http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Coraz ciszej o ofiarach MTK

Małgorzata Goślińska
2012-01-30, ostatnia aktualizacja 2012-01-30 09:30

Nawet z tak ogromnej tragedii, jaką było zawalenie hali podczas wystawy gołębi pocztowych, można wyciągnąć coś pozytywnego. Tylko dlaczego tę lekcję odrabiają jedynie ocaleni w katastrofie? - zastanawia się Małgorzata Goślińska.

Aleksander Malcher stracił w katastrofie dwóch braci
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Aleksander Malcher stracił w katastrofie dwóch braci
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Na uroczystościach w szóstą rocznicę katastrofy budowlanej na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich w Chorzowie nie było wojewody, tylko jego zastępca. Za rok pod pomnikiem w miejscu zawalonej hali kwiaty złoży zapewne już tylko urzędnik niższej rangi, a potem i tego zabraknie.

Pomnik, który miał być dowodem naszej pamięci o wszystkich, którzy ucierpieli 28 stycznia 2006 roku, stanie się tylko elementem pejzażu. Wygląda to tak, jakby katastrofę, która pochłonęła 65 ludzkich istnień, spychały na dalszy plan nowe dramaty. Taki jest porządek rzeczy i można by się z tym pogodzić, gdyby krzywda ludzi uczestniczących w zdarzeniu w MTK została wynagrodzona.

Pieniądze nie przywrócą nikomu życia i zdrowia, ale być może zagwarantowałyby rodzinom zmarłych i poszkodowanym przynajmniej materialny poziom życia sprzed tragedii. Zainteresowani wyszarpali najwyżej po 30 tys. zł od ubezpieczyciela, a o pozostałe odszkodowania muszą walczyć w sądzie z prywatnym i państwowym właścicielem MTK, chociaż ich wina od początku była niekwestionowana. Nic dziwnego, że porównują się z rodzinami ofiar katastrofy samolotu rządowego pod Smoleńskiem, gdzie wysokie odszkodowania wypłacano niemal od ręki.

Magdalena Lipka z Siemianowic po długiej rehabilitacji cudem chodzi, Jarosław Pęgal z Rudy Śląskiej z powodu uszczerbku na zdrowiu nie może wrócić do zawodu cukiernika i ledwo wiąże koniec z końcem jako ochroniarz. Aleksander Malcher z Piasku pod Pszczyną stracił dwóch braci. Wszyscy wymienieni są bohaterami filmu dokumentalnego "Ocaleni" Wojciecha Szumowskiego, którego premiera odbyła się w sobotę w kinie Światowid.

W dokumencie Szumowskiego nie ma goryczy. W nagraniach archiwalnych i opowieściach bohaterów reżyser przypomniał głównie tamten dzień. Ale po projekcji w Światowidzie przyznał, że jego film miał być apelem o pomoc dla tych ludzi. Bo o MTK jest coraz ciszej. Owszem, od czasu do czasu coś się słyszy o procesach w sprawie przyczyn katastrofy oraz odszkodowań. Ale takie historie mniej poruszają niż opowieści o konkretnych ludziach.

Malcher prowadzi prywatne pogotowie ratunkowe w Pszczynie, pracował tam z młodszym bratem. Na międzynarodowej wystawie gołębi pocztowych w hali MTK w pamiętnym dniu byli obaj jego bracia, młodszy i starszy. Malcher szukał ich, uczestnicząc w akcji ratunkowej, otwierał każdy czarny worek i w końcu odnalazł w szpitalach, już martwych. W filmie mówi, że w to nie wierzy i to go trzyma przy życiu. Myśli, że bracia są w pracy i zaraz wrócą do domu.

Po projekcji Malcher powiedział nam jednak coś innego. Otóż wierzy w nieuchronność losu. Hala musiała się zawalić, a bracia musieli tam wtedy być i zostać. Wskazują na to wszystkie okoliczności - od autobusu do Chorzowa, na który zaspali, ale który się zepsuł i przyjechał z opóźnieniem. Malcher musi sobie sam poukładać życie po stracie bliskich. O tym, że ofiary i ich bliscy nie mieli żadnej osłony psychologicznej i dotąd nie bada się ich pod kątem stresu pourazowego, chociaż odczuwają go nawet doświadczeni w podobnych sytuacjach strażacy, mówił w sobotę Janusz Skulich, przed sześcioma laty komendant wojewódzki straży pożarnej.

Pokrzepiające, co mówi Malcher, że tragedia zmieniła go na lepsze. Od śmierci braci nie mija ludzi obojętnie, każdy jest dla niego ważny. Ocaleni dostali drugą szansę i z niej skorzystali. Najbardziej zadziwia, że nie mają pretensji do winowajców. - Każdy buduje najtaniej jak się da - tłumaczą oszczędności przy budowie hali kosztem bezpieczeństwa. Nie rozumieją tylko, dlaczego właściciele hali nie dostali szansy na odkupienie win. Spółka MTK po katastrofie upada i nie ma z czego wypłacać roszczeń. Dla ocalonych lepiej by było, gdyby w miejscu katastrofy stanęła nowa hala, a nie pomnik. Gdyby to miejsce pracowało na rzecz ofiar, a nie umierało po raz drugi w zapomnieniu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':