Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Rozmowa z Ireną Wóycicką, minister ds. społecznych w Kancelarii PrezydentaRenata Grochal: Prezydent spotkał się z przedstawicielami klubów parlamentarnych w sprawie reformy emerytalnej. Opozycja jest przeciwko propozycji premiera, by podnosić wiek emerytalny do 67 lat, buntuje się PSL. Jest szansa na kompromis?Irena Wóycicka: Prezydent widzi potrzebę szybkiego rozpoczęcia zmian w systemie emerytalnym. Jesteśmy szybko starzejącym się społeczeństwem, w miarę upływu lat coraz mniej ludzi będzie pracowało przy coraz większej liczbie emerytów.
Najważniejszym dylematem jest tu zachowanie odpowiedniej wysokości świadczeń emerytalnych i stabilności systemu emerytalnego. Aby to zapewnić, trzeba zacząć wprowadzać stopniowe zmiany w systemie w najbliższym czasie.
W 2010 r. na jednego emeryta przypadały cztery osoby w wieku produkcyjnym, w 2020 r. będą już tylko trzy, a w 2035 r. - zaledwie dwie.- Dlatego nie ma co czekać z wprowadzaniem zmian. To spotkanie pokazało, że jest szansa na kompromis.
SLD i "Solidarność" chcą referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego. Czy prezydent popiera ten pomysł?- W referendum mamy dwie odpowiedzi: tak lub nie. Prezydent jest natomiast za tym, aby szukać dobrych rozwiązań, które odpowiadają na istotne problemy społeczne. Tego się nie osiągnie w drodze referendum, lecz w drodze dyskusji. Podczas spotkania mówił, że zmiany w systemie emerytalnym mogą być okazją do bardzo ostrych polemik. Ale warto spróbować uczynić z tego tak ważnego dla Polaków tematu pole, w którym szukamy porozumienia.
Jak prezydent widzi swoją rolę w tej debacie?- Prezydent uważa, że problem reformy systemu emerytalnego jest jednym z największych wyzwań stojących dziś przed Polską. Dlatego będzie organizował spotkania, na które zaprosi ekspertów poszczególnych partii i będzie starał się doprowadzić do zbliżenia stanowisk.
Czy prezydent popiera propozycję Donalda Tuska, żeby podwyższać wiek emerytalny do 67 lat?- Na razie nie ma nawet rządowego projektu ustawy. Prezydent zajmie stanowisko, gdy ustawa będzie na jego biurku.
PSL proponuje, by matki, które urodzą dzieci, mogły przechodzić wcześniej na emeryturę - za każde dziecko trzy lata mniej pracy. To dobry pomysł?- W nawiązaniu do tej propozycji pani prezydentowa, która również wzięła udział w spotkaniu z przedstawicielami klubów, opowiedziała o swojej niedawnej wizycie w rodzinnym domu dziecka. Mieszka tam pięcioro dzieci, które zostały porzucone przez rodziców. Czy i ci
rodzice powinni mieć prawo do wcześniejszych emerytur? Chyba nie o to chodzi.
A co pani sądzi o pomyśle PO, żeby dawać wyższe emerytury tym, którzy mają dzieci?- Prezydent podkreślał, że trzeba mocniej uwzględnić w systemie emerytalnym elementy polityki rodzinnej. Jest wiele możliwości, wiele propozycji, trzeba szukać dobrych, kompromisowych rozwiązań.
Wszyscy sobie zdają sprawę, również przedstawiciele partii, że polityka rodzinna, polityka wspomagająca odpowiedzialne rodzicielstwo nie jest receptą na rozwiązanie w średnim okresie problemów systemu emerytalnego, ale musi być prowadzona po to, by tempo zmian zostało zahamowane w przyszłości i żeby nastąpiła w przyszłości odbudowa demograficzna Polski.
Czy premiowanie w systemie emerytalnym ludzi, którzy mają dzieci, byłoby zgodne z konstytucją? Dlaczego karać tych, którzy np. z powodów biologicznych nie mogą mieć potomstwa?- Nie będę wypowiadać się na ten temat, dopóki nie ma konkretnych projektów. Ale trzeba rozważyć wszystkie kwestie.
Ruch Palikota i PSL zwracają uwagę, że rynek pracy w Polsce nie jest przygotowany na pracowników po sześćdziesiątce. Dziś ludzi po pięćdziesiątce wypycha się z rynku pracy.- To bardzo poważny problem. Rząd będzie musiał zastanowić się, jak temu zaradzić, jak znaleźć oferty pracy dla starszych ludzi, jak pomóc im kilka razy w życiu przekwalifikować się, by odnaleźć się na rynku pracy. To wielkie wyzwanie dla polityków.