http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kim byli goście w kokpicie Tu-154

Agnieszka Kublik
2012-01-20, ostatnia aktualizacja 2012-01-19 19:07

Prezentacja raportu w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu
Prezentacja raportu w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

- Podczas podchodzenia do lądowania kokpit Tu-154 zamienił się w park Łazienkowski - mówi płk Piotr Łukaszewicz, były szef oddziału szkolenia lotniczego dowództwa sił powietrznych

Konkluzja płk. Łukaszewicza dotyczy wywiadu Jerzego Millera we wczorajszej ''Gazecie''. Szef komisji badającej przyczyny katastrofy prezydenckiego Tu-154 pod Smoleńskiem mówił, co nowego wynika z kolejnej wersji zapisu z czarnych skrzynek tupolewa. Miller wyciąga z tego wniosek, że w kokpicie tuż przed katastrofą było dwóch generałów - dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik i ktoś jeszcze.

Co o tym świadczy? Z ekspertyzy przygotowanej dla prokuratury wojskowej wynika, że tuż przed katastrofą w kabinie pilotów robi się tłoczno. O 8.36.51 (niecałe 5 min przed katastrofą) niezidentyfikowany męski głos mówi ''generałowie''. Trzy sekundy później dowódca samolotu - kpt. Arkadiusz Protasiuk - mówi: ''Witamy''. O 8.37.51 męski niezidentyfikowany głos zaprasza: ''Siadajcie, siadaj''. O 8.39.02: ''Tadek, proszę''.

W stenogramach odczytanych wcześniej przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne dla komisji Millera nie ma słowa ''generałowie'', ale jest ''witamy''. Nie ma słów ''siadajcie, siadaj'', i nie ma ''Tadka''. Komisja Millera wiedziała więc, że załoga się z kimś wita, nie miała pewności z kim. Założyła, że najprawdopodobniej z gen. Błasikiem, bo jego głos zidentyfikowali wojskowi. O jego obecności w kabinie świadczy też miejsce znalezienia zwłok i uszkodzenia ciała. Czy drugi generał to Tadeusz Buk, dowódca wojsk lądowych? (na pokładzie był też inny Tadeusz i generał - ks. Płoski).

Miller pytany o te nowe słowa mówił ''Gazecie'': - Wyczuwaliśmy, że nam brakuje jeszcze jednej osoby. Wynikało to z kontekstu różnych słów. Ale nie wiedzieliśmy, o kogo chodzi. Brakowało tego imienia. Ale teraz zaczynamy rozumieć.

Kim jest ''Tadek''? Miller nie chciał wprost potwierdzić, że to gen. Buk. Tłumaczył: - Do końca życia nie będę osobą prywatną w sprawie smoleńskiej, więc każdy, kto będzie czytał naszą rozmowę, powie, że to przewodniczący komisji powiedział. A ja już przestałem być przewodniczącym komisji i nie mogę nic więcej powiedzieć.

Mec. Andrzej Werniewicz, pełnomocnik wdowy po kpt. Protasiuku, analizuje nowe odczytane słowa: - ''Witamy'' oznacza, że do kokpitu wszedł ktoś spoza załogi, bo przecież załoga do siebie tak się nie zwracała. Wśród załogi nie było żadnego Tadeusza, więc ''Tadek'' nie odnosi się do członków załogi. ''Tadek'' do generała Buka mógł powiedzieć tylko ktoś, kto go znał, drugi generał kolega. Na pewno nikt z załogi nie zwracał się w ten sposób do dowódcy wojsk lądowych. Dlatego według mojej oceny z krakowskiej ekspertyzy wynika, że w kabinie tuż przed katastrofą były osoby spoza załogi, załoga była pod presją.

Mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik wdowy po gen. Błasiku, pytany o obecność ''generałów'' w kokpicie, kpi z Millera: - Teraz minister jest jasnowidzem! Nagle doznał olśnienia!

Pytany, kto to może być ''Tadek'', odpowiada tajemniczo: - Znam osoby, które mają w dowodzie inne imię, a zwracano się do nich inaczej.

Płk Piotr Łukaszewicz, były szef oddziału szkolenia lotniczego dowództwa sił powietrznych, komentuje: - Podczas podchodzenia do lądowania, zwłaszcza w tak krytycznych warunkach atmosferycznych, w kokpicie nie powinno być żadnych osób postronnych, kimkolwiek by były. Ich obecność miała istotne znaczenie dla podejmowanych przez nich decyzji. W momencie, kiedy powinni byli być bardzo skupieni, ktoś ich rozpraszał, mimo woli zwracali uwagę na gości.

Podobnego zdania jest płk Edmund Klich, szef państwowej komisji badania wypadków lotniczych: - To, co działo się w kokpicie, było ''szczególnie naganne'', bo goście z wizytą przyszli w trakcie podchodzenia do lądowania, a wtedy załoga powinna być maksymalnie skoncentrowana.

''Gazeta'': Czy tym drugim generałem był Tadeusz Buk?

Klich: - Nie będę wymieniał żadnych nazwisk. Ale myślę, że minister Miller ma rację.

Rzecznika wojskowej prokuratury płk. Zbigniewa Rzepę zapytaliśmy, czy śledczy wiedzą, kim jest ''Tadek''. - Prokuratura nie będzie komentowała i interpretowała stenogramów. To dowód w sprawie, ocenie podlegać może łącznie z innymi dowodami - odparł.

Tymczasem PiS zakwestionował wczoraj jedną z przyczyn katastrofy, czyli zderzenie z brzozą. - Krakowska ekspertyza wykazuje, że Tu-154M nie uderzył w drzewo - dowodził wczoraj Antoni Macierewicz (PiS). - Dźwięku uderzenia w drzewo w ogóle nie odczytano. Cała konstrukcja propagandowo-polityczna mówiąca o uderzeniu w drzewo, opierająca się na wcześniejszym odczycie, została pogrzebana.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9
  • 1
  • 6
  • 1
  • 207 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    98 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':