PSL odpuściło sprawę sześciolatków, ale PO będzie musiała skorygować propozycję w sprawie składki zdrowotnej dla rolników - to uzgodnienia wczorajszego posiedzenia rządu. Sprawa składki nieoczekiwanie spadła wczoraj z posiedzenia Rady Ministrów. Rząd ma o niej dzisiaj dyskutować. Nową propozycję przedstawią premier Donald Tusk z ministrem zdrowia (bo ten resort przygotowuje projekt ustawy o składce dla rolników). Minister rolnictwa
Marek Sawicki (PSL) zapewnia ''Gazetę'', że w tej sprawie w koalicji jest zgoda.
- O składkę zdrowotną dla rolników koalicja rządowa się nie rozbije - mówi Sawicki.
Trybunał Konstytucyjny uznał, że fundowanie wszystkim rolnikom, nawet bogatym, składki zdrowotnej przez państwo jest niezgodne z konstytucją. Dlatego od lutego rolnicy sami będą musieli płacić składkę zdrowotną. Rząd musi więc przyjąć ustawę już w tym miesiącu.
Dotąd premier Tusk proponował, by państwo płaciło tylko za rolników, którzy posiadają mniej niż 6 hektarów ziemi. Rolnicy posiadający gospodarstwa od 6 do 15 ha mieliby zapłacić składkę w wysokości 18 zł, a ci, którzy mają powyżej 15 ha - 36 zł. Ale to nie podobało się ludowcom.
- Jest nowe rozwiązanie, zaprezentujemy je w środę - mówi nam Sawicki.
Według nieoficjalnych informacji w nowym projekcie ma zostać zapis, że za rolników, którzy mają mniej niż 6 ha ziemi, składkę zdrowotną będzie opłacało państwo. Za to dla tych, którzy mają powyżej 6 ha, wprowadzona zostanie jedna zasada: składka ma być uzależniona od wielkości gospodarstwa. Jeden z wariantów omawianych wczoraj przez polityków koalicji zakładał, że rolnicy mieliby płacić złotówkę od hektara.
PSL ugrał ustępstwa w sprawie składki, za to odpuścił w sprawie sześciolatków. Jeszcze tydzień temu wicepremier i szef ludowców Waldemar Pawlak proponował, żeby dać rodzicom wybór na zawsze, czy
dziecko pójdzie do szkoły w wieku sześciu, czy siedmiu lat.
Ale wczoraj rząd przyjął projekt MEN, który zakłada, że sześciolatki pójdą do szkoły obowiązkowo w 2014 r. Nie w 2012 r., jak zakłada ustawa oświatowa wprowadzona przez PO w poprzedniej kadencji. Przesunięcie tego terminu Platforma zapowiadała kilka razy: tuż przed wyborami chciała na przygotowanie szkół rok więcej, a po wyborach - dwa lata.
Teraz
rodzice mają wybór, czy posłać sześcioletnie dziecko do szkoły, czy zostawić w zerówce. Ale się opierają, do pierwszej klasy posłali zaledwie kilkanaście procent sześciolatków. Ich podstawowym argumentem jest słabe przygotowanie szkół na przyjęcie małych
dzieci (tłok, łączone klasy szescio- i siedmiolatków oraz brak świetlic).
Tłok robi się w zerówkach, bo od tego roku obowiązkowo chodzą tam już pięciolatki. Samorządy naciskają też na rodziców, żeby dzieci jak najwcześniej szły do szkół, bo na szkoły dostają dotację z
budżetu centralnego, a na przedszkola - nie.
Czy PSL odpuścił sprawę sześciolatków, żeby uzyskać korzystne dla rolników zapisy w sprawie składki zdrowotnej? Sawicki zaprzecza. - Dyskusja w koalicji to nie targi - mówi.
- To kompromis - mówi jednak Jan Bury, przewodniczący klubu PSL. - Chcieliśmy odsunąć w czasie reformę i tak się stanie. Nasza propozycja szła wprawdzie dalej, ale skoro się nie udało, dobrze, że są chociaż dwa lata więcej dla rodziców.
Tadeusz Sławecki, kandydat PSL na wiceministra edukacji: - Reformę trzeba przygotować, przed wszystkim finansowo, dwa lata to już coś.