http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Smoleński zespół Macierewicza. Brzoza we mgle absurdów

Wojciech Czuchnowski, mz
2012-01-25, ostatnia aktualizacja 2012-01-25 11:53

Zdaniem Macierewicza, zespół będzie starał się ustalić
Zdaniem Macierewicza, zespół będzie starał się ustalić "problematykę techniczną, polityczną i odpowiedzialność osobistą ludzi" związanych z katastrofą 10 kwietnia
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

- Samolot nie uderzył w brzozę, a jego skrzydło oderwało się na wysokości 26 m. Ostatecznie upada kłamstwo smoleńskie - triumfował wczoraj Antoni Macierewicz (PiS)

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Na posiedzeniu sejmowego zespołu badającego przyczyny katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. zjawili się niemal w komplecie posłowie PiS na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Towarzyszyło im kilkunastu bliskich ofiar tragedii.

Przez powieszony w Sali Kolumnowej telebim posłowie słuchali profesorów Wiesława Biniendy i Kazimierza Nowaczyka, amerykańskich naukowców polskiego pochodzenia. Od kilku miesięcy twierdzą oni, że przyczyną katastrofy prezydenckiego samolotu nie było uderzenie w brzozę na wysokości 6,5 metra, lecz oderwanie skrzydła, do którego doszło znacznie wyżej.

Ich ustalenia Macierewicz reklamował jako "pierwsze naukowe badanie katastrofy".

Zaczął Nowaczyk (wykłada na Wydziale Medycznym University of Maryland w Baltimore; w swoim dorobku nie ma badań dotyczących wypadków lotniczych; specjalizuje się w spektroskopii). Przedstawił symulację, według której w ostatnich minutach lotu trajektoria tupolewa była inna od tej przedstawionej latem przez komisję przy MSWiA. Według jego obliczeń lewe skrzydło samolotu oderwało się w powietrzu.

Po nim Wiesław Binienda (Wydział Inżynierii Cywilnej University of Akron; specjalista od wytrzymałości materiałów w lotnictwie i astronautyce) za pomocą komputerowej symulacji przekonywał, że nawet jeśli samolot zetknąłby się z brzozą, to skrzydło by się nie złamało, lecz drzewo zostałoby ścięte.

Amerykańskich kolegów wsparł prof. Marek Czachor, fizyk z Politechniki Gdańskiej, według którego, oderwany kawałek skrzydła nie mógł odlecieć tak daleko od brzozy (111 m), więc musiał odpaść w powietrzu. - Mam w bagażniku model skrzydła, który posłużył mi do badań. Mógłbym państwu tu tym strzelić - zaproponował.

Ale nie musiał. Posłowie byli zachwyceni występem naukowców. - To, co usłyszeliśmy, całkowicie dezawuuje dotychczasowe ustalenia. Przyczyna katastrofy musiała być inna niż ta, która jest podawana jako oficjalna. Proces dochodzenia do prawdy może być długi - oświadczył prezes Kaczyński.

Jaka była przyczyna katastrofy? Tego eksperci nie chcieli powiedzieć. Nowaczyk, bo "nie chce spekulować". Binienda mówił, że jego kolega "ekspert z Australii" uważa, że "rozpad samolotu spowodowała eksplozja". - Może ukrywana jest tajemnica, że to skrzydło zostało odłamane z innego powodu? - pytał Macierewicz.

Posłowie PiS nie mieli żadnych wątpliwości, że twierdzenia gości z Ameryki są prawdziwe. Oskarżali rząd, media, komisję MSWiA i polską prokuraturę o ukrywanie prawdy i utrudnianie badań.

"Gazeta" przeanalizowała tezy wygłoszone wczoraj przez zespół Macierewicza:

1. To pierwsza naukowa analiza tego zdarzenia. Nowaczyk i Binienda jako jedyni przeprowadzili badania.

Nieprawda. W składzie 34-osobowej komisji MSWiA było 14 naukowców o specjalności inżynier lotniczy, wśród nich osoby z tytułami doktorskimi, tak jak dr hab. Maciej Lasek, wiceszef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, na którego zespół Macierewicza bardzo często się powołuje. Podobnie jak na naukowców Instytutu Sehna z Krakowa, którzy badali zapis czarnych skrzynek. Z pomocy naukowców korzysta prowadząca śledztwo prokuratura.

2. Na odczycie czarnych skrzynek z kabiny samolotu nie ma dźwięku uderzenia w brzozę. To dowód, że tego uderzenia nie było.

Nadużycie. Rozdzierający dźwięk i towarzyszące mu krzyki słyszeliśmy na nagraniu udostępnionym w styczniu 2011 r. przez rosyjski MAK. Komisja Millera nigdy tego fragmentu nie emitowała. Na stenogramie MAK o godz. 8.41.04 dźwięk przedstawiany przez Macierewicza jako "uderzenie w brzozę" naprawdę określony jest jako "odgłos zderzenia z leśnym masywem". W polskiej wersji przetłumaczono go jako "odgłos zderzenia z drzewami". Rosyjskie określenie jest do przyjęcia, bo samolot spadł na teren zalesiony. Komisja Millera była w tym punkcie bardzo oszczędna i napisała "odgłos przypominający stuknięcie. Zmiana akustyki". Na ostatnim odczycie stenogramów ten dźwięk określony jest jako "niezidentyfikowany".

Nigdzie więc nie ma mowy o brzozie.

W zapisie dźwiękowym słychać zarówno uderzenie w pierwszą brzozę przy bliższej radiolatarni prowadzącej, cięcia kolejnych drzewek, jak i zderzenie z brzozą, a także zgrzyt metalu świadczący o odrywaniu się fragmentów skrzydła.

3. Skrzydło samolotu oderwało się na wysokości 26 m.

Nieprawda. To twierdzenie oparte jest na wskazaniach urządzenia TAWS. Nowaczyk przyjmuje, że GPS wykorzystywany przez TAWS jest urządzeniem bezbłędnym, tymczasem, jak wie każdy kierowca korzystający z nawigacji samochodowej lub żeglarz, błąd bywa całkiem spory. Zwłaszcza w pionie.

Na dodatek podczas ostatniego pomiaru samolot leciał już obrócony w półbeczce. W tym momencie lotu ziemia nie była bezpośrednio pod czujnikiem radiowysokościomierza, ale znajdowała się pod pewnym kątem w stosunku do niego. W takiej sytuacji (lot w półbeczce) sygnał miał dłuższą drogę do pokonania, więc urządzenie oceniło, że jest wyżej, niż było w rzeczywistości.

Poza tym, co złamało brzozę, w której po katastrofie znaleziono wbity fragment prowadnicy klapy skrzydła?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 26
  • 6
  • 3
  • 40
  • 29
  • 42 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    172 głosy

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce