Na półmetku kadencji Parlamentu Europejskiego Instytut Spraw Publicznych zbadał aktywność 51 polskich europosłów. Tym razem eksperci analizowali nie tylko ich dokonania w Brukseli czy Strasburgu, ale też aktywność w internecie. Bo sieć staje się coraz bardziej popularną formą kontaktu z wyborcami.
- W czasach kryzysu obywatele mają wiele pytań dotyczących przyszłości Unii Europejskiej, jej sposobów działania i czekających ją zmian. Europosłowie są jedynymi, którzy bezpośrednio reprezentują obywateli w instytucjach unijnych. Powinni więc odgrywać rolę łącznika między UE i Polakami - tłumaczy Agnieszka Łada z ISP.
Dwie trzecie europosłów docenia internet. Własną stronę założyli niemal wszyscy, choć tylko 32 je aktualizuje, pozostałe są "martwe".
Jest jeden wyjątek -
Joanna Senyszyn z
SLD nie ma swojego WWW. Tłumaczy, że zraziła się do stron internetowych, bo gdy kiedyś taką miała, włamywano się na nią. Woli prowadzić
bloga. - Strona WWW jest jedną z najnudniejszych form istnienia w internecie. Nigdy na takie nie zaglądam, bo informacje są tam sformalizowane. To taki ołtarzyk, a jako osoba niewierząca ołtarzyka nie potrzebuję - mówi "Gazecie" Senyszyn. Oprócz bloga założyła też konta w portalach społecznościowych. Szczyci się tym, że jej profil na Naszej Klasie odwiedziło 20 tys. osób.
W sumie 21 polskich europosłów ma konto na Facebooku. Ale i tu jest podobny problem - tylko 14 parlamentarzystów jest na nich aktywnych. Zaledwie dziesięciu regularnie "ćwierka" na Twitterze, choć konta w tym popularnym portalu założyło 16 z nich.
Codziennie twittuje np. ustępujący już szef parlamentu europejskiego Jerzy Buzek (PO). Jest on też rekordzistą pod względem liczby fanów na Facebooku - ma ich aż 44,5 tys. Dalej są Tadeusz Zwiefka (PO), Wojciech Olejniczak (SLD), Joanna Senyszyn (SLD), Rafał Trzaskowski (PO), Paweł Kowal (PJN) i Róża Thun (PO). Wszyscy mają ponad tysiąc fanów.
Ale Agnieszka Łada z ISP podkreśla, że większość europosłów mimo korzystania z komunikacji online nie używa sieci, żeby odpowiadać na pytania obywateli. Senyszyn w rozmowie z "Gazetą" przyznaje, że z wyborcami lepiej rozmawiać w realu.
Jeśli chodzi o działalność merytoryczną, eksperci ISP podkreślają, że w jej ocenie ważniejsza od liczby wystąpień na posiedzeniach plenarnych europarlamentu jest liczba przygotowanych sprawozdań i opinii. Do zadawania pytań zapisać mogą się wszyscy parlamentarzyści, a sprawozdawcę wyznacza komisja, biorąc pod uwagę jego kompetencje i znajomość tematu.
Najwięcej sprawozdań mieli posłowie z dwóch największych frakcji: Europejskiej Partii Ludowej (EPP), skupiającej PO i PSL, oraz Socjalistów i Demokratów, do której należy SLD. Aż sześć opinii przygotowała europosłanka PO Danuta Hübner, była unijna komisarz. Autorami trzech są Małgorzata Handzlik i Filip Kaczmarek (obaj z PO). Po dwie opinie przygotowali m.in. Piotr Borys (PO), Joanna Senyszyn, Róża Thun, Jan Olbrycht (PO) i renegaci z PiS Adam Bielan i Tadeusz Cymański (Solidarna
Polska).
Za sprawozdania o największym ciężarze gatunkowym eksperci ISP uznali opracowania europosłanek PO Leny Kolarskiej-Bobińskiej (o nowej strategii energetycznej UE) oraz Sidonii Jędrzejewskiej dotyczące
budżetu na 2011 r. Obie - podkreśla Instytut - zasiadają w parlamencie pierwszą kadencję. Wyznaczenie ich do ważnych sprawozdań pokazuje zatem, że szybko udało im się zbudować mocną pozycję w swoich komisjach.