http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Błaszczak i afera ZUS. Poseł pokazuje przelew na 9 tys.

Adam Zadworny
2012-02-10, ostatnia aktualizacja 2012-02-09 20:37

Wątkiem w aferze korupcyjnej ZUS są prace wykonane na działce posła PiS Mariusza Błaszczaka. Szczeciński sąd rejonowy, który ma osądzić oskarżonych, poprosił o przeniesienie sprawy do wyższej instancji ze względu na jej ''polityczny'' charakter - napisaliśmy w czwartek.

Mariusz Błaszczak
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Mariusz Błaszczak
Po ukazaniu się tekstu w ''Gazecie'' dostaliśmy maila od posła Błaszczaka, szefa Klubu Parlamentarnego PiS, z załączonym potwierdzeniem przelewu na firmę E. z grudnia 2007 na ponad 9 tys. zł. Tak jak wcześniej Błaszczak nie odebrał naszego telefonu.

Dlaczego poseł pokazał przelew? Bo szczeciński biznesmen zeznał, że jego zleceniodawcy kazali mu zrezygnować z jego zapłaty, by pokryły się koszty prac przeprowadzonych na działce Błaszczaka.

Wczoraj przeczytaliśmy akt oskarżenia dotyczący afery ZUS oraz poznaliśmy szczegóły z opowieści wspomnianego biznesmena i oskarżonych. Sa nimi m.in. były prezes ZUS Sylwester R. i dyrektor ZUS w Szczecinie Tadeusz D.

Według ustaleń prokuratorów miało być tak:

Latem 2007 r. dyrektor szczecińskiego ZUS Tadeusz D. spotyka się z szefem firmy E., która remontuje siedzibę ZUS w Myśliborzu. Dyrektor ZUS prosi firmę E. o wykonanie ''specjalnego zlecenia'' ''dla kogoś z centrali''. Ma chodzić o odwodnienie działki w Legionowie należącej do Mariusza Błaszczaka, ówczesnego szefa kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego. Pracownicy firmy E. zaznali, że ''była to propozycja nie do odrzucenia'', bo firmie zależało na życzliwości dyrektora ZUS.

7 sierpnia 2007 r. pracownik firmy E. jedzie do Warszawy. Na działkę Błaszczaka wiezie go Sylwester R. (niedługo potem zostanie on prezesem ZUS, a później głównym oskarżonym w aferze korupcyjnej).

Budowlaniec z firmy E. melduje telefonicznie swojemu szefowi, jaka jest ''robota do wykonania''. Według billingów zaraz po tym połączeniu, dyrektor ZUS Tadeusz D. łączy się z Błaszczakiem. W tym samym miesiącu firma E. odwadnia działkę Błaszczaka.

Dwa miesiące później Artur S., właściciel firmy MTI, która jest podwykonawcą firmy E., spotyka się z dyrektorem szczecińskiego ZUS Tadeuszem D. Według Artura S. D. domagał się, aby MTI ''w imię dobrej współpracy z ZUS'' zrezygnowało z 30 tys. zł zapłaty należnej od firmy E. Według dyrektora ZUS, właśnie na 30 tys. zł firma E. wyceniła swoje prace na działce Błaszczaka.

Na kolejne spotkanie z dyrektorem szczecińskiego ZUS Artur S. zabiera dyktafon. Tadeusz D. powtarza żądanie rezygnacji z należnych Arturowi S. 30 tys. zł. (nagranie dostało ABW).

To wersja prokuratury. Potem miały miejsce następujące wydarzenia:

w listopadzie 2007 r. nowy premier Donald Tusk powołał na stanowisko prezesa ZUS Sylwestra R;

w grudniu 2007 r. poseł Błaszczak przelał firmie E. ponad 9 tys. zł;

wiosną 2008 r. prokuratura wszczęła śledztwo;

we wrześniu 2009 r. prezes ZUS, szczeciński dyrektor ZUS i inni pracownicy Zakładu zostają zatrzymani.

A ponad dwa tygodnie temu sędzia ze Szczecina napisała, że Błaszczak ''będzie musiał być przesłuchany z uprzedzeniem o treści artykułu 183 par. 1 kpk. To oznacza, że ''może się uchylić od odpowiedzi na pytanie, jeżeli udzielenie odpowiedzi mogłoby go narazić na odpowiedzialność karną''.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5
  • 1
  • 1
  • 7
  • 35 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    52 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':