http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

ACTA to zagrożenie, zwykły Kowalski musi się obudzić

rozmawiała Lucyna Róg
2012-02-03, ostatnia aktualizacja 2012-02-02 21:01

25 stycznia, Wrocław. Protest przeciw ACTA
25 stycznia, Wrocław. Protest przeciw ACTA
Fot. Marcin Biodrowski / Agencja Gazeta

- Jesteśmy zwyczajnymi Kowalskimi, nie stoi za nami żadna organizacja czy partia - mówią wrocławscy studenci, którzy zbierają podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie ratyfikacji ACTA

Wrocławscy studenci Jakub Bartusiak, Tomasz Pietruszka i Marek Kinstler zorganizowali akcję przeciw ratyfikacji przez Polskę ACTA
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Wrocławscy studenci Jakub Bartusiak, Tomasz Pietruszka i Marek Kinstler...
Rozmowa z Markiem Kinstlerem i Jakubem Bartusiakiem

Lucyna Róg: Zdaniem Stefana Niesiołowskiego (PO) protestujący przeciwko ACTA z symbolami Polski Podziemnej w ręku są idiotami.

Marek Kinstler: Nie będziemy tego komentować. Robimy swoje. To, że poseł Niesiołowski wyraził się o ludziach w taki sposób, z pewnością zaowocuje w najbliższych wyborach. Takie wypowiedzi tylko podsycają niechęć do polityków ludzi, którzy coraz bardziej angażują się w naszą akcję.

Jakub Bartusiak: Na temat przeciwników ACTA czytamy już mnóstwo najróżniejszych komentarzy. Np. we ''Frondzie'' pojawił się głos, że jesteśmy antykatolikami. Nazywają nas też skrajnymi liberałami i nasieniem diabła.

A kim jesteście?

M.K.: Nie opowiadamy się po stronie żadnej partii. Nie jesteśmy też opozycją dla rządu. Jesteśmy ruchem obywatelskim. Działamy, bo nie zgadzamy się z tą konkretną sprawą - podpisaniem ACTA. Odmawiamy wszystkim politykom, którzy oferują nam pomoc. Oczekujemy tylko ich zaangażowania, gdy dojdzie do głosowania nad decyzją o organizacji referendum.

Jaki jest sens sprzeciwiania się ACTA, skoro nie jest bardziej restrykcyjne niż obowiązujące u nas od 1994 r. prawo autorskie? Jego współtwórca prof. Jan Błeszczyński podkreśla, że w wielu kwestiach ochrona praw autorskich w ustawie idzie dalej.

M.K.: Skoro polskie prawo autorskie jest bardziej restrykcyjne, to po co podpisywać ACTA? Nie sprzeciwiamy się tej umowie tylko ze względu na internet, choć o nim mówi się najwięcej. Przecież ACTA to umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrobionymi. Jest tak nieprecyzyjna, że można pod jej zapisy podciągnąć wiele produktów.

Istnieje zagrożenie, że np. właściciele samochodów będą zmuszeni do korzystania wyłącznie z oryginalnych części, bo ACTA wykluczy zamienniki. Alternatywy drogich leków o takim samym działaniu mogą być zakazane. Nie zgadzajmy się na takie zapisy.

Oburzenie wywołują jednak głównie regulacje internetu. Zbigniew Hołdys nazwał to hipokryzją. Mówił, że polscy internauci przyzwyczaili się, że wszystko mają za darmo, a ich sprzeciw wcale nie wynika z troski o idee wolności. Nie czujecie się adwokatami internetowego złodziejstwa?

M.K.: Jesteśmy przeciwni hakerstwu, łamaniu prawa autorskiego, nielegalnemu ściąganiu plików z internetu czy ich publikowaniu. Uważamy, że prace nad regulacjami prawa własności są konieczne, bo potrzebujemy dobrych, elastycznych przepisów, które będą je określać. Uważamy jednak także, że rząd ma obowiązek przeprowadzenia prawdziwych, a nie pseudokonsultacji społecznych w sprawie ACTA.

A może po prostu trzeba się pogodzić z tym, że będziemy mieć trochę mniej wolności w internecie, bo do tej pory pozwalaliśmy sobie na zbyt wiele?

