http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sąd dał zgodę na podsłuch komórki matki Madzi

Marcin Pietraszewski
2012-02-06, ostatnia aktualizacja 2012-02-06 13:03

W sosnowieckim parku Żeromskiego, w ruinach budynku, gdzie znaleziono ciało półrocznej Madzi, od soboty gromadzą się ludzie. Jedni się modlą, część płacze, inni złorzeczą matce dziewczynki. Dorośli i dzieci zostawili setki zniczy, dziesiątki zabawek i laurki.
W sosnowieckim parku Żeromskiego, w ruinach budynku, gdzie znaleziono ciało półrocznej Madzi, od soboty gromadzą się ludzie. Jedni się modlą, część płacze, inni złorzeczą matce dziewczynki. Dorośli i dzieci zostawili setki zniczy, dziesiątki zabawek i laurki.
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Śląska policja zdobyła takie dowody podważające wersję o porwaniu półrocznej Madzi, że sąd wydał zgodę na podsłuchiwanie telefonu jej matki. Komenda nie zdążyła jednak go zastosować - dowiedziała się "Gazeta"

W miejscu, gdzie znaleziono ciało półrocznej Madzi z Sosnowca wciąż przybywa zniczy, zabawek, kwiatów i laurek
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
W miejscu, gdzie znaleziono ciało półrocznej Madzi z Sosnowca wciąż przybywa...
Sosnowiec. Miejsce, w którym znaleziono ciało Magdy
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Sosnowiec. Miejsce, w którym znaleziono ciało Magdy
Policja o wydanie zgody na podsłuchiwanie Katarzyny W., matki półrocznej Madzi, która miał zostać porwana 24 stycznia w Sosnowcu wystąpiła na kilka dni przed zatrzymaniem kobiety. Funkcjonariusze już kilkadziesiąt godzin po zgłoszeniu uprowadzenia dziecka wiedzieli, że matka dziewczynki nie mówi im prawdy. Z logowań jej komórki do nadajników BTS wynikało, że do miejsca, gdzie miało dojść do porwania musiała biec. Przemieszczała się za szybko jak na spacer z wózkiem. Dodatkowo kilka godzin po tym, jak w telewizji ze łzami w oczach apelowała do porywaczy o zwrot córki, Katarzyna W. poszła do kina na horror. Nie wiedziała, że jest śledzona przez policję.

Członkowie specjalnej grupy operacyjnej wiedzieli już wtedy, że szukają ciała, a nie żywego dziecka. Liczyli, że dzięki podsłuchowi telefonicznych rozmów kobiety ustalą, co zrobiła z córką. Sąd po przeanalizowaniu zebranych dowodów dał zgodę na podsłuchiwanie telefonu. Podsłuchu nie zdążono jednak zastosować, bo detektyw Krzysztof Rutkowski oznajmił w mediach, że W. przyznała się mu do tego, iż upuściła córkę, a ta po upadku nie dawała znaku życia. Ze strachu wymyśliła więc porwanie.

- Zgoda na podsłuch zadaje kłam opiniom polityków, którzy twierdzą, że policja za bardzo koncentrowała się na wątku uprowadzenia i zlekceważyła to, że w zaginięcie dziecka może być zamieszany ktoś z rodziny - mówi jeden z katowickich prokuratorów.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    109 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':