- To znaczy, że ma pan poczucie, że straciliście zaufanie? - dopytał Lis.
- Mam poczucie, że straciliśmy dużo zaufania, mam poczucie słabości procesu konsultacyjnego, mówiłem o tym wielokrotnie. Tylko wychodząc z założenia, że nawet jak coś się nie udało, jeśli popełniło się błędy, to trzeba szukać rozwiązania na przyszłość. Szukam go patrząc na tych, którzy protestują i myśląc o młodych ludziach, dla których rzeczywistość w sieci jest światem ich wolności - przekonywał Boni.
Gdyby to było posiedzenie rządu... Lis zaproponował Boniemu, by zamienili się fotelami. Gdy minister usiadł w fotelu gospodarza na wprost, wśród publiczności miał grupę młodych ludzi przygotowanych do dyskusji z nim w sprawie ACTA. Młodzi, z długimi włosami, w czarnych koszulkach z napisem Hackerspace
Warszawa.
- Widać, że zajmujecie się komputerami - stwierdził Lis.
- Tak? - zdziwili się goście. A chwilę później przekonywali dlaczego są przeciw międzynarodowej umowie ACTA. - Boimy się ograniczenia wolności korzystania z technologii - mówił jeden z nich.
Ale co to znaczy? - Młodzi spędzają wiele swojego życia w internecie, służy im do pełnego wyrażania się. ACTA zabetonowuje bardzo niekorzystny dla nich stan prawa własności intelektualnej. Na przykład na You Tube powstaje wiele remiksów, przeróbek znanych filmów. Popularnych jest wiele przeróbek filmu "Upadek" z Hitlerem w roli głównej. Taka przeróbka istnieje też w temacie ACTA. I takie filmy stanowią naruszenie prawa autorskiego w obecnym brzmieniu - wyjaśniał młody internauta.
Lis nie dał mu dokończyć, o odpowiedź od razu poprosił Boniego. - To jest konkretny wyraz jakiejś obawy. Gdyby to było rządowe posiedzenie, to by pan powiedział?
Boni: - Że nie ma żadnej intencji ani chęci, żeby ograniczać wolność w internecie. Jest rzeczą bardzo trudną w Polsce, także międzypokoleniową uczciwie mówiąc, żeby przeprowadzić debatę na temat nowego podejścia do prawa własności intelektualnej. To trzeba zrobić. Także ze środowiskami twórczymi. Problem polega na tym, żeby jedni i drudzy, jedni mówiąc o potrzebie wolność, inni o potrzebie ochrony dóbr osobistych związanych z prawem własności, usiedli i zastanowili się jak można zmienić prawo.
Obiecał: - Jestem otwarty, żeby taką debatę przeprowadzić.
Nowa forma konsultacji, deklaracja polska do umowy Lis przypomniał mu, że przed chwilą sam przyznał, że konsultacje nie wyglądały tak jak powinny. - Trzeba wreszcie stworzyć mechanizm konsultacji. Będzie lepszy, gdy będziemy mieli platformę konsultacyjną, która pozwoli tym rzeszom, setkom tysiącom ludzi się wypowiadać. Dziś rozmawialiśmy o tym, czy z pieniędzy unijnych dałoby się stworzyć taką platformę - mówił Boni. - Żyjemy w czasach, w których ludzie oprócz tego, że potrzebują tej demokracji poprzez reprezentantów, potrzebują też demokracji uczestnictwa. Jesteście tego przykładem - zwrócił się do młodych wśród publiczności.
Powtórzył to, co ostatnio obiecał premier: - Nie będzie rozpoczęcia procesu ratyfikacyjnego, bez dokładnej analizy wszystkich punktów.
- Ale można było podpisać bez analizy wszystkich punktów? - zdziwił się Lis.
- No, zostało podpisane - przyznał Boni. - Widzę wasze uśmiechy w tym momencie, mogę dodać swoje przekonanie, że na podpisaniu świat się nie kończy. Nie wolno nam rozpocząć procesu ratyfikacyjnego bez dokładnej analizy wszystkich punktów tej umowy. Także artykułu 12, który mówi o środkach tymczasowych, a także o art. 27 ust. 4, który tworzy takie wrażenie, że można ingerować w życie pojedynczego abonenta - ciągnął.
I dalej: - Chciałbym, żeby przygotować taką deklarację, bo przy ratyfikacjach kraj może składać deklaracje. Ta, jeśli w ogóle byłaby potrzebna, powinna zawierać wyjaśnienie, że nie zostaną wprowadzone żadne nowe środki przymusowe. Że nie będzie żadnej ingerencji w życie poszczególnego abonenta.
Niespełniona obietnica sprzed roku i pięć punktów Boniego Michał Woźniak z Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania wytknął ministrowi Boniemu: - Uczestniczyliśmy w rozmowach wspólnie, padła taka obietnica, że w sprawie ACTA nic się nie będzie działo, dopóki nie wyjaśnimy tych wątpliwości. To było prawie rok temu. Dalej wierzę w ten proces, ale pytanie jest takie: Jak w tej chwili, na tej podstawie, mamy ufać w to co teraz padło?
Boni powtórzył: - To co ja oferuję, to: nie ma ratyfikacji bez sprawdzenia każdego szczegółu. Była już deklaracja, że nie podpiszemy, jak teraz w to wierzyć - przyznał. Ale zaoferował:
PUNKT 1. Nie ma ratyfikacji bez wyjaśnienia szczegółów;