http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zawód wliczony w cenę domu

rozmawiał Bartosz Sendrowicz
2011-12-27, ostatnia aktualizacja 2011-12-26 17:37

Reglamentowanie zawodów takich jak konserwatorzy i operatorzy dźwignic i dźwigów jest zbędne. Ich kwalifikacje powinni oceniać przedsiębiorcy
Reglamentowanie zawodów takich jak konserwatorzy i operatorzy dźwignic i dźwigów jest zbędne. Ich kwalifikacje powinni oceniać przedsiębiorcy
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta

Mamy najwyższą liczbę zawodów regulowanych w Europie, aż 380. Oprócz zawyżania cen usług wiąże się to z wysokim bezrobociem wśród osób młodych, emigracją zarobkową i niższą konkurencyjnością polskiej gospodarki

Nurek jest zawodem reglamentowanym
Fot. Rafał Mielnik / Agencja Gazeta
Nurek jest zawodem reglamentowanym
Bibliotekarz również
Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta
Bibliotekarz również
Rozmowa z dr. Stanisławem Tyszką , dyrektorem Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej walczącej o otwarcie dostępu do zawodów regulowanych

Bartosz Sendrowicz: Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad listą zawodów, do których można otworzyć dostęp. Ma tam być 130 profesji. Które?

Stanisław Tyszka: W resorcie transportu jest zbyt dużo zawodów reglamentowanych, w Ministerstwie Zdrowia też jest spore pole do manewru - asystentka czy higienistka dentystyczna to zawody, które można otworzyć. Podobnie jak podległe resortowi finansów: makler, doradca inwestycyjny czy doradca podatkowy. Ministerstwo Kultury nadzoruje np. takie zawody jak muzealnicy, bibliotekarze, różni konserwatorzy - też powinny być otwarte. Mamy wiele kwiatków - np. konserwatorzy dźwignic i dźwigów i oddzielnie operatorzy dźwignic oraz dźwigów. Ich reglamentowanie jest zbędne. Ocena kwalifikacji osób w tych zawodach powinno być zostawiona przedsiębiorcom. Oni sami wiedzą najlepiej, jakich ludzi potrzebują.

Obawiam się, że proponowana przez ministra Jarosława Gowina deregulacja napotka duży opór grup zawodowych. Tak było, gdy rząd w poprzedniej kadencji próbował otworzyć zawód pośredników obrotu nieruchomościami. Środowisko szybko i skutecznie zorganizowało się przeciwko temu.

Deregulacja nie musi oznaczać zniesienia wszystkich wymogów. Można zostawić np. obowiązek ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej dla osób wykonujących dany zawód.

Dlaczego w ogóle zamyka się dostęp do zawodów?

- To wynika z interesów określonych grup, które w momencie zdobycia mocniejszej pozycji na rynku zamykają się na nowych członków po to, aby ograniczyć konkurencję. To pozwala np. utrzymywać ceny świadczonych usług na nierynkowym, zawyżonym poziomie.

Jakie są skutki regulowania dostępu do zawodów?

- Mamy najwyższą liczbę zawodów regulowanych w Europie, aż 380. Oprócz zawyżania cen usług wiąże się to z wysokim bezrobociem wśród osób młodych, emigracją zarobkową i niższą konkurencyjnością polskiej gospodarki. Część młodych osób, nawet jeśli posiada kierunkowe wykształcenie, woli wyjechać za granicę i tam zarabiać, niż czekać długie lata, aż uda im się spełnić wymogi określonej korporacji zawodowej.

W których sektorach gospodarka traci?

- W najróżniejszych: od ochrony środowiska, przez obrót nieruchomościami, transport, po budownictwo i szeroko rozumianą służbę zdrowia. To potencjalnie setki tysięcy miejsc pracy. Mają one kolosalny wpływ na kondycję rynku pracy i konkurencyjność gospodarki.

Przedstawiciele zawodów reglamentowanych mówią, że pracują u nich najlepsi, a to gwarancja najwyższej jakości usług.

- To kwestia ochrony interesu publicznego. Trzeba się zastanowić, kiedy regulacja rzeczywiście go chroni, a kiedy chroni interesu grupy wykonującej dany zawód. To konflikt interesów ogółu konsumentów i wąskich grup. Są zawody, w których konieczne jest ograniczenie - nie każdy może być lekarzem, otworzyć gabinet i zacząć leczyć. Ale z drugiej strony szereg zawodów nie musi być reglamentowanych. Najwięcej, bo około setki zawodów w Polsce podlega Ministerstwu Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, to np. nurkowie, marynarze, kierownicy pociągów. Sporo jest też ich w Ministerstwie Środowiska, np. aż 11 kategorii geologów, w Ministerstwie Administracji - kilka kategorii geodetów. To się powinno zmieniać.

Które profesje potrzebują otwarcia najbardziej?

- W raporcie naszej fundacji postulujemy otwarcie 278 zawodów - co ułatwiłoby też życie zwykłym ludziom. Weźmy np. zawód pośrednika w obrocie nieruchomościami. Żeby nim zostać, trzeba wydać kilkanaście tysięcy złotych, mieć odpowiednie wykształcenie i licencję. Pośrednik pobiera prowizję od obu stron transakcji. Efekt jest taki, że sprzedający nie chce tracić, więc podwyższa cenę nieruchomości o tę prowizję. Otwarcie dostępu do tego zawodu obniżyłoby cenę nieruchomości. Tak jest np. w Czechach - wystarczy zarejestrować działalność i można pośredniczyć w obrocie nieruchomościami.

Jak otwarcie zawodów wpłynie na pracę ich przedstawicieli?

- Wykonujący dziś te zawody będą mieli większą konkurencję, spadną ich zarobki, a wzrośnie konieczność doskonalenia się i dokształcania. Absolwenci natomiast nie będą musieli ''stać w kolejce'' do wyuczonego zawodu, nie będą musieli wyrabiać licencji, będą płynnie wchodzić na rynek pracy. Nie boję się obniżenia jakości usług, bo wzrost konkurencji raczej będzie sprzyjał jej podniesieniu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 1
  • 4
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':