Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Rutkowski mówił, że potwierdził się "wariant 5", w którym zakładał, że podejrzany w sprawie zaginięcia sześciomiesięcznej Magdy z Sosnowca jest ktoś z członków rodziny i bliskich. Dlatego uważnie obserwował rodziców dziewczynki, gdy zaproponował im badanie wariografem. - Bartek zgodził się od razu i poddał badaniu. Zachowanie Katarzyny nie było normalne. Była bardzo zdenerwowana, podczas awantury domowej rozbiła głowę Bartkowi drzwiami. W ostatniej chwili odmówiła poddania się badaniu.
Rutkowski dodał, że jego ludzie monitorowali stronę antywariograf, na której można znaleźć informacje jak oszukać urządzenie. - W ciągu dwóch dni zanotowaliśmy dziesięć wejść na tę stronę, jedno było z Sosnowca. Przyznała się, że szukała informacji, bo chciała się przygotować do badania - opowiadał Rutkowski.
Jego zdaniem mąż Katarzyny nie widział o tym co się wydarzyło. A według niego tragedia w Sosnowcu rozegrała się tak:
"Katarzyna przyznała się, że
dziecko wypadło jej z ręki, wyśliznęło się z kocyka, uderzyło głową w próg i zmarło. Kobieta zapakowała je do wózka i zaczęła starać się ukryć dziecko tak, by nie zostało znalezione. Powiedziała, że zakopała dziecko. Ukryła pod drzewem. Próbowała sfingować napad na siebie, znalazła odludne miejsce, uderzyła twarzą w chodnik, ale nie było obrażeń, uderzyła głową w kostkę chodnikową, był ślad, ale bez uszkodzeń."
- Zastanowiłem się, że wózek się nie przewrócił, przecież matka chroniłaby dziecko w momencie napadu i na pewno trzymałaby go mocno - mówił Rutkowski. Dodał, że
rodzice Bartka, podejrzewali jego żonę, dlatego zwrócili się o pomoc do prywatnego detektywa.
By zaprzeczyć sugestiom, że w jakikolwiek sposób zmusił dziewczynę do rozmowy, Rutkowski pokazał fragment nagrania. - Nie ma na nim mężczyzn w kominiarkach, po prostu pękła - tłumaczył. Dodał, że w niedzielę skontaktował się z oficerem policji i powiedział mu, że podejrzewa dziewczynę. - Nikt się do mnie nie zwrócił do dziś w tej sprawie - mówił.