Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Każdego dnia w wypadkach drogowych ginie w Polsce 15 osób. W ciągu dekady zginęło ponad 55 tys. kierowców, pasażerów i pieszych. Krewni wielu z nich postawili na poboczach pamiątkowe krzyże, czasem małe pomniki.
Stoją nielegalnie, bo w tzw. pasie drogi mogą znajdować się wyłącznie znaki. Na inne obiekty - np. reklamy - trzeba mieć pozwolenie. Na krzyże też, ale o zgodę z reguły nikt nie występuje.
Czy krzyże są niebezpieczne? - Te zawieszone na drzewach nie, ale ustawione obok drogi już mogą pogarszać widoczność - ocenia Janusz Staniszewski, naczelnik wydziału ruchu drogowego pomorskiej policji. - Słyszałem opinie, że działają jako przestroga dla kierowców, ale to dotyczy chyba wąskiego grona osób, które znają okoliczności danego wypadku.
- Z roku na rok krzyży przybywa - mówi Aleksander Skrzypiński z Fundacji Pomocy Ofiarom Wypadków. - Możemy już mówić o zwyczaju polegającym na znakowaniu miejsca, w którym utracono bliską osobę. Dla wielu to miejsce jest tak ważne jak grób, w którym pochowano zmarłego.
W magazynie stołecznego zarządu dróg leżą 42 krzyże sprzątnięte w ostatnich latach z poboczy.
- Krzyż nie jest związany z drogą i nie powinien się pojawić w jej pasie - tłumaczy Karolina Gałecka z Zarządu Dróg Miejskich.
Warszawski samorząd jako jeden z nielicznych prezentuje jasne stanowisko. Przed laty także
Bydgoszcz chciała uprzątnąć krzyże, ale w ostatniej chwili prezydent miasta wstrzymał publikację ogłoszenia wzywającego właścicieli, by je usunąć.
Teraz powiat gdański szuka własnego sposobu - właśnie przyjął prawo, które pozwala pobierać opłaty za krzyże. Stawka dzienna podatku - 1 zł za metr kwadratowy. W zamian krzyż staje się legalny.
Starosta gdański wydał już oświadczenie, w którym tłumaczy, że nie jest przeciwnikiem krzyża i nie zamierza żadnego usuwać.
- Chodzi o to, by była możliwość legalnego postawienia. Jeśli wniosek z mapką terenu wpłynie i krzyż nie będzie powodował zagrożenia, wydamy zgodę. A jeśli decyzja będzie odmowna, to obywatel może się od niej odwołać.
- Czy ktoś się zgłosił?
- Do tej pory nikt - słyszymy w wydziale infrastruktury.
Stojących już krzyży starostwo gdańskie nie zamierza opodatkować, bo nie wiadomo, kto je postawił.
Zbigniew Kulwikowski, proboszcz w kaszubskim Żelistrzewie, usuwanie krzyży uważa za zamach na wiarę. Na stronie parafii opublikował swoją homilię, w której czytamy, że:
* walka z Krzyżem Zbawiciela trwa już 2 tysiące lat
* komuniści krzyż zastąpili młotem i sierpem
* Hitler z krzyża uczynił swastykę.
Węgry też w kłopocie
Stawianie przydrożnych krzyży to nie tylko polska specjalność, robią to też np. Węgrzy. Tyle że w sierpniu węgierski Zarząd Dróg i Autostrad zdecydował o usunięciu kilku tysięcy krzyży upamiętniających ofiary wypadków. Argumenty?
Bo rozpraszają uwagę kierowców i mogą przyczyniać się do kolejnych tragedii. Bo krzyżem jako symbolem religijnym nie powinno się szafować w miejscach publicznych.
Wiele węgierskich rodzin ofiar protestowało, oburzeni tłumaczyli, że każdy krzyż wiąże się z tragedią, a kierowcy zwalniają, gdy je widzą. Zarząd Dróg pozostał nieugięty.