Bloger, ryglicki radny Andrzej Jezior, przegrał w październiku zeszłego roku proces o ochronę dóbr osobistych, który wytoczył mu niedoszły burmistrz Ryglic. Chodziło o wpis na forum internetowym
bloga Jeziora, w którym ktoś napisał, że rodzina kandydata na burmistrza ma związki z mafią. Jezior natychmiast wpis usunął, ale jednak "wisiał" on przedtem kilka minut. Sąd Okręgowy w Tarnowie, który sądził tę sprawę stwierdził, że taki wpis "nie miał prawa ujrzeć światła dziennego". Oznaczało to konieczność wprowadzenia cenzury prewencyjnej, gdzie administrator forum oceniałby każdy wpis przed jego umieszczeniem. To uniemożliwiłoby swobodną wymianę myśli w internecie.
W czwartek sąd krakowski zmienił wyrok. Oparł się nie tylko - jak sąd w Tarnowie - na prawie cywilnym, ale też na ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Ta ustawa nakazuje dostawcom usług hostingowych (w tym
blogów) usuwanie treści sprzecznych z prawem i naruszających dobra osobiste, ale dopiero, kiedy się o nich dowiedzą. W praktyce - kiedy zostaną zawiadomieni.
- Orzeczenie przyjmujemy z ulgą. Utrzymanie w mocy stanowiska sądu pierwszej instancji mogłoby przyczynić się do ukształtowania niebezpiecznej dla wolności słowa w internecie praktyki. - mówi Dorota Głowacka prawniczka Obserwatorium Wolności Mediów Fundacji Helsińskiej, która obserwowała proces. Dodaje, że Obserwatorium ma coraz więcej spraw, które świadczą, że sprawa odpowiedzialności operatorów internetu za treści zamieszczane przez internautów nie jest jednoznaczna.