- Żaden chory nie powinien dostać leków ze zniżką, jeśli zjawi się w aptece z receptą, na której jest najmniejszy choćby błąd lub pieczątka "refundacja do decyzji NFZ" - zaapelowała wczoraj do farmaceutów Naczelna Rada Aptekarska (NRA).
Każdy aptekarz, który przyłączyłby się do protestu, miał oferować refundowane leki za 100 proc. ceny albo odsyłać chorych z powrotem do przychodni. Wielu pacjentów - szczególnie przewlekle chorych, których lekarstwa są drogie - wyszłoby z apteki z niczym. Gorączkowo szukaliby lekarzy, którzy nie protestują - wypisują recepty zgodne z nowym wzorem i nie stawiają pieczątek.
- Szacuję, że tylko co piąty pacjent zgłasza się do nas z receptą, którą można zaakceptować. Ale nawet jeśli wszystko jest w porządku, często okazuje się, że brakuje na recepcie numeru zgodnego z nowymi przepisami - mówi Stanisław Piechula z NRA.
Od 1 stycznia 20-cyfrowe numery recept miały zostać zastąpione przez 22-cyfrowe. Stare druki mają mieć numery zaczynające się od 00, a nowe - od 01. Jednak
NFZ spóźnia się z przydzielaniem nowych numerów. Ogromna większość lekarzy jeszcze ich nie ma, więc aptekarzom łatwo będzie znaleźć powód do odsyłania pacjentów z kwitkiem.
Dlaczego aptekarze zapowiedzieli protest? Nowa ustawa refundacyjna odbiera aptekom prawo do odwołania się w sądzie, jeśli kontroler z NFZ nałoży na nie karę. Aptekarze zapowiadali, że zaskarżą ten przepis do Trybunału Konstytucyjnego, bo - jak twierdzą - ogranicza ich prawa obywatelskie. Ale w poniedziałek minister zdrowia Bartosz Arłukowicz ogłosił, że nowelizując ustawę, przywróci prawo do odwołania. Zadbał o odpowiednią poprawkę. Jednak we wtorek Rada Ministrów ją wykreśliła. Zgodziła się tylko na poprawki wywalczone przez lekarzy. Gdy w środę posłowie pytali ministra, dlaczego rząd zmienił jego projekt, Arłukowicz nic nie odpowiedział.
Ministrowie pewnie uznali, że nie należy w ustawie poprawiać nic ponad to, co protestem wywalczyli lekarze. Farmaceutów zlekceważyli też posłowie. Zadbali o korzystną dla lekarzy zmianę przepisów, nie godząc się, by dotyczyła ona aptekarzy.
Chodzi o przepis o kontroli NFZ. Gdy lekarz uniemożliwia lub utrudnia
pracę kontrolerom, Fundusz ma prawo zerwać z nim umowę. Posłowie zaproponowali, by kara groziła lekarzom tylko za uniemożliwienie kontroli. Farmaceutom natomiast zostawili kary także za utrudnianie kontroli.
"Wszelkie zapewnienia ministra zdrowia i prezesa NFZ nie znalazły odzwierciedlenia w pracach legislacyjnych. Istnieje więc ryzyko, że odpowiedzialność za realizację wadliwych recept w okresie protestu lekarzy poniosą apteki i aptekarze. Zwracamy się więc do całego środowiska z apelem o realizację recept ściśle według przepisów" - napisał wczoraj do aptekarzy szef NRA Grzegorz Kucharewicz.
W nocy PO gasiła pożar. O godz. 22 w Sejmie posłanka Janina Okrągły zaproponowała zmiany w projekcie ustawy. Wróciło prawo aptekarzy do odwołania od decyzji NFZ. Nie było jednak mowy o zniesieniu kary za utrudnianie kontroli. O północy zebrała się komisja zdrowia.
Byłej minister zdrowia Ewy Kopacz, obecnie marszałek Sejmu, nie było na sali. Obrady prowadził Marek Kuchciński z
PiS. Minister Arłukowicz przepraszał za chaos.
Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, zapowiedział: - To zamieszanie pokazuje, że nie można ufać rządzącym. Dopóki ustawa nie będzie ostatecznie zmieniona, nie przestaniemy przybijać pieczątek.