Edmund Klich był polskim akredytowanym przy rosyjskiej Międzypaństwowej Komisji Lotnictwa (MAK), która badała katastrofę smoleńską z 10 kwietnia 2010 roku.
Minister infrastruktury Sławomir Nowak oficjalnie wczoraj ''cofnął upoważnienie'' Klichowi do kierowania Państwową Komisją Badania Wypadków Lotniczych, bo tydzień temu otrzymał taki wniosek podpisany przez wszystkich jej członków. - Nie było innego wyjścia - tłumaczył wczoraj Nowak. W uzasadnieniu wniosku czytamy, że Klich ''całkowicie utracił autorytet'' i ''urągał członkom komisji''. Według ministra nie można było załagodzić tego personalnego konfliktu.
Nowak przypomniał wczoraj, że jest to już drugi taki wniosek, ale jego poprzednik Cezary Grabarczyk uważał, że konflikt w komisji da się załagodzić. Rok temu dymisji Klicha zażądało 13 na 15 członków PKBWL. Zarzucali mu niekompetencję oraz bierną postawę wobec MAK, przez co w końcowym raporcie nie zostało uwzględnione polskie stanowisko w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Do wybrania nowego szefa komisji przewodniczącą będzie jej sekretarz Agata Kaczyńska.
Minister Nowak nie chciał oceniać działalności Edmunda Klicha. Stwierdził tylko, że jego działanie zostanie poddane osądowi publicznemu, także nagrywanie i ujawnianie rozmów, jakie prowadził z b. ministrem obrony Bogdanem Klichem i szefem Sztabu Generalnego gen. Mieczysławem Cieniuchem. Według ministra decyzja o odwołaniu wynikła z ''relacji interpersonalnych wewnątrz komisji''. - Nie jest moją intencją wnikanie do wewnątrz tych relacji. Były skargi o mobbing, ale nie chcę w to wnikać - stwierdził Nowak.
- Myślę, że jemu też ta decyzja ulżyła - dodał. I chyba miał rację, bo Edmund Klich skomentował decyzję stwierdzeniem: ''Nie da się pracować w takim środowisku, prawda?''. Stwierdził też, że w najbliższym czasie sam by zrezygnował. Tłumaczył, że zarzuty są nieprawdziwe, a komisja pod jego przewodnictwem zmniejszyła zaległości, jeśli chodzi o badanie wypadków lotniczych.
Edmund Klich kierował PKBWL od 2006 r. Wcześniej był pilotem wojskowym, wykładowcą Szkoły Orląt w Dęblinie oraz Akademii Obrony Narodowej. Jako polski akredytowany przy MAK dał się poznać z niekonwencjonalnych zachowań. Po pierwszej wizycie w Moskwie zarzucał
MON, że zmusza go do współpracy z prokuratorami i nie przydzieliła mu tłumacza, a on nie zna rosyjskiego. Potem przestrzegał, aby nie wypowiadać się w mediach na temat badania przyczyn wypadku, dopóki nie będą znane wszystkie jego elementy. Następnie sam był jednym z najczęstszych gości stacji telewizyjnych w tej sprawie. Był zwolennikiem tezy, że to gen. Andrzej Błasik, przebywając w kabinie, wpływał na decyzje pilotów Tu-154.
W ostatnich wyborach kandydował w Wielkopolsce do Senatu w ramach akcji Obywatele do Senatu z poparciem prezydentów najważniejszych miast. Mandatu nie zdobył. Miesiąc temu okazało się, że nagrywał rozmowy z b. szefem MON Bogdanem Klichem i gen. Mieczysławem Cieniuchem. Nagrania ujawniła ''Gazeta
Polska''. Edmund Klich stwierdził, że ma jeszcze nagrania innych rozmów.
Odwołanie Klicha natychmiast skomentował szef
PiS-owskiej komisji badającej katastrofę smoleńską
Antoni Macierewicz. Jego zdaniem uzasadnienie decyzji jest ''krętactwem rządu'', Klich zaś ''działał na rzecz Rosji i szkodę Polski''.