http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie ma życia bez sieci

Rozmawiał Grzegorz Szymanik
2012-01-25, ostatnia aktualizacja 2012-01-25 12:19

Młodzi się boją, że ACTA może uznać za piractwo ich wybory życiowe i swobodne kształtowanie tożsamości - mówi Piotr Cichocki antropolog internetu z Instytutu Etnologii Uniwersytetu Warszawskiego

Wczorajsza demonstracja w Warszawie przeciwko umowie ACTA
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Wczorajsza demonstracja w Warszawie przeciwko umowie ACTA
ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Grzegorz Szymanik: Czym jest dla młodych ludzi internet?

Piotr Cichocki: Zajmowałem się kiedyś badaniem serwisu społecznościowego Grono. Obserwowałem to, jak użytkownicy tworzą swoje wirtualne tożsamości poprzez profile. Wielu przedstawiało się za pomocą linkowania. Zamiast o sobie pisać - zamieszczali cytaty z książek, piosenek. Albo linki do YouTube czy pliki MP3. Ich tożsamość była utkana z wielu znaczeń zebranych w sieci.

Co to znaczy? Informacje z obiegu internetowego kształtują tożsamość internautów. Dają dla niej budulec. I młodzi dzielą się tym, co odkryją. Pozbawienie ich tych możliwości to jak amputacja osobowości. Protestują, bo się boją, że ACTA może uznać za piractwo ich wybory życiowe i swobodne kształtowanie siebie. Naprawdę się przestraszyli, że ktoś chce im zabrać część tożsamości.

Dlatego protestują wszyscy, bez względu na przekonania polityczne: młodzi sympatyzujący z bardzo różnymi opcjami politycznymi, związani z Antifą czy ugrupowaniami radykalnie prawicowymi. Internet to dla nich środowisko, w którym funkcjonują, zdobywają informacje na temat swoich zainteresowań i kształtują się politycznie. I chcą, żeby internet taki został.

A prawa autorskie?

- Ci młodzi ludzie nie rozpatrują swojego działania w internecie jako kradzieży. Jak coś jest, to się z tego korzysta. Można to rozpatrywać w kategorii łamania prawa.

Trzeba. Bo to jest kradzież.

- Jest to kradzież, ale w przypadku informacji, kultury nie możemy się posługiwać takimi samymi kategoriami jak w przypadku zasobów materialnych.

To, jak współcześnie rozumie się sprzedaż i wymianę kultury, wydaje się dość nowym wynalazkiem. Opisywał to na podstawie kultury Stanów Zjednoczonych Henry Jenkins. Mówił, że w XIX wieku kultura ludowa nie miała właściciela. Pieśni były wymieniane pomiędzy wsiami, a na podstawie tekstów literackich powstawały wiejskie ballady. Profesjonalizacja i zastrzeganie treści pojawiło się wraz z przemysłem kulturowym. Śpiewacy stali się wokalistami, a stali się dzięki temu, że ich utwory nadawały rozgłośnie radiowe, telewizje, odtwarzano z płyt.

Sytuacja się zmieniła, gdy w domach pojawiły się komputery, dzięki którym każdy może edytować dźwięk, film, tekst, miksować, remiksować, dzielić się tym. Kultura oddolna powraca, a przemysł kulturowy zaczyna być zagrożony.

Twórcze rozwijanie różnego rodzaju produkcji w internecie jest na krawędzi legalności. Ale może to pojęcie legalności nie bardzo pasuje do rzeczywistości? Relacje między produkcją a konsumpcją się zmieniają i nie wiemy, w którą stronę to pójdzie.

Rozwiązania prawne, takie jak ACTA, przeciw którym protestuje większość użytkowników internetu, starają się przesunąć granicę, tak by zwiększyć zyski producentów przemysłowych, zastrzec i obwarować ich role.

Ale twórcy nie będą mieli z czego żyć.

- Sami artyści szukają nowych, niezależnych dróg dystrybucji, czego przykładem są internetowe wydawnictwa wykonawców, takich jak Radiohead, czy niesamowita kariera portali muzycznych opierających się na sprzedaży bezpośredniej, np. bandcamp.com.

Od kilku dni mówi się tylko o tym, co z tym ACTA. Anonimowi blokują strony internetowe rządu. Popularne serwisy zaczerniają ekrany. Użytkownicy tworzą grafiki. Portale piszą. Wypowiada się rząd. Internauci mieli wcześniej świadomość swojej siły?

- Jeżeli mówimy o wąskiej grupie użytkowników, która wywołała zamieszanie, o doświadczonych informatykach hakerach robiących akcje polityczne po godzinach, ludziach, którzy utożsamiają się z ruchami wolnego dostępu do kodu - to tak. Kimkolwiek są, mają ogromne umiejętności w zakresie modyfikowania kodów, poruszania się po internecie. Wyrośli w internecie. Nie tylko spędzają w nim wolny czas, ale też uczą się i pracują.

Optymistyczna konkluzja jest taka, że mamy wielu zdolnych informatyków.

A pozostali, którzy są widzami tego spektaklu? Kiedyś wychodziło się na ulicę, teraz można pomagać, robiąc sztuczny tłum, blokując strony WWW. Czy tak powstaje wspólnota internautów?

- Ona powstaje w ramach opozycji. Wspólny jest sprzeciw wobec ograniczeń, które mogą dotknąć ich w życiu codziennym, ograniczyć uczestnictwo w świecie. W skrajnych warunkach może to przeobrazić się nawet w coś w rodzaju "Solidarności" z roku 1980. Masy społeczne, które wywodzą się z różnych środowisk, zbierają się pod jednym hasłem, bo system polityczny uderzył w podstawę ich życia. Bo dla nich jest to właśnie coś elementarnego.

Analizuję memy, które znajduję u swoich znajomych. Ostatnio jeden świetnie to obrazował. Pokazywał napis "Rząd kradnie Twoje pieniądze", a obok twarz, na której to hasło nie robiło wrażenia. Niżej "Brak perspektyw na lepsze jutro" - twarz dalej niewzruszona. Wreszcie "Ograniczony dostęp do internetu" - i tu widać >Arnolda Schwarzeneggera przeładowującego broń.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4
  • 4
  • 4
  • 3
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':