http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

O co chodzi z ACTA

Tomasz Grynkiewicz
2012-02-06, ostatnia aktualizacja 2012-02-06 13:43

Wszystko, co chciałbyś wiedzieć w sprawie ACTA - umowy, przeciw której protestują internauci i o której rozmawiać mają uczestnicy dzisiejszej debaty z premierem Donaldem Tuskiem

25 stycznia, Wrocław. Protest przeciw ACTA
Fot. Marcin Biodrowski / Agencja Gazeta
25 stycznia, Wrocław. Protest przeciw ACTA
SONDAŻ
Czy sądzisz, że podpisana i ''zawieszona'' ACTA faktycznie wejdzie w życie?

Tak, prędzej czy później
Nie, nie ma na to szans
Nie wiem, na dwoje ACTA wróżyła

Co to za umowa?

ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) to umowa międzynarodowa, z nazwy sugerująca porozumienie przeciw handlowi podrobionymi towarami (dżinsami, lekami, zegarkami, winami, elektroniką itp.), ale dotyczy szeroko pojętej ochrony własności intelektualnej - także w "środowisku cyfrowym", czyli w internecie.

Prace nad umową zainspirowały w 2006 r. Stany Zjednoczone i Japonia. Formalnie rozpoczęły się one rok później, do negocjacji ACTA stopniowo dołączały kolejne państwa i strony. Rozmowy zakończyły się w listopadzie 2010 r. W czerwcu 2011 r. Komisja Europejska przyjęła ACTA, a w grudniu 2011 r., w trakcie polskiej prezydencji, za ACTA głosowała Rada UE.

Formalny podpis złożono 26 stycznia tego roku w Tokio (w imieniu unijnym wystąpiła Dania, jako przedstawiciel obecnej prezydencji UE).

Dlaczego umowę muszą podpisać oddzielnie Unia Europejska i polski rząd (a także inne kraje członkowskie)?

ACTA to umowa mieszana - opisuje zarówno tzw. handlowe aspekty praw własności intelektualnej (te negocjowała Komisja Europejska), jak i przepisy karne. Te ostatnie są w gestii państw członkowskich. Gdyby więc ACTA ostatecznie w Unii przeszła, a polska strona - hipotetycznie - nie ratyfikowałaby umowy, większość zapisów ACTA z wyłączeniem przepisów karnych obowiązywać będzie też Polskę.

Kto już podpisał?

Australia, Japonia, Kanada, Korea Płd., Maroko, Nowa Zelandia, Singapur oraz USA. W Stanach toczy się spór o to, czy prezydent Barack Obama mógł umowę podpisać bez formalnej zgody Kongresu.

W Europie jest już podpis Rady UE oraz większości państw członkowskich (w tym Polski). Ostatnią parafkę na umowie ma dołożyć Parlament Europejski w ramach tzw. procedury zgody. Najpierw nad ACTA będą debatować członkowie poszczególnych komisji. Głosowanie w PE prawdopodobnie w kwietniu, maju lub w czerwcu.

Po co jest ACTA?

W założeniu ma stworzyć wspólne międzynarodowe ramy do działań przeciw naruszaniu własności intelektualnej. Jak tłumaczą zwolennicy umowy, chodzi o to, by ustalić minimalne międzynarodowe standardy w dochodzeniu prawa i jego egzekucji. Upraszczając, by np. skarga producenta oryginalnych włoskich win Chianti, greckiej fety czy polskiego oscypka na podróbki była w podobny sposób rozpatrywana w różnych krajach.

Skąd kontrowersje?

Zarzut numer 1. ACTA była negocjowana w trybie tajne/poufne. Treść umowy długo trzymano w tajemnicy, nawet przed Parlamentem Europejskim czy Europejskim Rzecznikiem Ochrony Danych Osobowych. Udostępniono ją dopiero w 2010 r., do dziś jednak utajnione są stanowiska poszczególnych państw, a one - w opinii wielu obserwatorów - pozwoliłyby lepiej ocenić, jak interpretować konkretne zapisy.

Warto dodać, że w 2008 r. dokumenty dotyczące ACTA pojawiły się na serwisie Wikileaks

Zarzut Numer 2. Chodzi o niejasne, nieprecyzyjne zapisy i szeroki zasięg ACTA. Czyli o to, że przepisy nie dotyczą tylko handlu, lecz dotykają też spraw związanych z prawem autorskim, prawem własności przemysłowej, prawem do prywatności, a więc także mówią o kodeksie cywilnym i karnym.

Zarzut Numer 3. Zdaniem prawników skupionych w Stowarzyszeniu Europejskich Akademików niektóre przepisy, które wcześniej w ACTA uznano za zbyt restrykcyjne, nie zostały usunięte, tylko je złagodzono, wprowadzając jako fakultatywne. Co zdaniem prawników jest „świadomą zachętą”, by kraje członkowskie te przepisy wdrożyły.

Przykłady punktów zapalnych?

Jednym z takich fakultatywnych przepisów jest art. 27 ust. 4. Mówi on, że dane państwo "może (...) przewidzieć możliwość wydania (...) dostawcy usług internetowych nakazu niezwłocznego ujawnienia posiadaczowi praw informacji wystarczających do zidentyfikowania abonenta, co do którego istnieje podejrzenie, że jego konto zostało użyte do naruszenia". Oczywiście właściciel praw musi to żądanie jakoś uzasadnić.

W innym punkcie zapisano też możliwość pozyskiwania informacji na temat "dowolnej osoby zaangażowanej w jakikolwiek aspekt naruszenia lub podejrzewanego naruszenia".

Te zapisy niepokoją choćby generalnego inspektora ochrony danych osobowych, bo - argumentuje GIODO - mogą dopuścić, by dane osobowe były udostępniane instytucjom prywatnym lub organizacjom zwalczającym naruszenia praw autorskich. A dziś takich uprawnień nie mają. Np. ktoś, kto kupił podróbkę torebki Louis Vuittona na aukcji internetowej, może się stać świadkiem w jakimś postępowaniu i jego dane będzie przetwarzała nie policja czy administracja państwowa, ale prywatne podmioty.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':