Farmaceuci zaczęli protestować w poniedziałek. Zamykali na godzinę apteki i skrupulatnie sprawdzali, czy wszystkie realizowane przez nich recepty są poprawnie wypisane przez lekarzy. Protestowali, bo nowelizacja ustawy refundacyjnej zwolniła lekarzy z odpowiedzialności za błędy na receptach. Ale realizacja takiej recepty grozi aptekarzom karą od
NFZ.
Protest nie przyniósł jednak efektu - Senat zmian nie wprowadził, a prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział, że ustawę podpisze.
By pokazać, że aptekarze nie są lekceważeni, minister zdrowia Bartosz Arłukowicz przyjechał w piątek na ich krajowy zjazd do Szczyrku. Obiecał, że od poniedziałku Naczelna Izba Aptekarska (NIA) może razem z resortem pracować nad nowymi rozporządzeniami do ustawy. Mają doprecyzować zasady kontroli NFZ w aptekach.
Nigdy wcześniej żaden minister nie był na zjeździe aptekarzy. Z wizyty farmaceuci się więc ucieszyli. Jednak wystąpienie Arłukowicza przyjęli chłodno. - Minister już w grudniu obiecywał nam wspólną
pracę nad rozporządzeniami i słowa nie dotrzymał - mówi Paweł Chrzan, prezes Pomorskiej Rady Aptekarskiej.
Na zjeździe mają zostać wybrane nowe władze NIA. Z naszych informacji wynika, że obecny szef Grzegorz Kucharewicz ma niewielkie szanse na zachowanie stanowiska. Według aptekarzy w czasie prac nad ustawą zgodził się na wiele niedogodnych dla nich przepisów. Po wyborach nowego szefa aptekarze zdecydują, czy zakończyć protest, czy zmienić jego formę.
Lekarze z nowelizacji ustawy są bardziej zadowoleni. Nie podobały im się m.in. kary grożące za wypisanie leków z refundacją osobie, która nie ma opłaconych składek na zdrowie. Nie mają, jak tego sprawdzać. W piątek Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji, obiecał, że do 1 września otworzy rejestr ubezpieczonych dla przychodni.
- Potrzebne do tego systemy działają, ale trzeba je wzmocnić nowymi serwerami, by zapewnić szybki przepływ informacji 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu - mówił Boni.
Pacjent poda u lekarza czy w recepcji PESEL lub pokaże dowód osobisty. Po numerze będzie sprawdzony w Centralnym Wykazie Ubezpieczonych. - Mówiąc obrazowo: zapali się albo zielone, albo czerwone światełko - tłumaczył Boni.
Żeby system działał, trzeba go usprawnić, by płynnie odbywała się obsługa miliona osób dziennie - tylu Polaków dziennie bywa u lekarza. Prace potrwają siedem miesięcy i kosztować mają NFZ 10 mln zł.
Co, jeśli rejestr pokaże, że nie mamy opłaconych składek? Bo np. zmieniliśmy pracodawcę i ten nas jeszcze nie zarejestrował? Pacjent będzie mógł napisać oświadczenie, że ma prawo do leczenia. Lekarz i aptekarz potraktują go jak ubezpieczonego. Jeśli NFZ wykryje, że skłamał, będzie musiał oddać kwotę, jaką za przepisane mu lekarstwo zapłacił Fundusz.
Dostęp do rejestru wiąże się ze zmianami w ustawie o świadczeniach zdrowotnych. Boni żartował, że jeśli 1 września system nie będzie działał, to: - Wystąpię z Mannem i Materną. Oni zagrają swoje role lekarza i pielęgniarki, a ja wystąpię jako idiota, który nie umie rozwiązać konkretnego problemu.
Rozwiązanie ma być tymczasowe. Docelowo powinien je zastąpić system pl.ID, nad którym pracuje MSW. Pacjenci byliby identyfikowani przez czipa umieszczonego w nowych, elektronicznych dowodach osobistych. Możliwe jednak, że resort cyfryzacji zaproponuje wydawanie osobnych kart medycznych. Decyzja ma zapaść w kwietniu.