Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło w środę przygotowaną przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego rewolucyjną reformę procedury karnej. Sąd nie będzie już, jak dotychczas, sam ustalał prawdy (to tzw. system inkwizycyjny), lecz tylko oceniał argumenty przedstawione przez oskarżenie i obronę (tzw. system kontradyktoryjny). Kto będzie lepszy - ten wygra.
To - i związane z tym inne zmiany - ma radykalnie skrócić i uprościć proces karny. Ale czy nie przyczyni się do tego, że do więzień będą trafiać biedni, których nie stać na dobrego obrońcę, a bogaci się wykpią?
Rozmowa z adwokatem Mikołajem Pietrzakiem przewodniczącym komisji praw człowieka przy Naczelnej Radzie Adwokackiej Ewa Siedlecka: Pamiętamy, jak O.J. Simpson, znany futbolista, został uwolniony od zarzutu zabójstwa żony tylko dlatego, że miał sztab drogich adwokatów. Obalili oskarżenie z powodu błędów formalnych: policjant podniósł dowód gołą ręką, a nie w rękawiczce. Niedawno prezes
MFW Dominique Strauss-Kahn podejrzany o zgwałcenie pokojówki uniknął zarzutu, bo sztabowi prawników udało się - z wykorzystaniem mediów - przedstawić tę kobietę jako rozwiązłą, oszukującą urząd imigracyjny i mającą podejrzane kontakty. Czy czeka nas sprawiedliwość dla bogatych?
Mikołaj Pietrzak: Wymiar sprawiedliwości zawsze zależy od jakości prawników - w każdym systemie. Dlatego trzeba się bać nie kontradyktoryjności, tylko złej jakości prawników. - Zresztą propozycje Komisji Kodyfikacyjnej są tylko krokiem w kierunku kontradyktoryjności. Daleko im do systemu w pełni kontradyktoryjnego, np. angielskiego i walijskiego, gdzie strony same wzywają świadków, a nawet ich doprowadzają. Sędzia nadal pozostaje tym, który wzywa świadków i może ich przesłuchiwać. Może też, jeśli uzna to za potrzebne, sam przeprowadzić jakiś dowód: wezwać świadka, zlecić ekspertyzę.
Może, ale nie musi. Sędziom może się nie chcieć. - Ja myślę, że zwycięży przyzwyczajenie i będą się "wtrącać". Przynajmniej z początku.
Zresztą jeśli należy bać się złych adwokatów czy prokuratorów w modelu kontradyktoryjnym, to w modelu inkwizycyjnym należy bać się złych sędziów. W naszym systemie, jak ktoś ma nawet wybitnego adwokata, a trafi na złego sędziego - to adwokat niewiele mu pomoże. Sędzia postanowi po swojemu i zostaje tylko nadzieja, że w sądzie odwoławczym trafi się na dobrego sędziego.
Poza tym adwokata można wybrać, można zmienić w trakcie procesu. Sędziego się nie wybiera.
Nie każdy może przebierać w adwokatach. Przy sędzi, który tylko rozstrzyga pojedynek, może już tylko liczyć na nieudolność prokuratora. - I o to bardziej bym się martwił: o bierność oskarżyciela. Bo dziś na salach sądowych to nie adwokaci, ale prokuratorzy są bierni. Przychodzą często, nie znając akt, bo rzadko się zdarza, żeby przed sądem stawał prokurator, który prowadził śledztwo. Nierzadko jest to prokurator, któremu akurat tego dnia wypada sesja sądowa i na przygotowanie się do sprawy miał kilka godzin.
Dziś sąd praktycznie za niego wykonuje całą robotę. Dlatego obawiam się, że jeśli reformie procedury karnej nie będzie towarzyszyć reforma prokuratury, to ten system załamie się po stronie oskarżenia. Będą nie tyle niesprawiedliwe skazania, ile niesprawiedliwe uniewinnienia.
A reforma obrony? Prof. Piotr Hofmański, prezentując projekt Komisji Kodyfikacyjnej, podkreślał, że obrona jest prawem, a nie obowiązkiem. Więc jeśli oskarżony nie chce się bronić - nie musi. A jeśli chce się bronić, ale nie umie, a adwokat mu nie pomaga? - Jeśli mamy iść w kierunku kontradyktoryjności procesu, to konieczna jest równoległa reforma obrony. Od obrońców należy oczekiwać takiego samego zaangażowania w sprawy z urzędu jak w sprawy z wyboru. Trzeba jednak podnieść stawki za obronę z urzędu, żeby dobrym adwokatom opłacało się je brać.
Komisja Europejska przygotowuje dyrektywę na temat minimalnych standardów obrony w procesie karnym: jakości usług obrońcy i ich dostępności. Reforma jest więc nieuchronna.
Na czym polega wyższość modelu kontradyktoryjnego nad inkwizycyjnym, poza tym, że procesy są sprawniejsze? - Na tym, że pozwala sędziemu być obiektywnym.
Miałem niedawno okazję obserwować proces przed angielskim sądem, odpowiednikiem naszego sądu okręgowego. Z fascynacją patrzyłem na sędziego, który tylko siedział, słuchał i obserwował. Prawie nie zadawał pytań. Skupiał się wyłącznie na tym, co działo się na sali. Strony przedstawiały świadków, przesłuchiwały ich, przeprowadzały swoje linie obrony i oskarżenia - a sędzia wyciągał wnioski.