Uczniowie czwartych klas w podstawówkach i ich nauczyciele dostaną
komputery, może nawet do domu! Szkoła zdecyduje -
laptopy czy
tablety. Tak będzie wyglądał pilotaż "Cyfrowej szkoły" - programu, który ma wprowadzić polską edukację z epoki kredy do ery cyfrowej. Na razie jest tak, że choć w niemal każdej szkole są komputery, korzysta się z nich głównie na lekcjach informatyki, a na innych przedmiotach zabrania się nawet uczniom wyszukiwania w sieci.
W maju 2008 r. premier Donald Tusk zapowiedział "informatyczną rewolucję w naszych szkołach". Gimnazjaliści mieli dostać od rządu laptopy. Na własność, do korzystania w domu, i w szkole. Już rozgorzała dyskusja - czy gimnazjaliści sprzęt uszanują, a co będzie, jeśli zgubią albo sprzedadzą? Zaraz jednak dyskusja ucichła, bo przyszedł kryzys i nikt laptopów dzieciom nie kupił.
W marcu 2011 r. drugie podejście rządu - wiceminister infrastruktury Magdalena Gaj proponuje miliard złotych z abonamentu telefonii komórkowych przeznaczyć na... laptopy dla uczniów. Tym razem dla pierwszaków. Mieliśmy wziąć przykład z Portugalii, gdzie rząd dofinansował zakup półtora miliona laptopów dla uczniów i nauczycieli. Ale znowu się posypało - bo minister finansów nie chciał pozbawiać budżetu wpływów z koncesji.
W końcu doradca premiera Michał Boni, jeszcze zanim został ministrem cyfryzacji, obiecał "Cyfrową szkołę" po raz trzeci. Całe lato 2001 r. trwały dyskusje ekspertów, co to mogłoby znaczyć: czego uczyć i za pomocą jakiego sprzętu oraz skąd wziąć elektroniczne podręczniki? Wreszcie w grudniu Boni zapowiedział pilotaż za 50 mln zł z budżetu państwa.
A wczoraj Ministerstwo Edukacji pokazało projekt pilotażu. 50 mln zł pójdzie na sprzęt komputerowy. Dostaną go uczniowie i nauczyciele szkół podstawowych - tylko publicznych, ale nie tylko tych, które są pod zarządem gmin. Na udział w programie mogą liczyć też szkoły stowarzyszeń i fundacji. Pilotaż ma objąć głównie uczniów klas czwartych, zakłada, że będą korzystali ze sprzętu przynajmniej na pięciu lekcjach w tygodniu. I nie chodzi o lekcje informatyki, ale każdego przedmiotu, który jest w programie. Jeśli szkoła tak zdecyduje, mogą z nowego sprzętu korzystać również pozostali uczniowie. Co to będzie za sprzęt? O tym zdecydują szkoły - w założeniach mają to być mobilne pracownie dla całych klas - chodzi o to, aby uczniowie mogli je nosić na każdą lekcję. Plus komputer dla nauczyciela. Czy to mają być laptopy,
netbooki czy tablety - zdecydują szkoły, każda na własną rękę. Również szkoła zdecyduje, czy wypożyczy uczniom sprzęt do domu, żeby odrabiali na nim np. zadania domowe.
Nie będzie żadnych zakupów centralnych. Na liście sprzętu, który rząd chce szkołom finansować, są również rzutniki,
drukarki, skanery, projektory i ekrany, routery, głośniki.
Dotacja będzie zależała od wielkości szkoły: - małe, do 100 uczniów, mogą liczyć na 90 tys. zł; - większe, do 300 uczniów, dostaną maksymalnie po 140 tys. zł; - największe - nawet 200 tys. zł. Według wyliczeń MEN pieniędzy wystarczy dla ok. 400 szkół.
Szkoły do pilotażu wybierze wojewoda - dostanie od rządu pieniądze proporcjonalnie do liczby podstawówek w województwie. Ostatecznie o tym, kto się dostanie do pilotażu, zdecyduje losowanie.
Szkoły będą musiały jednak wnieść tzw. wkład własny - 20 proc. kwoty, o którą chcą się ubiegać. Nie musi to być jednak gotówka - wystarczy, jeśli przygotują szkołę technicznie do obsługi komputerowego sprzętu, czyli zadbają o internetowe łącze itp.
Pierwsze wnioski szkoły powinny pisać już w marcu, bo pieniądze trzeba będzie wydać do końca 2012 r.
Dodatkowo mają być organizowane szkolenia dla nauczycieli - to z pieniędzy unijnych. 500 tys. zł MEN przeznaczy z własnego budżetu na przygotowanie multimedialnych materiałów i programów edukacyjnych.
Pilotaż ma wyprzedzać pełny rządowy program cyfryzacji szkół, który ma się zacząć w 2013 r. Ile będzie na to pieniędzy, jeszcze nie wiadomo.
Rozporządzenie MEN jeszcze nie zostało podpisane - teraz zostanie skierowane do konsultacji społecznych.