Pretekstem do rozwiązania rodzinnego domu dziecka jest raport pracownic biura rzecznika praw dziecka. 11 października były u Berlińskich na kontroli. W raporcie czytamy m.in., że Berlińscy niewłaściwie żywią
dzieci: odgrzewają kaszę z dnia poprzedniego, a
obiad podają tylko jednodaniowy. Zamykają spiżarnię na klucz. W pokojach brakuje lampek nocnych, a meble ''sprawiają wrażenie przypadkowych''. Wychowankom dają za małe kieszonkowe i nieprawidłowo prowadzą dokumentację postępów wychowawczych.
Raport zaleca poprawienie niedociągnięć w ciągu 30 dni. Termin upływa w piątek 23 grudnia, ale już 16 grudnia starosta Pruszkowa Elżbieta Smolińska zwołała konferencję prasową: - Rzecznik stwierdził, że Berlińscy uporczywie naruszają prawa dziecka. Dlatego zwróciliśmy się w trybie pilnym do wojewody o zamknięcie ich placówki - mówiła.
Berlińscy: Powiat nas sabotuje Berlińscy należą do Mazowieckiej Fundacji Rodzin Zastępczych. Maria Berlińska, z wykształcenia teolog, wcześniej była koordynatorem dla Warszawy ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Jerzy był nauczycielem. Wychowali pięcioro własnych dzieci, od dziewięciu lat są rodziną zastępczą.
Od kilku lat są w konflikcie z powiatem, który - jak twierdzą - sabotował ich plany przekształcenia rodziny zastępczej w rodzinny dom dziecka, co pozwalało wziąć pod opiekę więcej dzieci.
W 2006 r. tuż przed wyborami, Berliński jeździł po Piastowie
samochodem z napisem: ''Smolińska - NIE! 60 dzieci w domach dziecka''. Na radę powiatu przychodził z transparentami, rozdawał ulotki, że starosta Smolińska od 2002 r. negatywnie opiniuje jego wnioski o utworzenie rodzinnego domu dziecka. A dzieci odebrane rodzicom wysyła do państwowych placówek. W 2008 r. Berlińscy poprosili o wsparcie media - przyjechała
telewizja, gazety. Starostwo się ugina. - Ale nie kryje niezadowolenia. Uważa, że wymusiliśmy ich zgodę - mówi Berlińska.
Powiat: Berlińscy wymusili zgodę na dom Pierwsze doniesienie na Berlińskich do prokuratury Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie (PCPR) wysyła w grudniu 2008 r. Berlińska miała uderzyć podopieczną. Nastolatka szybko przyznaje się do kłamstwa, ale śledztwo trwa rok. Opiekunowie są oczyszczeni z zarzutów.
Berlińska: - Od tamtej pory co chwila jest jakaś kontrola: policji, sanepidu, wojewody. PCPR gromadzi dokumenty: ze szkoły, że Zosia miała brudne włosy, że Adam nie ma śniadania. Wszystko ma świadczyć, że ''rażąco'' zaniedbujemy dzieci.
Kolejne zawiadomienie wpływa w 2010 r. Dotyczy znęcania się nad wychowankami i przywłaszczenia ich mienia. Niespełna 18-letni Marek zeznaje, że złamano mu rękę oraz, że zamykano go za karę w ''lochu''.
Berlińska: - Marek miał 17,5 roku. Kiedy wrócił pijany i po raz kolejny nas okradł, zaproponowaliśmy mu zamieszkanie w domku w ogrodzie aż do usamodzielnienia. W domku były meble, było ciepło.
Prokuratorskie śledztwo trwa kilka miesięcy. Prokurator sprawdza stan domku, przesłuchuje psychologów, opiekunów, nauczycieli i rodziców dzieci. Sprawę umarza w maju 2011 r.
Marek mówi dziś, że mieszkał w domku z własnej woli. Tłumaczy, dlaczego w prokuraturze zeznał inaczej: - W PCPR powiedzieli, że załatwią mi mieszkanie. Ja bym sprawy nie zakładał, ale mnie przekupili.
Mieszkania zresztą do dziś nie dostał.
We wtorek próbowałam porozmawiać z Mariolą Stecko, p.o. dyrektora PCPR w Pruszkowie. Odesłała mnie do rzecznika Agnieszki Kuruliszwili. Usłyszałam, że mam przesłać pytania mailem.
Hanna Kuran, członek zarządu powiatu pruszkowskiego: - Sprawa jest w toku, każdy nowy fakt będzie zbadany. Dla nas najważniejsze jest dobro wychowanków. I tyle mogę powiedzieć.
Kontrola: Berlińscy zaniedbują dzieci Kontrola z Biura Rzecznika Praw Dziecka przyjeżdża na zaproszenie Berlińskich. - Donosy PCPR-u do prokuratury fatalnie wpływały na funkcjonowanie całego domu - chcieliśmy udowodnić, że wszystko jest OK.
Kontrolerki przychodzą dwa razy. Raz dzieci nie ma - są w szkołach, potem, gdy wracają, rozmawiają tylko z 13-letnią dziewczynką i 12-letnim chłopcem, choć wychowanków jest sześcioro. Z Markiem spotykają się w PCPR.
Dzieci uważają, że raport nie pokazuje prawdy o domu. W petycji, którą zamieściły w internecie, piszą ''urzędy chcą zlikwidować nasz dom, pod pretekstem wielu kłamstw''.
Trzy wychowanki chodzą do społecznego
gimnazjum przy ul. Raszyńskiej. Krystyna Starczewska, dyrektorka szkoły: - Decyzja starostwa to działanie na szkodę dziecka. Berlińscy są wzorowymi rodzicami.
Na korzyść Berlińskich świadczą też kuratorzy sądowi. Prezes sądu w Pruszkowie, sędzia Ada Sędrowska: - Do tej placówki kierowane są dzieci bardzo skrzywdzone, trudne. Gdyby działa im się tam krzywda, kuratorzy by to stwierdzili.
Rzecznik: Przeciw rozwiązaniu placówki Rzecznik praw dziecka Marek Michalak jest oburzony sprawą: - Nie było intencją Biura likwidowanie tej placówki i przenoszenie dzieci! Z raportu to nie wynika!
Wysłał już do starostwa pismo, rozmawiał z wojewodą i wysłał mu wniosek o wycofanie zgody na likwidację placówki. W środę spotkał się z wychowankami Berlińskich. - Mam nadzieję, że je uspokoiłem - mówi.
Berlińscy: - Dzieci, które są z nami od dziesięciu lat, miałyby po raz kolejny przeżyć stratę domu? Zrobimy wszystko, żeby dzieci miały dobre święta.
PS. Imiona dzieci zostały zmienione