Rozmowa z Józefem Oleksym, b. premierem z SLD Agnieszka Kublik: Premier Donald Tusk w wywiadzie dla "Wprost" mówi: "Im dłużej jesteś premierem, im więcej prób przeszedłeś, więc im mocniejsza jest twoja pozycja polityczna, tym większa jest samotność". Józef Oleksy: To nie jest oryginalne, dawno stwierdziło to wielu myślicieli. Premier oczywiście ma rację.
Da się tym wyjaśnić wpadki rządu? - Nie, bo to brzmi tak: "Jestem samotny, bo otoczenie nie dostarcza mi informacji". Rządzenie otoczeniem i pokonywanie inercji urzędniczej to jest umiejętność, którą premier powinien posiadać.
Czym tłumaczy pan błędy rządu na początku drugiej kadencji? - Zastanawiam się, czy to opieszałość związana z dobrym samopoczuciem, czy koncentrowanie uwagi na czymś innym, co uważa się za ważne? A może to jest nieprzywiązywanie wagi do wiedzy? Działają takie schematy, że jak jest porozumienie międzynarodowe, to się przyjmuje, że dyplomaci i
Bruksela nad tym pracują. Do momentu podpisania ACTA premier nie miał wiedzy na temat tego porozumienia, a otoczenie nie wyczuliło go na wagę sprawy. I to jest wina tego otoczenia.
Potem premier się zorientował i zapowiedział zawieszenie ratyfikacji. I dobrze. Samo zatrzymanie ratyfikacji jest racjonalnym posunięciem, odważnym i pokazującym, że premier wyciąga wnioski.
Czy jest pan tak krytyczny wobec Tuska, jak Aleksander Smolar, który mówił w "Gazecie", że "w polityce stosuje sztukę, którą najbardziej uwielbia: kiwania. I potrafi doskonale każdego okiwać". - Ja bym nie poszedł tak daleko, bo ja Tuskowi wciąż przypisuję dużo dobrych intencji. To, co wygląda na kiwanie, uniki, opieszałość, wcale takie nie musi być. Nie da się oddzielić jego osobistej winy od winy otoczenia.
Pan mówi, jakby był rzecznikiem Tuska. - Próbuję znaleźć wytłumaczenie, bo wiem, że bycie premierem to ciężki kawałek chleba. Do którego nikt nikogo nie zmusza oczywiście.
SLD chciałoby wejść do koalicji? - Nie ma w tej chwili takich planów, choć nie można tego wykluczać. Ludowcy są coraz mniej barwni, są wręcz bezbarwni w tej koalicji i śmiem twierdzić, że wsparciem dla Tuska nie są.
Wejście do koalicji pomogłoby Sojuszowi? - Jeśli jest się partią parlamentarną, to po to, by w tej grze władzy uczestniczyć. Ja nie jestem entuzjastą pomysłu, by teraz wchodzić do koalicji rządowej, to byłoby branie na siebie odpowiedzialności za całe lata rządów PO.
Leszek Miller też tak uważa? - Rozmawialiśmy na ten temat, ale teoretycznie. Miller może być tym zainteresowany, bo on bardzo wyraźnie uznaje, że obecność w rządzie to jest dopełnienie pozycji partii i jego osobistej. A to w nim dość głęboko wciąż tkwi.
Pan dostał od Millera czerwoną kurtkę? - Nie dostałem.