Po niespełna dwóch latach kierowania tygodnikiem znany dziennikarz odchodzi z funkcji redaktora naczelnego. - To było niespodziewane, wszystko odbyło się w bardzo burzliwej atmosferze. Można powiedzieć, że Tomek został po prostu wyrzucony - mówi jeden z dziennikarzy tygodnika.
Według źródeł "Gazety" jednym z powodów rozstania z wydawcą "Wprost" Michałem Lisieckim (Point Group) jest fakt, że Lis kilka miesięcy temu zaangażował się w budowę serwisu internetowego wzorowanego na amerykańskim Huffington Post (nie jest jeszcze znana polska nazwa). - Wydawca uznał, że nie da się połączyć tych aktywności. Chciał, żeby portal działał w ramach jego grupy - tłumaczy nasz informator.
Inny powód to trwające od dawna konflikty na linii Lis - Lisiecki. Ostatnio miało pójść o tytuł Człowieka Roku "Wprost". Według jednej z wersji czytelnicy najwięcej głosów mieli oddać na Janusza Palikota, ale Lis ostatecznie przekonał kapitułę, by tytuł dostał premier
Donald Tusk.
Oficjalnie nikt nie chce tego potwierdzić. - Nie komentujemy takich spekulacji - mówi Andrzej Rozenek, rzecznik Ruchu Palikota. Ale właśnie z kręgów tej partii dochodzi najwięcej informacji o tym, że Palikot był informowany, że będzie Człowiekiem Roku "Wprost".
Z Lisem nie udało się nam skontaktować. Według naszych źródeł decyzję przyjął z zaskoczeniem. Tym bardziej że we wtorek wieczorem odbyła się gala wręczenia tytułu premierowi Tuskowi. Lis zrobił z nim wywiad do najbliższego numeru. Ale na uroczystość nie przyszedł. Za to premier Tusk dziękując za nagrodę postawił na mównicy pluszowego lisa i stwierdził, że to dlatego, "by wspomnieć tego, którego tu nie ma".
Razem z Lisem odchodzi jego zastępczyni Aleksandra Karasińska. W proteście przeciwko decyzji wydawcy odejście z "Wprost" zapowiedziało troje kierowników działów. Rzeczniczka Point Group Anna Pawłowska-Pojawa powiedziała, że w środę ma być znany następca Lisa (nieoficjalnie mówi się, że szefostwo "Wprost" obejmie Michał Kobosko). Tego dnia wydawca Point Group ma też poinformować o powodach zwolnienia naczelnego.
Tomasz Lis to jeden z najpopularniejszych polskich dziennikarzy, obecnie gospodarz programu "Tomasz Lis na żywo" (
TVP 2). Kierował "Wprost" od maja 2010 r. i od razu zmienił linię pisma hołdującego ideałom IV RP. Przesunęło się ono bliżej "Polityki" i "Newsweeka", natomiast oddaliło się od "Gazety Polskiej". To posunięcie przyciągnęło czytelników i pomogło uratować "Wprost" przed upadkiem. W sierpniu 2010 r. sprzedaż "Wprost" wzrosła do 110,6 tys. egzemplarzy wobec 77,9 tys. egzemplarzy w maju. Średnia sprzedaż tygodnika od stycznia do listopada zeszłego roku wyniosła 96,83 tys. egzemplarzy i była o 10,2 proc. wyższa niż przed rokiem (dane ZKDP, sprzedaż ogółem).
Lis zostawia tytuł w przyzwoitej kondycji finansowej. Gdy w końcówce 2009 r. rodzina Królów sprzedawała pismo, notowało straty. We wtorek Platforma Mediowa Point Group ogłosiła wybrane wyniki finansowe "Wprost" za ubiegły rok. Przychody wzrosły o 8,9 proc., do 44,8 mln zł, a zysk brutto skoczył o ponad 70 proc., z 2 mln do 3,5 mln zł. - Nasz wynik jest lepszy od oczekiwań dzięki rozwiązaniu rezerwy utworzonej na wypadek przegranej w procesie sądowym - tłumaczy Lisiecki. Wyniku netto nie ujawnia, ale zapewnia, że pismo jest nad kreską.
Michał Kobosko zastąpi Tomasza Lisa na stanowisku redaktora naczelnego "Wprost".