http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prokuratura wojskowa sześć razy złamała prawo

Wojciech Czuchnowski, Ewa Siedlecka
2012-01-07, ostatnia aktualizacja 2012-01-07 07:27

Organy ścigania kolejny raz próbowały ustalić nazwiska informatorów dziennikarzy
Organy ścigania kolejny raz próbowały ustalić nazwiska informatorów dziennikarzy
Fot. Sławomir Kamiński / AG

Żądała od teleoperatorów - bez postanowienia sądu - ujawnienia treści SMS-ów z telefonów prokuratorów i dziennikarzy. Teleoperatorzy odmówili

Działo się to w postępowaniu o przeciek do mediów informacji ze śledztwa smoleńskiego prowadzonego przez poznańską prokuraturę wojskową.

Pod koniec grudnia media podały, że - by wykryć źródła informacji dziennikarzy (chronione tajemnicą dziennikarską) - prokuratura wydała postanowienia o sięgnięciu po wykazy połączeń Macieja Dudy z tvn24.pl i Cezarego Gmyza z "Rzeczpospolitej". A także prokuratora Marka Pasionka z Naczelnej Prokuratury Wojskowej (podejrzewanego o przeciek), wiceszefa tej prokuratury gen. Zbigniewa Woźniaka i prokuratora Prokuratury Generalnej Jerzego Engelkinga.

Chodziło o okres od kwietnia do listopada 2010 r. Tydzień temu napisaliśmy, że postanowienia poznańskiej prokuratury wojskowej - wydane przez kpt. Łukasza Jakuszewskiego - dotyczyły nie tylko billingów i wykazu SMS-ów, ale też ich treści. A treść korespondencji można wydać tylko za zgodą sądu.

Prokurator generalny Andrzej Seremet polecił więc Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie zbadać, czy rzeczywiście wojskowa prokuratura w Poznaniu złamała prawo. Ta zbadała i potwierdziła, że sześć postanowień zawierało żądanie wydania treści SMS-ów.

- Czytając pierwsze postanowienie w sprawie treści SMS-ów, myśleliśmy, że to pomyłka - mówi nasz informator z warszawskiej apelacji. - Kiedy jednak okazało się, że kwestia treści jest podnoszona w każdym z postanowień, uznaliśmy, że o pomyłce nie może być mowy. A prokurator albo nie zna prawa, albo je świadomie złamał.

Warszawska prokuratura w czwartek przesłała wnioski z kontroli do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta.

- Prokurator generalny zapozna się z wynikami kontroli w poniedziałek i wtedy będzie mógł to skomentować - powiedział nam jego rzecznik Mateusz Martyniuk. - Można się spodziewać, że przede wszystkim będzie oczekiwał podjęcia kroków przez przełożonego prokuratora, który wystawił postanowienia o wydaniu treści SMS-ów. I od naczelnego prokuratora wojskowego Krzysztofa Parulskiego.

Z akt sprawy wynika, że operatorzy oparli się bezprawnemu żądaniu prokuratury: "Uprzejmie informujemy, że zgodnie z obowiązującym prawem kontrola treści korespondencji, w tym treści przesyłanych poprzez SMS, dopuszczalna jest jedynie w trybie określonym odpowiednimi przepisami i odbywa się od momentu zarejestrowania w systemie obsługującym kontrolę treści korespondencji żądania wynikającego ze stosownego postanowienia sądu" - napisała do kpt. Jakuszewskiego spółka Polkomtel, operator sieci Plus.

Dodała, że "rejestrowanie treści przekazów bez stosownej podstawy prawnej stanowiłoby nie tylko naruszenie prawa telekomunikacyjnego, ale także rodzące odpowiedzialność karną naruszenie przepisów kodeksu karnego".

Podobna odpowiedź przyszła od operatora sieci Play, który przypomniał, że "do kontroli przekazów telekomunikacyjnych (w tym treści SMS) konieczne jest poprzedzające ją postanowienie sądu zobowiązujące operatora do dokonywania rejestracji". Operator sieci Orange nie pouczył prokuratora o obowiązującym prawie, ale przysłał tylko billingi i wykaz SMS-ów, bez ich treści.

Co grozi odpowiedzialnym za żądanie przekazania treści SMS-ów? Oprócz odpowiedzialności służbowej i dyscyplinarnej także odpowiedzialność karna - za przekroczenie uprawnień, które godziło w prywatność sprawdzanych dziennikarzy i prokuratorów.

Mec. Jacek Kondracki, pełnomocnik Cezarego Gmyza, zapowiada doniesienie do prokuratury. Oprócz kpt. Jakuszewskiego kłopotów może spodziewać się płk Mikołaj Przybył prowadzący śledztwo przeciekowe. I to nie tylko z powodu bezprawnego żądania przekazania treści SMS-ów.

Według jednego z rozmówców Prokuratury Generalnej pułkownik może mieć sprawę dyscyplinarną za świadome wprowadzenie w błąd opinii publicznej. Po ujawnieniu pierwszych szczegółów śledztwa w oficjalnym komunikacie oświadczył, że zwracając się o billingi telefoniczne, nie wiedział, że chodzi o numery dziennikarzy. A z akt śledztwa wynika, że musiał wiedzieć, bo śledztwo zaczęło się od pytań przesłanych prokuratorom przez Dudę i Gmyza. Na ich podstawie wszczęte zostało postępowanie "przeciekowe", a wśród pierwszych materiałów dowodowych były numery komórek dziennikarzy tvn24.pl i "Rz".

Czy wystąpienie o treści SMS-ów to wypadek przy pracy jednej prokuratury, czy szerszy problem? Zdaniem Martyniuka to przypadek odosobniony. - Nie przypominam sobie skarg operatorów na żądanie wydania treści SMS-ów bez zgody sądu - mówi.

A może jest tak, że treści SMS-ów bez zgody sądu pozyskiwane są nie przez prokuratorów - w ramach postępowania karnego - ale przez policję i służby? A potem prokurator "legalizuje" je, składając wniosek do sądu o zgodę na pozyskanie treści korespondencji z określonego telefonu i czasu, który służby i tak już mają?

- To bardzo prawdopodobne - uważa prof. Jan Widacki, b. wiceminister spraw wewnętrznych. - W praktyce wygląda to tak, że to policja czy np. CBA przychodzi do prokuratora z gotowym postanowieniem do podpisania. To policja i służby de facto decydują o dowodach, bo to one - w większości - prowadzą postępowania. Prokurator jedynie nadzoruje ich czynności.

Swobodny i niekontrolowany dostęp policji i służb specjalnych do danych teleoperatorów: billingów, wykazów SMS-ów, danych abonentów, danych z BTS (pozwalają zlokalizować, gdzie był w danym czasie właściciel telefonu komórkowego) i połączeniach komputerowych zaskarżyła latem zeszłego roku do Trybunału Konstytucyjnego rzecznik praw obywatelskich prof. Irena Lipowicz. Szczególną uwagę zwróciła na to, że sięganie po billingi i wykazy SMS-ów dziennikarzy łamie tajemnicę dziennikarskich źródeł informacji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 2
  • 3
  • 2
  • 42 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':