http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Znikający głos generała Błasika

Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski
2012-01-14, ostatnia aktualizacja 2012-01-13 18:30

Do końca stycznia nad wrakiem Tu-154 ma zostać wybudowana żelazna wiata - zapowiedział prokurator generalny Andrzej Seremet
Do końca stycznia nad wrakiem Tu-154 ma zostać wybudowana żelazna wiata - zapowiedział prokurator generalny Andrzej Seremet
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Czy w najnowszych odczytach nagrań z kokpitu Tu-154 nie ma głosu generała Andrzeja Błasika? A jeśli nie ma, to czy coś z tego wynika i zmienia w ocenie przyczyn katastrofy?

Gen. Andrzej Błasik
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Gen. Andrzej Błasik
Rewelacje o odczycie dokonanym przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych podały wczoraj dwie gazety - ''Rzeczpospolita'' i ''Gazeta Polska Codziennie''. Według nich słowa, które tuż przed katastrofą miał wypowiedzieć dowódca polskiego lotnictwa, eksperci przypisali komuś innemu. Stąd ich wniosek: 10 kwietnia 2010 r. generał nie wywierał presji na pilotów Tu-154, by lądowali mimo gęstej mgły.

Obie gazety nieco różnią się w ocenach tej informacji. Najdalej idzie ''GPC''. Z nagłówkiem ''tylko u nas!'' stwierdza: ''Gen. Błasika nie było w kabinie pilotów Tu-154''. Powołując się na ekspertyzę krakowskiego Instytutu, pisze, że wbrew temu, co ustalił rosyjski MAK i komisja MSWiA ministra Jerzego Millera, w kabinie nie było gen. Błasika.

Taki wniosek wyciąga z faktu, że eksperci nie odnaleźli jego głosu w końcówce stenogramu. Słyszeli załogę, dyrektora protokołu dyplomatycznego, pilotów Jaka-40, rosyjskich kontrolerów. Generała nie usłyszeli. Czyli: generała tam nie było. Na tej podstawie poseł PiS Antoni Macierewicz już żąda prowadzenia całego śledztwa od nowa.

''Rz'' skupia się bardziej na tym, że przypisywane dotąd generałowi słowa miał wypowiadać drugi pilot mjr Robert Grzywna. ''Rz'' wyciąga z tego wniosek, że ''dowódca sił powietrznych nie uczestniczył w wydawaniu komend podczas lądowania''. Czyli: na pilotów nie naciskał.

I dalej przypomina, iż reprezentujący wdowę po gen. Błasiku mec. Bartosz Kownacki od dawna kwestionuje tezę, że generał w ostatnich minutach lotu był w kokpicie. Nie wyklucza, że ponieważ gen. Błasik ''nie był przypięty pasami, jego szczątki mogły znaleźć się w tym miejscu wskutek sił działających podczas katastrofy''.

Ani słowa, jakie przesłanki stoją za takim rozumowaniem.

Gdy rozebrać rewelacje obu gazet na czynniki pierwsze, przełomowego newsa nie ma. W pierwszym stenogramie ogłoszonym przez Rosjan w czerwcu 2010 r. generałowi przypisuje się zdanie z godz.10.39. Dwie minuty przed katastrofą miał odczytywać tzw. kartę podejścia, czyli listę procedur przed lądowaniem. Miał powiedzieć: ''Mechanizacja skrzydła przeznaczona jest...''. Teraz według ''Rz'' słowa te wypowiedział mjr Grzywna.

Inaczej jest w stenogramie ogłoszonym latem 2011 r. przez polską komisję. Tutaj gen. Błasik jest wymieniony w spisie osób, których głosy zidentyfikowano, i oznaczony skrótem ''DSP''- czyli Dowódca Sił Powietrznych. Ale słowa o ''mechanizacji skrzydła'' nie są już mu przypisane. Wypowiada je anonim. Według tego dokumentu generał zabiera głos trzy razy: tuż przed katastrofą podaje wysokość: 250 i 100 metrów, o 10.40 mówi: ''Nic nie widać''.

Dotąd nie podważano ustaleń Rosjan, że generał był w kokpicie (tam znaleziono jego ciało), że stał i nie był przypięty pasami. I najważniejsze: już samą jego obecność w kokpicie i MAK, i komisja Millera uznały za złamanie procedur.

Polska komisja stwierdziła, że nie było bezpośrednich nacisków na pilotów. Według raportu gen. Błasik do końca był obecny w kokpicie, ale ''zachowywał się biernie''. Komisja twierdzi nawet, że słowa gen. Błasika nie miały znaczenia, bo załoga ich nie słyszała. W części psychologicznej raportu jest mowa, że ''piloci byli pod presją sytuacji i czasu''.

Eksperci z MSWiA napisali, że generał wszedł do kokpitu o godz. 10:36:48. W stenogramie w tym momencie powtarzają się słowa: ''Witam, dzień dobry''. ''Komisja nie stwierdziła, aby po przyjściu do kokpitu dowódca, poza przywitaniem, absorbował w jakiś sposób załogę - nie wymagał złożenia meldunku o sytuacji i pogodzie, nie pytał, czy załoga potrzebuje jakiejś pomocy oraz jaką podjęto decyzję'' - czytamy w raporcie. Psycholog lotniczy, ekspert komisji, tłumaczył ''Gazecie'', że wejście generała ''było tylko elementem złożonego mechanizmu, presji pośredniej''.

MAK obecność generała zinterpretował bardziej stanowczo: uznał, że przyczyną katastrofy była błędna decyzja pilotów o próbnym podejściu do lądowania podjęta pod psychiczną presją ważnych osób na pokładzie, zwłaszcza dowódcy sił powietrznych.

Ujawnił, też wynik badania zwłok generała z informacją, że miał on we krwi alkohol. Wywołało to protesty strony polskiej.

Płk Edmund Klich, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, polski akredytowany przy MAK, jest bardzo sceptyczny wobec wczorajszych rewelacji. Odczytuje je jako polityczną grę, a tam, gdzie w grę wchodzi polityka - dodaje pułkownik - prawda nie jest ważna.

I przypomina, że to, czy generał wypowiedział przypisywane mu słowa, czy nie, w żaden sposób nie podważa rosyjskich i polskich ustaleń. - To, czy powiedział coś, czy nie, nie ma znaczenia. Był w kokpicie. Rozumiem, że wdowa po generale Błasiku chce go wybielić, ale to nie jest możliwe. Bo już sama jego obecność w kabinie to było złamanie procedur. Poza tym generał był odpowiedzialny za wyszkolenie 36. pułku, a wiadomo, że z wyszkoleniem było fatalnie. Gdyby generał na wysokości 100 m, gdy nie było widać ziemi, chciał przerwać lądowanie, to nikt by mu nie robił zarzutów, że wszedł do kabiny, choć nie miał prawa. Ale lądowania nie przerwał. Dla mnie gen. Błasik to postać tragiczna.

Klich od kilkudziesięciu lat bada wypadki lotnicze. Pytany, czy jest możliwe, by w tym typie samolotu w czasie katastrofy czyjeś zwłoki przemieściły się z części pasażerskiej do kokpitu, zdecydowanie zaprzecza: - Nie spotkałem się z taką sytuacją. Gdyby tak było, to do kabiny wpadłaby grupa pasażerów.

Co naprawdę jest w nowo odczytanych stenogramach? Oficjalnie dowiemy się tego w poniedziałek.

Sprawa się wyjaśni, pod warunkiem że prokuratura ujawni całość odczytanego stenogramu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5
  • 2
  • 2
  • 12
  • 163 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    98 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':