http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pluskwa w budce telefonicznej prawa nie łamie

Marcin Kobiałka
2012-02-08, ostatnia aktualizacja 2012-02-07 20:58

CBA i ABW mogły składać wnioski o podsłuchiwanie "bohaterów" śledztwa przeciekowego w tzw. aferze gruntowej, nie zdradzając sądowi ich nazwisk - uznała rzeszowska prokuratura i umorzyła sprawę.

Janusz Kaczmarek
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Janusz Kaczmarek
Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie trwające od jesieni 2007 r. śledztwo umorzyła już 2 lutego, ale o swojej decyzji poinformowała dopiero w poniedziałek. Uzasadnienie umorzenia liczy 178 stron. Blisko połowa jest tajna, tak samo jak połowa akt tej sprawy.

Śledztwo obejmowało 11 wątków, które były związane z tzw. aferą gruntową z lipca 2007 r. CBA chciała wówczas złapać na korupcji ówczesnego ministra rolnictwa Andrzeja Leppera. Akcja zakończyła się klapą. CBA podejrzewało, że Leppera ktoś ostrzegł. Ale źródła przecieku nie znaleziono, po latach warszawska prokuratura umorzyła to śledztwo.

Jednak w 2007 r. pod zarzutem składania fałszywych zeznań i utrudniania śledztwa przeciekowego zatrzymani zostali Janusz Kaczmarek, były minister spraw wewnętrznych i administracji, Konrad Kornatowski, były szef policji, oraz Jaromir Netzel, wtedy prezes PZU.

Rzeszowska prokuratura przez ponad cztery lata sprawdzała, czy służby specjalne (CBA, ABW) nie przekroczyły wówczas swoich uprawnień, na przykład nie informując sądu, komu chcą założyć podsłuch, gdy tak naprawdę znały nazwiska tych osób. Prokuratura - wynika z umorzenia - uwierzyła w tłumaczenia CBA i ABW, że w chwili składania wniosków o podsłuchy służby nie miały stuprocentowej pewności, kogo chcą podsłuchiwać. Poza tym sąd nie został powiadomiony o tym, bo ważne było ograniczenie kręgu osób, które miałyby dostęp do danych personalnych podsłuchiwanych ludzi, by uniknąć kolejnego przecieku.

- Kilka dni później kierownictwo ABW z własnej inicjatywy dostarczyło sądowi nazwiska tych osób. Nie chodziło więc o zatajenie informacji - tłumaczy "Gazecie" Jaromir Rybczak, wiceszef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

Prokuratura odsłuchała nagrane przez Netzla rozmowy z ówczesnym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Netzel twierdził, że ma dowody, że Ziobro zachęca go do złożenia zeznań obciążających pozostałych zatrzymanych. W zamian Ziobro miał obiecać, że Netzel zachowa stanowisko szefa PZU. Prokuratura i ten wątek umorzyła, bo w nagranych rozmowach niczego takiego się nie dosłuchała.

Pod lupą rzeszowskich śledczych była również tajna analiza tzw. układu trójmiejskiego stworzona przez CBA. Miała dowodzić, że Kaczmarek i Kornatowski są powiązani z biznesmenami i przestępcami. Analizę wykorzystano do złożenia wniosków o podsłuchy. Nowy szef CBA Paweł Wojtunik uznał, że dokument powstał bez żadnych podstaw prawnych. Prokuratura doszła do innych wniosków. - Wszystko, co było we wnioskach o zarządzenie kontroli operacyjnej, nie miało charakteru poświadczenia nieprawdy - mówi prok. Rybczak. Szczegółów nie zdradza.

Z umorzenia wynika, że agenci CBA jeden z podsłuchów założyli w budce telefonicznej. Na zewnętrzny mikrofon nagrywali rozmowy osoby zamieszanej w śledztwo przeciekowe. Zrobili to bez zgody sądu i prokuratury. CBA tłumaczyło, że budka telefoniczna jest miejscem publicznym, a w miejscach publicznych służby mogą do woli nagrywać bez zgody sądu. - Przepisy dotyczące kompetencji służb są tak niejasne, że trudno jednoznacznie ocenić, jakie naprawdę mają uprawnienia - ocenia Rybczak.

Prokuratura badała także, czy CBA miało w ogóle podstawy, by zajmować się wątkiem przeciekowym, skoro ta służba jest powołana do tropienia korupcji. Skarżył się na to Janusz Kaczmarek. Śledczy uznali, że CBA miało do tego prawo, bo wątek przeciekowy "przeplatał się z korupcyjnym".

- Funkcjonariusze CBA oraz prokuratorzy prowadzący śledztwo i tak interpretowali przepisy bardziej powściągliwie niż Janusz Kaczmarek, który będąc zastępcą prokuratura generalnego, zimą 2005 r. w piśmie instrukcyjnym przekazanym wszystkich prokuratorom w kraju wyraził pogląd, że materiały z podsłuchów mogą być wykorzystywane w sprawie o każde przestępstwo, a nie tylko o przestępstwo z katalogu danej służby - zdradza prok. Rybczak.

Janusz Kaczmarek, dziś radca prawny, zapowiedział, że złoży zażalenie na decyzję prokuratury. - Zwyciężyła korporacyjna solidarność. To sygnał, że można bezkarnie podsłuchiwać obywateli - skomentował dla PAP.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':