Michał Danielewski: Jesteś jedną z niewielu osób ze szczytu naszego show-biznesu, która tak jednoznacznie opowiedziała się przeciwko ACTA. Inni albo milczą, albo są za. Odezwał się w tobie punkowiec? Bo przecież jesteś okradany przez piratów internetowych. Krzysztof ''Grabaż'' Grabowski: No tak. Ale wyobraź sobie sytuację, którą ja sobie wyobraziłem. Państwo odpowiada za koleje, za służbę zdrowia i jeszcze za parę innych rzeczy, które mocno kuleją.
A kuleją, bo jesteśmy opętani przez zgraję nierobów, nieuków, darmozjadów i leni czerpiących kasę z wyzyskiwania nas wszystkich! Kiedy sobie pomyślałem, że teraz za internet będzie również odpowiadała jakaś państwowa agenda, to włosy mi stanęły dęba.
ACTA jest właśnie próbą poprawy działania państwa, że po jej wprowadzeniu prawa autorskie będą chronione lepiej i skuteczniej. - Obojętnie co wymyślą politycy, to i tak to spieprzą, bo spieprzą wszystko, czego się dotkną. I widzisz to na każdym kroku, w każdej dziedzinie życia, której dysponentem jest państwo.
Czytałeś ACTA? Na jakiej podstawie wygłaszasz swoje sądy? - Czytałem m.in. w ''Gazecie'' fragmenty o internecie. To wystarczy. Nawet prawnik nie musi znać wszystkich przepisów. A ja jestem artystą i w dużej mierze polegam na tym, co inni ludzie o tym mówią. Sorry, nie będę czytał całej ACTA, bo nie jestem producentem koszulek, butów ani tym bardziej oryginalnych sznurowadeł. Interesuje mnie cenzura w internecie - sytuacja, w której narzuci się nam tysiąc powikłanych, niespójnych ze sobą przepisów i dyrektyw. Mało kto będzie wiedział, jak tego przestrzegać, a na pewno znajdą się tacy, którzy dla swoich doraźnych politycznych interesów będą potrafili to wykorzystać. A wtedy będzie za późno, by protestować.
To populizm. Coś czytałeś, coś gdzieś usłyszałeś, ale nie przeszkadza ci to strzelać do ACTA amunicją sporego kalibru. - Podchodzę w ten sam sposób do każdego aktu prawnego, który zagraża mojej wolności. Tak samo protestowałem, kiedy wchodziła w życie ustawa antynikotynowa. Do dziś jestem jej przeciwnikiem i łamię ją w każdym miejscu, gdzie tylko mogę, ze szczególnym uwzględnieniem sceny. Podobnie popieram legalizację marihuany. Też możesz mówić, że to jest populistyczne.
Wolisz być okradany, tracić kasę i wkurzać się na to, jak ludzie korzystają z wolności, niż opowiedzieć się za jakąś regulacją tej sfery życia? - Gdybyśmy tak tę sprawę rozpatrywali, to musiałbym przestać pisać
piosenki. Jeśli wychodziłbym na scenę z myślą, że gram dla złodziei, którzy mnie okradają, to ciężko byłoby mi ten zawód wykonywać. A ja to robię, bo po prostu to kocham i nie wyobrażam sobie innego życia.
Piractwo to ciemna strona wolności i cena, którą trzeba za nią zapłacić. Więc ja ją płacę i tyle. Też korzystam z netu, też cenię swoją w nim anonimowość i nie życzę sobie, by ktoś kładł swój brudny paluch na tej części mojej wolności.
Sprzeciw wobec ACTA jest prawdopodobnie największym zbiorowym protestem młodych ludzi, jaki wydarzył się w Polsce po 1989 r. Przerodzi się w coś więcej? - Dla mnie to jest na razie buncik. Nie bunt, tylko właśnie buncik. To młode pokolenie jest społecznie mocno nierychliwe. Ruch Oburzonych powinien się nazywać ''Ruchem na Maksa Wkurwionych''. Gdybym ja funkcjonował na podobnych zasadach jak młodzież, która kończy teraz
studia i pracuje na infoliniach lub próbuje dostać się na jedno miejsce do
pracy jako
ekspedient, to po prostu byłbym wkurwiony na maksa i ciskał wszystkim, co miałbym pod ręką. Ja ich popieram.