie przez dostawców internetowych oraz ''ograniczenia otwartej debaty''.
Ale nie wszyscy członkowie PES są zgodni - podzieleni są m.in. brytyjscy laburzyści. Jednej linii nie mają też liberałowie. Do odrzucenia umowy wzywa klub Zielonych. W największym klubie centroprawicy (EPP; są tam m.in. PO i
PSL) na razie tylko polscy europosłowie mówią głośno o zastrzeżeniach.
UE do sfinalizowania prac nad ACTA potrzebuje zgody europarlamentu i ratyfikacji we wszystkich 27 krajach członkowskich.
Co to jest ACTA Międzynarodowa umowa poświęcona ochronie praw własności intelektualnej, która m.in. ma poprawić egzekwowanie praw autorskich.
Prace nad umową zainspirowali w 2006 r. Amerykanie, formalnie gospodarzem jest
Japonia. Treść umowy długo trzymano w tajemnicy.
Przeciwnicy zarzucają jej m.in., że może zaostrzyć procedurę karną i stworzyć de facto prywatną policję, przerzucając np. na dostawców internetowych nowe obowiązki walki z naruszaniem prawa. Mówią też o zbyt szerokich uprawnieniach właścicieli praw, także do pozyskiwania informacji o potencjalnie podejrzanych.