http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego Szczuka nie zabije Łepkowskiej

Rozmawiała Agnieszka Kublik
2012-01-03, ostatnia aktualizacja 2012-01-03 13:36

Kazimiera Szczuka
Kazimiera Szczuka
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG

Kobieta ma małe dziecko tylko przez kilka lat, ale na rynku pracy jest za to kara przez całe życie: wolniej awansuje, mniej zarabia, ma dużo niższą emeryturę

Kazimiera Szczuka
Fot. Anna Bedyńska / Agencja Gazeta
Kazimiera Szczuka
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
rozmowa z Kazimierą Szczuką, publicystką, działaczką feministyczną

Agnieszka Kublik: Ilona Łepkowska, autorka scenariuszy najpopularniejszych polskich seriali, np. ''M jak miłość'', mówiła ''Gazecie'', że nie ma równouprawnienia, bo gdyby było, to mężczyźni mogliby rodzić dzieci. I prowokuje: ''Feministki mnie za to zabiją''. Zabiją?

Kazimiera Szczuka: Ani nam to w głowie. Feministki w ogóle żadnego mordu politycznego nigdy w dziejach nie popełniły. Nie jest też prawdą, że problemem feministek w Polsce jest Ilona Łepkowska i te wszystkie stereotypy sprzedawane masowej widowni ''ku pokrzepieniu serc''.

Średnie to pokrzepienie, raczej zaklinanie rzeczywistości albo wręcz trutka czasami, ale co z tego? Można tylko wzruszyć ramionami. Twierdzenie, że przyczyną dyskryminacji kobiet jest po prostu biologia, to banał niewnoszący nic do dyskusji. Wszyscy konserwatyści tak mówią. A nawet same feministki, bo trudno się z taką konstatacją nie zgodzić. Pytanie tylko, co dalej. Problemy, które Ilona Łepkowska usiłuje w ten sposób oddalić, są realne. Istnieje nierówność i dyskryminacja, ale ma to charakter społeczny i ekonomiczny, nie biologiczny. Owszem, Ilona Łepkowska ma szczególnego rodzaju rząd dusz w Polsce, jest autorką i producentką najpopularniejszych seriali i formułuje pewien wzór kultury masowej. Chyba powinien ten jej świat podlegać modernizacji, jakoś się zmieniać, bo realna rzeczywistość się zmienia.

Trochę się modernizują, nie ma tam tylko tradycyjnej rodziny, są samotne, pracujące kobiety, są rodziny z adoptowanymi dziećmi, są kobiety, które małe dzieci zostawiają i wyjeżdżają do pracy za granicę.

- Łepkowska powtarza, że ''feministki ją zabiją'', a nie martwi się, czy nie będą chcieli jej zabić biskupi. Nie musi. Praca zarobkowa kobiet albo adoptowanie dzieci to nie są kwestie zapalne. Natomiast jeżeli kobieta w serialu rozważa aborcję, wkrótce następuje jej cudowne ozdrowienie z raka. Jeżeli zdecyduje się na usunięcie ciąży, jest nieodwołalnie złą kobietą. A kwestie zapalne to dzieci z in vitro, pary homoseksualne, aborcja jako świadomy wybór kobiety czy jej wychodzenie ze związku, w którym jest przemoc. Jak rozumiem, o takich sprawach mówić w serialach nie należy. Ale najbardziej jednak zadziwiły mnie uwagi scenarzystki na temat sytuacji kobiet na rynku pracy.

Łepkowska nie ma racji, że kobieta z małym dzieckiem nie jest w pełni wydajnym pracownikiem?

- Może w jakimś sensie ma, ale co z tego? Kobieta ma małe dziecko tylko przez kilka lat, ale na rynku pracy jest za to karana przez całe życie: bo bardzo trudno jest jej wrócić po urlopie macierzyńskim czy wychowawczym, jak już się jej uda, to wolniej awansuje, mniej zarabia, w efekcie ma dużo niższą emeryturę niż mężczyzna w podobnej sytuacji.

Który też w końcu miał małe dziecko.

- No właśnie.

Łepkowska kobiecie z małym dzieckiem, która wraca do pracy tylko, by zarobić, doradza, by to sobie darowała.

- To zadziwiające, bo oznacza, że praca kobiety jest jakimś kaprysem znudzonej żony. Może tak być wśród ludzi zamożnych i takie przykłady podaje Łepkowska. Jej córka, koleżanki scenarzystki czy ona sama. Proszę bardzo, naśladujcie nas, panie z kas w Tesco! Zostańcie w domu. To absurd, bo przecież większości kobiet zwyczajnie nie stać na to, by nie pracować. Radziłabym Ilonie Łepkowskiej zbliżyć się do rzeczywistości.

Jak?

- Cóż, ciężkie czasy już nastały. Jak nie stracić pracy, mieć dzieci i zarobić na nie - to prawdziwa kwadratura koła. Byłabym ciekawa, jak radziłaby ten problem rozwiązać pani Łepkowska.

Podobno wyliczyłyście, że w jej serialach to kobiety częściej zmywają.

- Cha, cha, cha, jakie głupie te feministki, co? Tymczasem analizy seriali z punktu widzenia gender są bardzo ciekawe. I czasami bardzo zabawne, bo wszystkie stereotypy o polskiej rodzinności i miłym zaścianku widać jak na dłoni.

Łepkowska twierdzi, że kobietom nie pomoże zmiana prawa, bo samo życie to za nas załatwi. I rozumiem, że za to feministki mogłyby Łepkowską zabić, bo już wiemy, że życie tego nie załatwiło.

- I nie załatwi oczywiście. A prawo, na którego stanowienie kobiety powinny mieć wpływ, reguluje takie kwestie jak opłaty za przedszkola, dostęp do opieki medycznej, ochrona przed przemocą, ulgi podatkowe dla rodzin. Życie samo niczego nie załatwia. Dlatego kobiety muszą dziś solidarnie walczyć o swoje interesy.

Jak, skoro w Sejmie kobiety stanowią ledwo 24 proc., a część z nich to konserwatystki, które - jak Łepkowska - uważają, że życie to za nas załatwi?

- Jest jednak postęp. Rok 2012 uważam nawet za przełomowy w wielu sprawach. Wiele z tego to ''ściema'', jak pisała Agnieszka Graff, ale jednak dyskryminacja jest już dziś problemem, o którym mówi się na serio. Skończyły się śmichy.

Jak to zrobić, by przez pewien czas podyskryminować mężczyzn i w ten sposób wyrównać szanse? Szwedki tak właśnie zrobiły w zeszłym stuleciu.

- W Polsce to raczej niewykonalne. Należy raczej myśleć o wzmacnianiu kobiet na różne sposoby, o afirmowaniu różnych wzorów życia, samodzielności czy lojalności i zaufania nie tylko kobiet wobec siebie nawzajem, ale w ogóle społeczeństwa. Wiem, że to brzmi utopijnie, ale nie ma innej drogi. Patriarchalna rodzinność to bajka, która nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością. A będzie jeszcze mniej różowo w tym roku.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 35
  • 25
  • 10
  • 43
  • 14
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    149 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':