http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Reforma w liceach. Pogrom nauczycieli przedmiotów ścisłych!

Aleksandra Pezda
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-02-08 18:03

Reforma w liceach. Pogrom na nauczycielach przedmiotów ścisłych! Będzie dla nich za mało pracy po wprowadzeniu nowego programu. Dyrektorzy szkół zapowiadają zwolnienia

Reforma w liceum oznacza między innymi więcej zajęć z wybranych przedmiotów.
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta
Reforma w liceum oznacza między innymi więcej zajęć z wybranych przedmiotów.
ZOBACZ TAKŻE
Do liceów we wrześniu wchodzi reforma programowa. Ministerstwo Edukacji Narodowej zaczęło ją trzy lata temu od podstawówek i gimnazjów. Miała usprawnić nauczanie, bo nauczyciele alarmowali, że mają za mało czasu na realizację programu. Ten z kolei jest ułożony chronologicznie i w pośpiechu między egzaminami historycy ledwo docierają do dziejów najnowszych, a polonistom rzadko wystarcza czasu na literaturę współczesną. Do tego niektóre tematy przewijają się od podstawówki po maturę, a uczniowie są przeładowani informacjami.

Tak już nie będzie. Program z gimnazjum będzie kontynuowany w pierwszym roku liceum. Dopiero w drugim uczniowie wybiorą specjalizację. Będą się mogli skupić na przedmiotach ścisłych albo humanistycznych. Pozostałe zostaną połączone w dwa bloki - historię i społeczeństwo oraz przyrodę - i będą tylko uzupełniały edukację podstawową.

Idea jest taka - uczniowie zdobędą tę samą bazę wiedzy, zanim wybiorą specjalizację, która pomoże im przygotować się specjalnie od matury. A praktyka?

Szkoła będzie uczyć przedmiotów jak dotąd - w zakresie podstawowym lub rozszerzonym (czyli mniej lub więcej godzin z konkretnej dziedziny). Tylko że teraz w pierwszej klasie więcej godzin będzie mogła przeznaczyć tylko na polski, matematykę i język obcy. Pozostałe przedmioty musi zaoferować uczniom na poziomie podstawowym i to spowoduje, że fizyk albo chemik, który dotąd miał nawet cztery godziny zajęć w tygodniu, będzie miał tylko jedną.

- Nie powinno być większych powodów do obaw nauczycieli o zatrudnienie w pierwszym roku reformy, bo starsze klasy będą realizowały nadal dotychczasowy plan nauczania - uważa mimo to rzecznik MEN Grzegorz Żurawski.

Co innego mówią dyrektorzy szkół.

- Przynajmniej czterech nauczycieli będę musiał zwolnić - obliczył Wiesław Włodarski, dyrektor I LO im. R. Barbosa w Warszawie i szef Stowarzyszenia Dyrektorów Szkół Średnich. - To będą dramaty ludzkie, chyba że uda mi się ich namówić do pracy na część etatu, co oznacza mniejsze pieniądze.

Dyrektor szkoły w małej miejscowości na zachodzie kraju (anonimowo, bo jeszcze nie rozmawiał z nauczycielami): - Sześciu nauczycieli z 65-osobowego grona musiałoby odejść, bo nie uzbierają 18 godzin lekcyjnych na etat. Będę chciał ich zatrzymać na częściowym etacie, ale niektórzy pewnie odejdą na wcześniejszą emeryturę.

Problem dotyczy głównie: fizyki, chemii, biologii, geografii. Ilu nauczycieli? Nikt nie policzył. Wszystko zależy od tego, jak licea dotąd organizowały naukę (jeśli szkoła stawiała na przedmioty ścisłe, było więcej godzin np. fizyki od początku nauki, ale jeśli dominowały klasy humanistyczne - godzin tak wiele nie ubędzie).

- Dla niektórych szkół to może być poważny problem - przyznaje Andrzej Jasiński z Ośrodka Rozwoju Edukacji, który w imieniu MEN szkoli dyrektorów, jak sobie radzić z reformą. Wczoraj ORE uruchomił internetową stronę dla dyrektorów, żeby się wymieniali pomysłami.

Najbardziej optymistyczny: podział zajęć na grupy. Jest możliwy w zajęciach laboratoryjnych, więc fizycy i chemicy mogą na tym skorzystać. Jednak to kosztowne - samorządy, jako właściciele szkół, raczej się na to nie zgodzą. Pesymistyczny: jeśli mają uprawnienia, nauczyciele odejdą na wcześniejszą emeryturę. To się wiąże z kolei z wysokimi odprawami.

Najpewniej nauczyciele zgodzą się pracować przez najbliższy rok na zmniejszonych etatach, licząc, że w następnych latach uczniowie wybiorą ich przedmioty, dając im w ten sposób pracę. Tylko że i to jest niepewne.

- Jeśli uczeń w klasie humanistycznej dobierze sobie jeden z przedmiotów przyrodniczych - np. biologię - nie będzie musiał już chodzić na inne zajęcia przyrodnicze i moja geografia przestanie być potrzebna - mówi Michał Lis, nauczycieli i wicedyrektor Liceum im. Stefana Batorego w Warszawie.

Nie boją się tylko szkoły społeczne. Anna Sobala-Zbroszczyk, dyrektorka II Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie: - Od dawna pracujemy elastycznie - nie uzbieramy grupy? Nie organizujemy jej. A nauczyciele są przygotowani, że mają więcej lub mniej godzin pracy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7
  • 1
  • 4
  • 4
  • 1
  • 40 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':