http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

ACTA można albo w całości przyjąć, albo odrzucić

Ewa Siedlecka
2012-02-04, ostatnia aktualizacja 2012-02-03 22:31

ACTA jest niebezpieczne dlatego, że otwiera pole do dowolnych interpretacji. Tam jest szereg pojęć niezdefiniowanych. Np. "piractwo", które podlega odpowiedzialności - mówi prof. Genowefa Grabowska.

Prof. Genowefa Grabowska
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Prof. Genowefa Grabowska
Rozmowa z prof. Genowefą Grabowską*, prawniczką z Uniwersytetu Śląskiego, specjalistką prawa międzynarodowego i europejskiego

Ewa Siedlecka: Rząd mówi, że ACTA to tylko umowa między państwami, więc nie będzie miała wpływu ani na pojedyncze osoby, np. internautów, ani na przedsiębiorstwa. I że nie zagrozi prawom i wolnościom obywatelskim, bo zawiera przepis, że "procedury są stosowane (), przy zachowaniu podstawowych zasad, takich jak wolność słowa, prawo do sprawiedliwego procesu i prywatności".

Prof. Genowefa Grabowska: Tym wszystkim deklaracjom przeczą konkretne przepisy ACTA. Np. art. 27 ust. 1 otwiera drogę do inwigilowania internautów. Mówią, że państwo musi zapewnić w środowisku cyfrowym "doraźne środki zapobiegające naruszeniom i środki odstraszające od dalszych naruszeń".

To może np. oznaczać śledzenie bieżącego ruchu w sieci, by wykrywać naruszenia. Mogłoby to robić państwo albo sami operatorzy internetu, by uniknąć odpowiedzialności za to, że ich usługa stała się narzędziem, za pomocą którego dokonano naruszenia praw autorskich.

Z kolei ustęp 4 artykułu 27 otwiera drogę do przekazywania danych internautów właścicielom praw autorskich. Art. 11 zaś mówi, że mogą to być nie tylko informacje dotyczące osoby, którą podejrzewa się o naruszenie m.in. praw autorskich, ale też "dotyczące dowolnej osoby zaangażowanej w jakikolwiek aspekt naruszenia lub podejrzewanego naruszenia". A więc nawet oglądanie materiałów zamieszczonych przez kogoś na portalu społecznościowym może narazić internautę na wydanie jego danych.

Domniemanie naruszenia staje się ważniejsze niż ochrona prywatności, ochrona danych osobowych.

Teraz polskie prawo pozwala, by takie dane przekazać na żądanie policji lub sądu. A w tym przepisie zapisano, że żądać mogą też inne "organy". Generalny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewiórowski obawia się, że powstaną "prywatne policje" działające w imieniu właścicieli praw autorskich.

- Zgadzam się z tym. Bo ACTA stworzono nie po to, by egzekwowali ją pojedynczy właściciele praw autorskich, ale stowarzyszenia, które zarządzają ich prawami. ACTA chroni prawa twórców bardzo pośrednio. To wielkie koncerny - głównie amerykańskie - tę umowę wylobbowały.

Skutek jest taki, że w ACTA nie ma równowagi między ochroną własności intelektualnej a ochroną praw i wolności obywatelskich. To jest umowa jednostronna, stworzona kosztem wartości w mojej ocenie społecznie ważniejszych, jak prywatność czy dostęp do dóbr kultury.

Jeśli ktoś na portalu społecznościowym umieszcza film ściągnięty z YouTube'a, to już może podlegać odpowiedzialności za "rozpowszechnianie" czegoś objętego prawami autorskimi. Chociaż ten film jest niskiej jakości technicznej i nie da się porównać z wyświetlonym w kinie. Pojawia się więc pytanie, czy tak daleko posunięta ochrona praw autorskich jest dziś dopuszczalna? Czy jest w interesie społecznym? Czy nie czas jej przedefiniować, zamiast konserwować ten stan rzeczy umowami międzynarodowymi napisanymi pod dyktando jednej grupy interesów?

ACTA, to XIX-wieczne myślenie o ochronie praw autorskich, kiedy powstawały pierwsze konwencje w tej sprawie.

Jaka będzie sytuacja operatorów internetowych? Czy ACTA umożliwi, by np. koncern Sony, powołując się na ACTA, zwrócił się do polskiego portalu z propozycją nie do odrzucenia: albo wypłacicie nam miliony odszkodowania za naruszenia praw autorskich przez internautów na waszym portalu, albo sądownie spowodujemy zablokowanie waszego portalu na czas trwania postępowania sądowego, czyli na lata.

- Otwiera się taką możliwość. Podobne, choć mniej drastyczne żądania już się pojawiają.

W ciągu kilku tygodni będzie zresztą orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ze skargi spółki SABAM zarządzającej prawami belgijskich twórców przeciw portalowi społecznościowemu Netlog. SABAM zarzuciła, że sieć prowadzona przez Netlog umożliwia wszystkim użytkownikom internetu korzystanie z pełnego repertuaru SABAM bez jej zgody, Netlog zaś nie uiszcza za to żadnej opłaty.

Kilka miesięcy temu był wyrok Trybunału Sprawiedliwości w innej sprawie przeciw spółce SABAM, która żądała od portalu internetowego szpiegowania internautów w celu wykrywania przypadków naruszeń prawa autorskiego, grożąc mu odszkodowaniami. Trybunał orzekł, że to sprzeczne z Kartą Praw Podstawowych: z prawem do prywatności, do informacji i swobodą działalności gospodarczej dostawców internetu.

ACTA jest niebezpieczne także dlatego, że otwiera pole do dowolnych interpretacji. Tam jest szereg pojęć niezdefiniowanych. Np. "piractwo", które podlega odpowiedzialności.

Rząd i prezydent ogłaszają publiczne debaty. Sugerują ewentualne zmiany w treści ACTA. Czy to możliwe, skoro ten dokument został już przyjęty i teraz czeka tylko na ratyfikację?

- Nie, ani polski, ani europejski parlament nie mogą zmienić w ACTA nawet przecinka. Ten tekst można albo w całości przyjąć, albo odrzucić.

Można jeszcze po prostu nie przejść do etapu ratyfikacji. Jeśli stanie się to na poziomie unijnym, będzie oznaczało, że Unia się tą umową nie zwiąże. Zdarza się, że umowa już wynegocjowana przestaje się podobać i bywa porzucana. Poprawki trzeba było zgłaszać w fazie negocjacji. Ale i polski rząd, i polski parlament - pozytywnie opiniując w parlamentarnych komisjach, a potem podpisując - zaakceptował dokument w tym kształcie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':