Zarzut niedopełnienia obowiązków w trakcie działań BOR podczas m.in. przygotowań do lotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska w kwietniu 2010 r. oraz zarzut poświadczenia nieprawdy w dokumencie usłyszał wiceszef BOR gen. Paweł Bielawny. Jak poinformowała rzeczniczka prokuratury Renata Mazur, wiceszef BOR nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Mazur zaznaczyła również, że postawione zarzuty to efekt nie tylko opinii biegłych, ale też wnikliwej analizy dokumentacji związanej z
pracą BOR. W przypadku skierowania do sądu aktu oskarżenia za niedopełnienie obowiązków 45-letniemu generałowi, który pracuje w BOR od 1991 r., groziłoby do trzech lat więzienia.
Jeszcze w czwartek z szefem BOR spotkał się Jacek Cichocki, minister spraw wewnętrznych. To on zdymisjonował gen. Pawła Bielawnego.
Dwie wizyty Praska prokuratura bada wątek, który został wyłączony na przełomie marca i kwietnia zeszłego roku z postępowania ws. katastrofy smoleńskiej, prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w
Warszawie. Dotyczy on okresu od września 2009 r. do 10 kwietnia 2010 r. - prokuratorzy sprawdzają, czy nie doszło do ewentualnego niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez urzędników i funkcjonariuszy publicznych kancelarii prezydenta, premiera, MSZ, MON, polskiej ambasady w Moskwie i BOR w związku z przygotowaniami wizyt w Katyniu premiera Donalda Tuska (7 kwietnia 2010 r.) i prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
30 stycznia prokuratura ujawniła 20 "najistotniejszych uchybień" BOR wskazanych we wnioskach przez biegłych, którzy mieli ocenić działania funkcjonariuszy. Według dwóch ekspertów uchybienia te wpłynęły na obniżenie bezpieczeństwa premiera i prezydenta.
W zespole powołanym do oceny
pracy BOR były dwie osoby - płk
Jarosław Kaczyński, były zastępca szefa BOR (odszedł ze służby w 2006 r.; jak twierdził jednym z powodów była zbieżność nazwisk z ówczesnym premierem i prezesem
PiS), i płk Stanisław Kulczyński, były oficer wojskowych sił specjalnych.
Biegły Kaczyński Kaczyński był jedynym spośród dawnych szefów BOR, którzy zgodzili się dokonać oceny pracy tej formacji i to jego głos zaważył na opinii, w której zawarto uwagi do pracy Biura. Najważniejsze to: nieprzeprowadzenie rekonesansu na lotnisku w Smoleńsku i zbyt pobieżne sprawdzenie pozostałych miejsc; brak ochrony samolotu na lotnisku w Smoleńsku; brak obecności funkcjonariusza BOR na lotnisku przed i podczas lądowań samolotów; zaniżenie kategorii działań ochronnych zabezpieczenia wizyt. Inne uwagi mają charakter formalny - np. "sporządzenie planów wizyt w sposób niezgodny z przepisami" - lub ogólny: "brak właściwego nadzoru ze strony kierownictwa BOR nad działaniami ochronnymi". W swoich wyjaśnieniach BOR dowodzi, że nadzór nad operacją był właściwy. Zwraca też uwagę, że niesprawiedliwy jest postawiony przez biegłych zarzut, jakoby do działań wyznaczono funkcjonariuszy nieposiadających doświadczenia za granicą, o niskich kompetencjach". Przypomina, że dowódca operacji płk Jarosław Florczak miał 18 lat doświadczenia. Pozostali oficerowie nadzorujący poszczególne elementy (zabezpieczenie pirotechniczne, zabezpieczenie miejsc) mieli staż po 16 i 20 lat.