M.K.: ACTA jest bardzo niejasna i może prowadzić do nadużyć. Prosty przykład: prowadzimy fanpage naszej akcji na Facebooku. Nie jesteśmy w stanie przejrzeć wszystkich komentarzy od razu, bo jest ich tak dużo. Jeśli ktoś wrzuci tam coś nielegalnie, zgodnie z ACTA to my za to odpowiemy. Zamkną nam stronę i pociągają do odpowiedzialności. Nie rozumiemy tego toku myślenia.

12. artykuł ACTA mówi nawet, że strony, które podpisały ten dokument, mają przekazać w ręce właścicieli praw autorskich dane osoby, wobec której zachodzi podejrzenie złamania prawa, zablokować serwer itd. Gdzie zatem domniemanie niewinności, które obowiązuje w polskim prawie?

Minister Marek Sawicki ostrzegał, że jeżeli Polska nie podpisze ACTA, będzie musiała liczyć się z bojkotem ze strony innych państw, np. blokowaniem naszych stron za granicą albo zagranicznych w Polsce.

M.K.: W innych krajach ludziom też już zaczynają się otwierać oczy, że coś z ACTA jest nie tak.

J.B.: W USA powstała nawet strona dziękująca Polakom za ich ruch sprzeciwu. Odbieramy masę maili od ludzi z całej Europy i ze Stanów z głosami poparcia.

Nie boicie się, że akcja was przerośnie? Nie powinniście poszukać pomocy jakiejś organizacji czy fundacji, kogoś, kto organizował podobne przedsięwzięcia?

J.B.: Angażujemy w nią coraz więcej osób, dzieląc się obowiązkami. To jest inicjatywa obywatelska od początku i chcemy, by była nią do końca. Chcemy, żeby rząd dostrzegł, że jesteśmy zwyczajnymi Kowalskimi i po prostu nie podoba nam się podpisanie ACTA.

Jak widzicie swoją rolę, gdy już zbierzecie głosy, by zorganizować referendum, a posłowie opowiedzą się za nim?

J.B.: W całej Polsce jest ponad 80 miast, w których działają nasi wolontariusze wieszający plakaty i zbierający podpisy. Oni są gotowi, by działać. Kiedy referendum zostanie ogłoszone, będziemy mieć około dwóch miesięcy, żeby edukować na temat ACTA. Będziemy podawać fakty na temat tej umowy i podkreślać, że jest niejasna i wątpliwa.

A pieniądze? Każda akcja kosztuje...

J.B.: Liczymy na zaangażowanie takich samych Kowalskich jak my. Już teraz zgłaszają się do nas ludzie, którzy chcą pomóc. Pieniądze to sprawa drugorzędna. Już teraz wydajemy swoje pieniądze, m.in. na utrzymanie serwera. To słuszna sprawa, więc warto w nią inwestować.

Co to jest ACTA

Anti-Counterfeiting Trade Agreement - międzynarodowa umowa poświęcona ochronie praw własności intelektualnej, której głównym celem - w założeniu - jest walka z obrotem podrabianymi towarami. ACTA ma poprawić egzekwowanie prawa i stworzyć wspólne ramy do działań przeciw naruszaniu własności intelektualnej na dużą skalę.

Prace nad umową zainspirowali w 2006 r. Amerykanie, formalnie gospodarzem jest Japonia. ACTA początkowo była negocjowana w gronie kilku państw, stopniowo do stołu dopraszano kolejne, w tym UE. Treść umowy długo trzymano w tajemnicy, nawet przed Parlamentem Europejskim. W praktyce udostępniono ją w 2010 r., do dziś jednak utajnione są stanowiska poszczególnych państw.

ACTA wzbudziła wiele kontrowersji. Przeciwnicy zarzucają jej m.in., że może stworzyć de facto prywatną policję, przerzucając np. na dostawców internetowych nowe obowiązki walki z naruszaniem prawa. Mówi się o zbyt szerokich uprawnieniach właścicieli praw, także do pozyskiwania informacji o potencjalnie podejrzanych.

W grudniu 2011 r. umowę podpisała Rada UE, wiosną ma się nią zająć Parlament Europejski. Jeśli też będzie za ACTA, to umowa już będzie dotyczyć Polski jako członka UE. Choć nie cała: część umowy dotycząca przepisów karnych leży w gestii polskiego rządu. Jeden podpis - polskiego rządu - już na ACTA jest. By zaczęły nas obowiązywać regulacje karne, zgodę wyrażoną w ustawie powinien przyjąć polski Sejm, a ACTA powinien ratyfikować prezydent.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 4
  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':