http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Strzał o 10.15 - co robił płk Przybył przed i po strzale

Piotr Żytnicki, Wojciech Czuchnowski, Ewa Siedlecka
2012-01-10, ostatnia aktualizacja 2012-01-09 23:11

Samobójcza próba wiceprokuratora wojskowego w Poznaniu ujawniła potężny konflikt pomiędzy prokuraturą wojskową i nadzorującymi ją cywilami z Prokuratury Generalnej

Prokurator wojskowy postrzelił się podczas konferencji
fot. TVP Info
Prokurator wojskowy postrzelił się podczas konferencji
SONDAŻ
Czy Twoim zdaniem prokuratura wojskowa powinna podlegać cywilnej?

Tak
Nie
Trudno powiedzieć

Między świętami a sylwestrem zastępca szefa Prokuratury Wojskowej w Poznaniu płk Mikołaj Przybył był na urlopie. Wrócił do pracy w ubiegłym tygodniu, w środku afery wokół postępowania przeciwko innemu prokuratorowi - Markowi Pasionkowi z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Pułkownik pisze oświadczenie

Płk Przybył nadzorował i współprowadził tę sprawę. Chodziło w niej o przecieki ze śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Przełożeni Pasionka podejrzewali, że przekazuje on informacje politykom PiS, przedstawicielom amerykańskiego FBI oraz dziennikarzom TVN 24 i "Rzeczpospolitej".

Poznańska prokuratura wojskowa badała to przez rok. Gdy jesienią 2011 r. sprawę umorzono, okazało się, że śledczy w mundurach, chcąc uzyskać dane o informatorach dziennikarzy, pobrali wykazy ich połączeń telefonicznych. Na dodatek bez zgody sądu usiłowali nakłonić operatorów komórek do wydania treści dziennikarskich SMS-ów.

Kolejne rewelacje o nadużyciach w śledztwie opublikowały "Gazeta", "Rzeczpospolita" i TVN24.pl. Włączyła się cywilna Prokuratura Generalna, krytycznie oceniając działania wojskowych. Po pierwszych artykułach prok. Przybył wydał oświadczenie: wbrew faktom twierdził, że sięgając po billingi, nie wiedział, że chodzi o telefony dziennikarzy.

Od ubiegłego piątku pułkownik pracował nad nowym oświadczeniem. W weekend rozesłał je prokuratorom wojskowym w Poznaniu, prosząc o sugestie i poprawki.

W imię honoru

Podczas konferencji siada sam naprzeciwko dziennikarzy. W czterostronicowym emocjonalnym wystąpieniu oskarża media, które informowały o inwigilacji dziennikarzy, ale i prokuratorów cywilnych z Warszawy, o wydawanie pochopnych wyroków. Zdaniem pułkownika sprawa ma drugie dno - chodzi o zniszczenie prokuratury wojskowej i wydanie wojska na łup zorganizowanej przestępczości.

- Zostaliście zmanipulowani - mówi do dziennikarzy. Potem tłumaczy, że poznańska prokuratura wojskowa "prowadzi najpoważniejsze śledztwa dotyczące przestępstw gospodarczych o charakterze zorganizowanym na szkodę Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej".

Nie podaje szczegółów. Mówi tylko, że obejmują one "coraz większy zakres i prowadzą do ujawniania nowych nieprawidłowości oraz systemu przestępczych powiązań na styku działania prywatnej przedsiębiorczości i funkcjonariuszy państwowych decydujących o dystrybucji środków finansowych". Chodzi o "przestępstwa korupcyjne, mechanizmy ustawiania przetargów i wyłudzania ogromnych kwot z budżetu Wojska Polskiego".

- To właśnie z tego powodu jesteśmy bezpodstawnie atakowani - oświadcza. - A wy, dziennikarze, jesteście używani do kampanii mającej przekonać ośrodki decyzyjne o nieprzydatności i archaiczności systemu wojskowego wymiaru sprawiedliwości.

Chaos po strzale

O 10.15 prokurator kończy czytać i prosi, by dziennikarze na chwilę wyszli. - Wywietrzę tutaj - mówi płk Przybył na nagraniu kamery TVN 24, która pozostawała włączona.

Widać, jak dziennikarze wychodzą z sali, a uśmiechnięty Przybył chwilę stoi przy biurku. Sala pustoszeje. Słychać strzał i odgłos padającego na podłogę ciała. Do sali wbiegają dziennikarze.

Panuje chaos. Dziennikarz TOK FM Karol Kański wybiega na korytarz, zaczepia wojskowych prokuratorów. - Mówię im, że Przybył strzelił sobie w głowę. Nic nie powiedzieli, tylko odeszli. Byli w szoku.

Po chwili przyjeżdżają policjanci i cywilny prokurator. Ale wyprasza ich żandarmeria wojskowa. Ratownicy pogotowia wynoszą postrzelonego prokuratora do karetki. Wiozą go do szpitala.

Prokurator jest przytomny. Ktoś zauważa, że leżąc na noszach, rozmawia przez komórkę.

Po półtorej godziny pojawia się informacja, że stan płk. Przybyła jest stabilny. Prokurator postrzelił się w twarz, jego życiu nic nie grozi.

Wieczorem okazuje się, że nie jest konieczna nawet rekonstrukcja twarzy. Ma przejść zabieg. Jego stan jest na tyle dobry, że - jak mówią lekarze - następnego dnia mógłby zostać zwolniony do domu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':