40-letni artysta i podróżnik siedzi wygodnie w fotelu i z fascynacją dziecka odkrywa, że Internet jest już w pełni drugim światem. Przypomina sobie, jak smakuje piwo, czekolada czy porządny polski
obiad z bigosem. Twarz ma łagodną, szczęśliwą. Istna sielanka. Tak prawdopodobnie wyglądać będzie pierwsza scena filmu o kielczaninie Michale Pauli. Ale zaraz potem rozpocznie się retrospekcja - widz przeniesie się do koszmarnych pomieszczeń tajskiego więzienia Bang Kwang. Bo to tam rozpętało się piekło wokół Michała, którego jeden błąd mógł kosztować życie.
Kielczanin opisał to w książce "12 x śmierć. Opowieść z Krainy Uśmiechu". W 2004 roku odezwała się do niego Tajka z propozycją przemytu narkotyków. Zdesperowany kłopotami finansowymi młody plastyk zgodził się. Wysłał do Azji jedenaście listów z tabletkami ecstasy, a dwunastą przesyłkę zawiózł osobiście. Wpadł w ręce policji, bo Tajka okazała się policyjną agentką. Kielczanina skazano na dwanaście kar śmierci - po jednej za każdy list. Przyznał się do winy. Wyrok złagodzono mu wyrok na... dożywocie.
Siedział w trzech więzieniach, jedno było gorsze od drugiego. W tym czasie pod skórą zdążyły mu się zalęgnąć robaki, a jadł jedynie przemieloną papkę z ryżem. Nic nie wskazywało, że kiedykolwiek to się zmieni. Niespodziewanie w 2010 roku Pauli został ułaskawiony przez tajskiego króla. To był efekt listu podpisanego przez prezydentów RP Lecha Wałęsę, Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego.
- Droga przez piekło, która skończyła się cudem - wspomina dziś kielczanin swą historię.
Tak zafascynowała ona czytelników, że trzeba było robić aż trzy dodruki książki. Filmowców także. Rozmowy na temat sfilmowania historii trwały od wakacji, a w grudniu sfinalizowano umowę. Producentami filmu będą Wojciech Pałys i Wiesław Łysakowski. - To Wojtek przyniósł mi tę książkę twierdząc, że jest świetna na film. Przeczytałem. Miał rację - mówi Łysakowski, właściciel
studia filmowego Tramway.
Z propozycją napisania scenariusza i wyreżyserowania zgłosili się do jednego z najbardziej uznanych polskich reżyserów Filipa Bajona, twórcy m.in. "Arii dla atlety", "Przedwiośnia" i "Ślubów panieńskich". Ten też nie miał wątpliwości.
- Będąc w więzieniu moje marzenie, by się z niego wydostać, było wręcz nierealne. Podobnie teraz. Nigdy nie spodziewałbym się, że wszystko w moim życiu tak się zmieni - mówi Pauli.
Trwają prace nad scenariuszem. Wiadomo, że Bajon chce podkreślić wątek miłosny. Podczas pobytu Pauli pisał listy z przypadkiem poznaną Ewą z
Łodzi. Zakochali się w sobie platonicznie. Ewa przyjechała do Tajlandii, ale tam poznała Azjatę i rzuciła więźnia. - Bajon chce też pokazać, jak łatwo można przekroczyć granice i wpakować się w totalne kłopoty oraz jaką nadprzyrodzoną wręcz siłę trzeba w sobie mieć, by w tych kłopotach nie załamać się zupełnie - tłumaczy kielczanin.
Ewę zagra angielska aktorka, Michała - Polak. Wielu aktorów pochodzić będzie z Azji. Zdjęcia mają być kręcone w Tajlandii, Kambodży, na Filipinach, w Krakowie i - być może - także w
Kielcach. Film będzie anglojęzyczny, producenci prowadzą negocjacje z dwiema brytyjskimi firmami, które chcą być koproducentami. Pauli deklaruje, że w filmie nie chce występować. Na planie będzie konsultantem.
Budżet filmu to ok. 10 mln zł. Dla porównania
budżet ostatniego filmu Filipa Bajona, "Ślubów panieńskich" z Martą Żmudą-Trzebiatowską, Edytą Olszówką, Maciejem Stuhrem, Borysem Szycem i Robertem Więckiewiczem w rolach głównych, wyniósł 6,7 mln zł.
Producenci dają sobie pół roku na podpisanie umów z aktorami i napisanie scenariusza. Potem mają się rozpocząć zdjęcia. W międzyczasie książka kielczanina wyjdzie też na rynku amerykańskim.
- Czekam na to wszystko z niecierpliwością - mówi Michał Pauli.
jakub.wator@kielce.agora.pl