To już drugi proces funkcjonariusza w tej sprawie, poprzedni wyrok z 2010 r. - skazujący - sąd apelacyjny skierował do ponownego rozpoznania. Na ławie oskarżonych oprócz niego zasiadał wtedy Jarosław J. - kolega z tej samej komendy (ostatecznie został skazany na karę w zawieszeniu, odszedł z policji).
Prokurator zarzucał Kleinowi przyjęcie 3,2 tys. zł łapówek od drobnego legnickiego przestępcy Mariusza J., a Jarosławowi J. - że pomagał przy bezpodstawnym umorzeniu postępowania przeciwko złodziejowi. Funkcjonariusze od początku sprawy zapewniali, że są niewinni. Ich historię opisaliśmy w sierpniu zeszłego roku w reportażu
„Tango i Cash w Legnicy”.
Klein tłumaczył, dlaczego uważa, że został wrobiony: - Pięć lat temu powiedziałem szefom, że to, co się dzieje w komendzie, to kryminał. Zagroziłam, że pójdę wyżej, nawet do komendanta głównego.
O co mu chodziło? O chronienie gangsterskich interesów, imprezowanie z bandziorami, fałszowanie statystyk
policyjnych, ukrywanie przestępstw, np. przemytu narkotyków, mobbing i zastraszanie funkcjonariuszy przez szefów komendy.
Biuro Spraw Wewnętrznych (
policja w policji) zatrzymało obu policjantów w sierpniu 2008 r. Przesiedzieli trzy miesiące w areszcie tymczasowym. - Wykorzystano drobnego bandziora i kapusia. Miał mnie pomówić. A Jarek dostał rykoszetem - mówił Klein. - Po prostu chcieli się mnie pozbyć się z policji.
Jarosław J. chce teraz wznowić postępowanie w swojej sprawie. - Zwróciłem się o pomoc do rzecznika praw obywatelskich, bo nie stać mnie na adwokata - mówi Jarosław J. - Jeśli Tomek jest niewinny, to za co ja jestem skazany? Mamy dowody, że proces i śledztwo były prowadzone nierzetelnie.
Klein: - Ta spraw zrujnowała mi życie. Trzy dni przed tym wyrokiem komendant miejski wyrzucił mnie ze służby.
Policjant odwołał się do nowego komendanta wojewódzkiego we
Wrocławiu.
- Nie mam siły się cieszyć z uniewinnienia - mówi "Gazecie". - Mieszkam w małym mieście. Dla ludzi byłem przez te lata łapówkarzem. Dla policjanta to śmierć cywilna. Po opublikowaniu przez "Gazetę" reportażu o nas mnie i moją rodzinę straszyli bandyci. A Jarek z rodziną musiał się wyprowadzić z miasta. Grożono jego żonie. Dziś mam 60 nieodebranych połączeń i ponad 40 SMS-ów z gratulacjami. Tylko kto mi odda te pięć lat wyrwanych z życia?