Kto widział już film "Rzeź", koniecznie powinien wybrać się ponownie. Być może bowiem nie zdawał sobie sprawy z tego, co ogląda. Może zobaczył w filmie "Rzeź" obnażenie ludzkiej natury, zobaczył, jak z porządnych na pierwszy rzut oka ludzi "spada płaszcz hipokryzji, peleryna fałszu, udawana porządnickość, grzeczność na pokaz i widzimy te kochające się małżeństwa takimi, jakie są, ludźmi, którzy ze sobą żyją siłą inercji, ale serdecznie się nie znoszą". To zobaczył
recenzent "Gazety" Krzysztof Varga.
Ale przecież w filmie chodzi o coś zupełnie innego. Widz może zobaczyć "słuszną walkę o prawdę, żądanie zadośćuczynienia ofierze, karę dla sprawcy i należne przeprosiny, które nigdy nie padają". To zobaczył Marcin Kuberka, publicysta "Gazety Polskiej Codziennie", i dał temu wyraz w serwisie wPolityce.pl.
Polański wedle autora nawiązuje bezpośrednio do katastrofy smoleńskiej, i to już od pierwszej sceny filmu. Tej sceny, w której widzimy kłótnię i bójkę dwóch chłopców. Przecież to jako żywo nawiązanie do "wybijania przez Rosjan szyb i niszczenia wraku TU-154 pokazanego w filmie Anity Gargas".
Społecznica, matka pobitego chłopca grana przez Jodie Foster, "przypomina uporem i stylem bycia dążącą do prawdy smoleńskiej Ewę Stankiewicz".
Na koniec tej recenzji autor (przedstawiony także jako scenarzysta i filmowiec) zadaje fundamentalne pytanie: co nam mówi ten film? Oto mówi nam, "że wbrew propagandzie prorosyjskiej sączonej po 10 kwietnia przez polskie i rosyjskie władze i media, nie ma możliwości pojednania bez dojścia do prawdy".
A niektórym naiwnym widzom wydawało się, że oglądają gorzki rozrachunek dwóch par małżeńskich. Dystrybutor filmu powinien przesłać kwiaty Marcinowi Kuberce. Po jego recenzji elektorat
PiS pewnie obowiązkowo pójdzie do kina na "Rzeź".