Od miesiąca trwa zbiorowy płacz nad zamykanymi szkołami i przedszkolami. Rodzice uczniów z likwidowanej podstawówki w Chełmie zablokowali ulicę, transparentem z napisem: "Tylko matoły likwidują szkoły", machali radnym na sesji
rodzice z warszawskich szkół przeznaczonych do likwidacji. Codziennie w jakimś miejscu w kraju wybucha wojna o szkołę, przedszkole czy dom kultury.
Związek Nauczycielstwa Polskiego rozpoczął z jednym z tabloidów wspólną akcję "Bronimy polskich szkół". Z logo w postaci tradycyjnej szkolnej tarczy tabloid publikuje zdjęcia rodziców, którzy nie godzą się na likwidację szkoły czy przedszkola (albo radnych, którzy właśnie podejmują tę decyzję). A na stronie ZNP można znaleźć instrukcję, jak się skrzyknąć na protest w obronie szkoły. Ma w ten sposób powstać "czarna księga polskiej edukacji". Związek chce udowodnić m.in., jak szkodliwa była zmiana ustawy oświatowej wprowadzona przez Platformę rok temu, która odebrała kuratorom prawo do zablokowania likwidacji szkół.
W mediach padają szacunkowe liczby - od tysiąca do ośmiuset pod hasłem, że w tym roku padnie tych likwidacji rekord.
Czy rzeczywiście jest tak źle?
Po pierwsze, to tradycyjny temat na styczeń, bo do końca lutego samorządy muszą przyjąć tzw. uchwałę intencyjną, w której wymienią placówki do ewentualnej likwidacji. Tak wynika z ustawy oświatowej - rodzice i nauczyciele muszą wiedzieć o likwidacji co najmniej pół roku przed faktem. Co roku więc w styczniu właśnie wybuchają na tym tle lokalne awantury.
Po drugie, od czasu, gdy liczba uczniów w szkołach zaczęła maleć z powodu demograficznego niżu (w 2005 roku - 5,9 mln, w 2011 roku - 4,8 mln), samorządy próbują dopasować do nowych warunków sieć szkół. Nie zawsze sensownie, ale też nie zawsze realizują zamiar zamykania szkół. I tak w ubiegłym roku ogłosiły, że chcą likwidować 653 szkoły i przedszkola, w rezultacie przestało istnieć 300 (dane
MEN).
Wreszcie - czy naprawdę bijemy rekord?
Ministerstwo Edukacji wczoraj wstępnie policzyło też szkoły i przedszkola przygotowywane do likwidacji od września 2012 r. Wyszło, że w całej Polsce samorządy planują zamknąć 319 placówek. Z tego co najmniej 90 to placówki, w których nie ma żadnego ucznia i nie pracuje tam żaden nauczyciel. Znikają po prostu z braku zainteresowania - jak szkoły policealne, a licea profilowane, technika i licea uzupełniające będą zamykane, bo tak zakłada tegoroczna nowelizacja ustawy oświatowej.
Część z 319 szkół nie zniknie, zostanie przekazana stowarzyszeniom - bo te potrafią je poprowadzić taniej (najczęściej oszczędzając na nauczycielskich pensjach). Żeby tak zrobić, samorządy muszą te szkoły najpierw zlikwidować.
Wójt jednej z gmin pod Chełmem Lubelskim na przykład, chce w ten sposób skomercjalizować wszystkie swoje szkoły.
Krzysztof Babisz, lubelski kurator oświaty, przyznaje, że spośród 55 wniosków o zamiarze likwidacji szkół 19 to właśnie przekształcane szkoły zawodowe, a co najmniej kilkanaście podstawówek przejmą stowarzyszenia.
Podobnie jest w innych województwach.
Nowością jest okrajanie sieci szkół w miastach. Na przykład
Poznań zabrał się do likwidacji gimnazjów.
- Mamy o jedną trzecią za dużą bazę w stosunku do liczby uczniów - mówi rzeczniczka prezydenta Anna Szpytko. - Sieć gimnazjów zmniejszymy na pewno, choć nie o jedną trzecią i na pewno nie od razu.
MEN decyzje o sieci szkół pozostawia wyłącznie samorządom. Nie ma żadnych raportów, prognoz, podpowiedzi.
Wiceprezes ZNP Krzysztof Baszczyński: - Państwo odsuwa od siebie odpowiedzialność za prowadzenie polityki edukacyjnej, to groźne.
Co z likwidacyjnych zapowiedzi wyjdzie?
Z oszczędności samorządy próbują szkoły zamykać, a potem się wycofują - zazwyczaj po protestach rodziców. Liczba likwidowanych szkół tak naprawdę maleje z każdym rokiem: w 2006 r. zamknięto aż 653 placówki, a potem co roku o kilkadziesiąt mniej. MEN twierdzi, że to rozsądek samorządów.
- Liczba szkół podstawowych np. spada o wiele wolniej niż liczba uczniów w szkołach. To świadczy, że samorządy prowadzą racjonalną politykę - uważa rzecznik MEN Grzegorz Żurawski.
Ale niekoniecznie. Bo po prostu jest coraz mniej szkół do likwidacji. Z 14,5 tys. podstawówek pięć lat temu pozostało dziś niemal tysiąc mniej.
współpraca Małgorzata Szlachetka,
Lublin W 2005 roku w szkołach było 5,9 mln uczniów
W 2011 roku - 4,8 mln uczniów