http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tusk: jestem w 100 procentach sam

groh
2012-02-06, ostatnia aktualizacja 2012-02-06 09:51

W polityce ktoś, kto nie jest maksymalnie skoncentrowany, dostaje po głowie. Jak ja w sprawie ACTA i ustawy refundacyjnej. I słusznie - mówi premier Donald Tusk w wywiadzie dla "Wprost".

Donald Tusk
Fot. AP/Frank Augstein
Donald Tusk
Tusk, który został człowiekiem roku tygodnika "Wprost", podsumowuje ostatnie tygodnie, które były pechowe dla jego rządu. W ciągu miesiąca gabinet Tuska stracił w sondażach 8 pkt. proc., a sam premier o 1 pkt. proc. więcej.

Na uwagę prowadzących wywiad dwóch Tomaszów - Lisa i Machały, że "trochę się posypało", premier przyznaje, iż na początku roku pojawiło się kilka spraw, których rząd nie umiał dobrze załatwić - ustawa refundacyjna, przeciwko której protestowali lekarze i aptekarze, a także podpisana przez rząd międzynarodowa umowa ACTA, która wywołała bunt internautów.

W ocenie premiera może to być skutkiem rozbudzonych nadziei wyborców, którzy na początku kadencji przypominają sobie o swoich marzeniach i mają większe oczekiwania. W refundacji i buncie młodych w sprawie ACTA najbardziej niepokojące są - według Tuska - są głębsze przyczyny, czyli drożyzna, niepewna sytuacja w Europie i bezrobocie młodych.

- Nadchodzą ciężkie miesiące nie tylko dlatego, że nie poradziliśmy sobie z wytłumaczeniem własnych racji w przypadku ustawy refundacyjnej czy ACTA. Głównie dlatego, że przed nami, nie tylko w Polsce, gorzki czas kryzysu - mówi premier.

Młodzi kontra władza - to fałszywy obraz

Tusk dodał, że w sprawie ACTA i złości młodych ludzi boleśnie przeżywa to, iż powstał fałszywy obraz: że z jednej strony są młodzi użytkownicy internetu, a z drugiej strony jest władza.

- Internauci są przyzwyczajeni do tego, że sieć jest przestrzenią wolności. Natomiast z punktu widzenia sprzedających albo produkujących pełna wolność jest zagrożeniem ich praw. I z tego wynikają emocje w przypadku ACTA, a nie z tego, że jeden wiceminister nie dopełnił wszystkich form konsultacji - podkreśla premier.

Widać, że Tusk próbuje odrabiać wizerunkowe straty. Na dziś zwołał u siebie debatę z internautami (oprotestowaną przez część zaproszonych), żeby pokazać, iż rząd nie zamyka się na rozmowy ze społeczeństwem.

W wywiadzie dla "Wprost" szef rządu zapewnia, że stara się być w kontakcie ze światem, także wirtualnym. - Przy okazji ACTA przeczytałem tysiące komentarzy, pełną litanię uzasadnionych pretensji do rzeczywistości, władzy. Nie podzielam opinii niektórych polityków mojej partii, którzy lekceważą tych ludzi, obrażają ich. To są świetni młodzi ludzie - mówi szef rządu.

Premier przyznaje, że wśród internautów protestujących przeciwko ACTA "zdarza się ONR-owiec i gość który wpisuje mojej córce, że modli się o śmierć moją i jej każdego dnia". - Ale w swojej masie ten bunt jest inny - dodaje szef rządu, który podkreśla, że "ceni potrzebę podmiotowości internautów i nie zamierza w niczym ograniczać wolności obywatelskich, gwarantowanych przez nasze prawa".

- Lecz nie jestem hipokrytą. Nie będę jak Palikot jednego dnia na Twitterze krzyczał, że koniec piractwa, a następnego dnia czy miesiąc później będę udawał bojownika z maską na twarzy - podkreśla premier.

Mówiąc o internautach protestujących przeciwko ACTA szef rządu podkreśla, że choć "nie zgadza się ze wszystkimi argumentami wypowiadanymi w tym sporze, to widzi, że protestujący nie chcą wszystkiego rozwalić i podpalić". - To są ludzie, którzy mają poważny, ich zdaniem, powód, żeby głośno wykrzyczeć, że chcą mieć udział w podejmowaniu decyzji. I mogę jeszcze sto razy powtórzyć, że będą mieli udział w podejmowaniu decyzji przed ewentualną ratyfikacją ACTA - zapewnia.

Z drugiej strony Tusk zwraca uwagę, że sporze o ACTA stroną są jeszcze twórcy, których praw ACTA ma chronić. - Będziemy musieli zapytać twórców, czy są gotowi ustąpić z rozdętych praw autorskich - zaznacza.

- Ja jestem odpowiedzialny za to, żeby w Polsce użytkownicy internetu czuli się względnie bezpiecznie i względnie swobodnie - podsumowuje szef rządu.

Jestem w 100 proc. sam

Tusk był też pytany o wypowiedź politologa Aleksandra Smolara dla "Gazety". Według szefa Fundacji Batorego premier nie jest mężem stanu, lecz niesłychanie sprawnym taktykiem, który potrafi okiwać każdego. Ale test, czy potrafi przewodzić społeczeństwu, Tusk ma przed sobą.

- Nie pozowałem na męża stanu, ani nie oczekiwałem tego typu komplementów. Znam swoje miejsce i swój wymiar - powiedział premier.

Dodał, że dla niektórych nie jest wystarczająco wizjonerski, co niekiedy może oznaczać, że nie jest skłonny do samobójczych działań w polityce. - Wiem też, że istnieje taka definicja męża stanu, według której powinien się on rzucać w ogień na rzecz jakiejś idei. Ja twardo chodzę po ziemi, odrzucam doktrynerstwo. Tym, którzy uważają, że nie jestem wystarczająco wizjonerski, odpowiadam: o nasz świat trzeba się troszczyć, a nie zmieniać go w imię abstrakcyjnych wizji.

Tusk podkreślił, że w jego przekonaniu przewodzi ten, kto w demokratycznych wyborach uzyskuje poparcie dla swoich propozycji.

Szef rządu przyznał, że jest dziś bardzo samotny. Na pytanie, w jakim stopniu premier musi się zanurzyć w samotności, Tusk odpowiada, że w 100 proc. - Zawsze jestem sam i zdaję sobie z tego sprawę. Do tego dochodzi się stopniowo. Im dłużej jesteś premierem, im więcej prób przeszedłeś, więc im mocniejsza jest twoja pozycja polityczna, tym bardziej rośnie samotność. Nie dlatego, że jestem gdzieś wysoko, nie w tym sensie. Tylko realną władzę i odpowiedzialność odczuwam w sensie wręcz fizycznym. Na końcu i tak przecież ja ponoszę za wszystko odpowiedzialność - mówi premier.

Na pytanie czy Grzegorza Schetynę trzeba było "dociąć" do tego miejsca, w którym dziś jest, Tusk odpowiada, że gdy mówił o przesunięciu Schetyny do "rezerwy kadrowej", nie chodziło mu o osładzanie mu gorzkiej herbaty, ale miał przekonanie, że to jest dobre dla PO. Ale - w ocenie Tuska - Schetyna należy do kilkunastu ludzi w Platformie najlepiej przygotowanych do prowadzenia przedsięwzięć politycznych. I warto go mieć.

Premier pytany o swoją polityczną przyszłość, zastrzegł, że na pewno nie jest zainteresowany karierą międzynarodową. - I nie marzy mi się żadna wysoka funkcja w Brukseli - powiedział Tusk.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 3
  • 1
  • 2
  • 49 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    45 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':