http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Młodzi trzy razy nic

Katarzyna Pawłowska-Salińska
2012-01-14, ostatnia aktualizacja 2012-01-16 15:13

NEET-si to młodzi ludzie, którzy nie robią zupełnie nic: nie pracują, nie uczą się
NEET-si to młodzi ludzie, którzy nie robią zupełnie nic: nie pracują, nie uczą się
Fot. Bart´omiej Barczyk / Agencja Gazeta

Siedzą w domu, łapią depresję, a państwo traci na nich 23 mld zł rocznie. Kto to taki? NEET-si - młodzi ludzie, którzy nie robią zupełnie nic. W Polsce jest ich 580 tys.

Rafał z Warszawy rozesłał przez internet 190 aplikacji. Trzy firmy odpowiedziały: współpraca na prowizji od sprzedaży i z przymusem samozatrudnienia. Rafał się nie zdecydował. Ma 24 lata, skończył studia, miał kilka staży i teraz chce pracować na umowę o pracę. Dlatego, choć mógł, nie poszedł też do pracy w KFC czy McDonaldzie.

I tak Rafał dołączył do gwałtownie rosnącej grupy NEET (z angielskiego: ''not in employment, education or training''). Czyli młodych, którzy nie pracują, nie uczą się ani w żaden sposób się nie doszkalają.

600 tys. bezczynnych

Według danych Międzynarodowej Organizacji Pracy w zeszłym roku w Polsce było 23,7 proc. bezrobotnych w wieku 15-24 lata. To 1 mln 250 tys. osób.

Czym się różni NEET od bezrobotnego? Wskaźniki bezrobocia wśród młodych zdaniem wielu ekspertów nie do końca wiernie oddają sytuację. Młodzi, nawet jeśli nie pracują, często się uczą albo doszkalają. Nie wiadomo, kto, choć nie pracuje, to jednak coś robi, a kto nie robi zupełnie nic.

Jak wynika z raportu unijnej instytucji Eurofound (Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy), NEET-si stanowią ok. 13 proc. wszystkich osób w wieku 15-24 lat w 27 krajach UE.

Najwięcej było ich w Bułgarii - prawie 22 proc., najmniej w Holandii - 4,4 proc. W Polsce jest ich 580 tys. Ich liczba wzrosła w ciągu dwóch ostatnich lat o 1,5 proc.

- Młodym jest zawsze trudniej, bo wchodzą na rynek pracy bez doświadczenia - tłumaczy dr Joanna Tyrowicz, ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego. - Z tego powodu bezrobocie wśród młodzieży jest zawsze wyższe niż w populacji ogółem.

Ale recesja spowodowała znaczne pogorszenie - kryzys zawsze najbardziej odbija się na młodych. Widać to po rosnącej liczbie NEET-sów.



NEET słono kosztuje

Co sprawia, że jedni stają się NEET-sami, a inni nie?

Zdaniem autorów raportu Eurofound głównie to, co wynosi się z domu. Np. dzieci osób, które były bezrobotne, są o prawie jedną piątą bardziej narażone na bycie NEET-sem. Niskie wykształcenie rodziców to ryzyko podwaja, ich rozwód podnosi o 30 proc. Ci, którzy mieszkają w miejscach gorzej skomunikowanych, są półtora raza bardziej narażeni na ''niecnierobienie'', a słabo wykształceni - trzy razy bardziej. Aż o 40 proc. łatwiej zostać NEET-sem, gdy jest się niepełnosprawnym.

Trudno w kilku słowach opisać, kim jest typowy NEET. Na pewno nie jest to wiecznie siedzący przed telewizorem z piwkiem w ręku Waldek Kiepski. W tej grupie są też tacy, którzy są gotowi podjąć każdą pracę.

Ale są tu też osoby, które w ogóle nie mogą pracować, bo przewlekle chorują albo są niepełnosprawne. I te, które opiekują się dzieckiem lub rodzicami.

Co ciekawe, badacze z Eurofound wskazują, że do tej grupy nierzadko należą ci, których kiedyś nazywało się ''bananową młodzieżą''. Nie szukają pracy ani nie zdają do żadnej szkoły, bo po prostu nie chcą, a nie dlatego, że nie pozwalają im na to ograniczenia. Są tu też ci, którzy zajmują się sztuką albo podróżują.

Po co wrzucać ich wszystkich do jednego worka? Bo choć to różne grupy, które mają różne potrzeby, łączy je jedno: ''nicnierobienie''. A to sprawia, że grozi im trwałe bezrobocie. I generuje poważne koszty.

Jak policzyli badacze z Eurofound, NEET-si w Polsce kosztują ponad 5 mld euro rocznie! Na jednym polska gospodarka i państwo tracą 37 tys. zł. Jak to możliwe?

- Policzono tu różnicę między przychodem generowanym przez NEET a przychodem generowanym przez osoby zatrudnione - tłumaczy Dominik Owczarek, socjolog z Instytutu Spraw Publicznych współpracujący z Eurofound. - Do tego dodano różnicę między wydatkami z finansów publicznych ponoszonych na grupę NEET i na osoby zatrudnione, np.: na zasiłki dla bezrobotnych, pomoc społeczną, na opiekę zdrowotną, a także koszty przestępczości, która wiąże się, niestety, ze zwiększonym bezrobociem.

Realny koszt utrzymania tej grupy stanowi 1,5 proc. naszego PKB. To jeden z wyższych wyników w Europie, znacznie powyżej średniej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 26
  • 2
  • 2
  • 8
  • 12
  • 140 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    82 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':