http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Vaclava Havla wspominają

pap, d
2011-12-18, ostatnia aktualizacja 2011-12-18 23:22

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Obywatel Havel"

Był wielkim przyjacielem Polski

Vaclav Havel składa kwiaty na grobie ks. Jerzego Popiełuszki
Fot. SLAWOMIR KAMINSKI
Vaclav Havel składa kwiaty na grobie ks. Jerzego Popiełuszki
Adam Michnik odebrał nagrodę im. Hanno R. Ellenbogen z rąk Vaclava Havla
Fot. STANISLAV ZBYNEK AP
Adam Michnik odebrał nagrodę im. Hanno R. Ellenbogen z rąk Vaclava Havla
Obchody 25 rocznicy podpisania porozumień sierpniowych. Przed historyczna brama nr 2 Stoczni Gdańskiej Vaclav Havel, Lech Walesa, Aleksander Kwasniewski, Jose Manuel Baroso i Wiktor Juszczenko włożyli w szczeble bramy goździki
fot. Damian Kramski / AG
Obchody 25 rocznicy podpisania porozumień sierpniowych. Przed historyczna brama...
Vaclav Havel w redakcji ''Gazety''
Fot. Krzysztof Miller / AG
Vaclav Havel w redakcji ''Gazety''
05.09.2007 r. Vaclav Havel z Aleksandrem Kwaśniewskim na Forum Ekonomicznym w Krynicy
Fot. Krzysztof Karolczyk/AG
05.09.2007 r. Vaclav Havel z Aleksandrem Kwaśniewskim na Forum Ekonomicznym w...

Zobacz także: zdjęcia | Wspominają Havla | Havel w rozmowie z Adamem Michnikiem | ''To była rewolucja artystów'' - Havel na 20 rocznicę aksamitnej rewolucji | laudacja Bronisława Geremka na cześć Vaclava Havla - 1999 r. | złóż kondolencje



Jan Lityński, b. opozycjonista, b. poseł Unii Wolności, dziś doradca prezydenta RP

Po raz pierwszy spotkaliśmy się z Havlem w lipcu 1978 r. na Śnieżce. Było to spotkanie sygnatariuszy czechosłowackiej Karty 77 i działaczy KOR. Z polskiej strony był Adam Michnik, Jacek Kuroń, Antoni Macierewicz i ja. Havel dotarł m.in. z Martą Kubiszovą, piosenkarką, która miała zakaz występowania w Czechosłowacji. Spotkanie trwało kilka godzin i było bardzo intensywne. My przyszliśmy z pustymi rękami, a Havel miał wódkę myśliwską z twarzą myśliwego na nalepce. To stąd pochodzi anegdota: wódka może być z ludzką twarzą, ale socjalizm nie.

Uzgodniliśmy tekst deklaracji na dziesiątą rocznicę interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Rozmawialiśmy o możliwościach i sposobie działania opozycji w naszych krajach. Havel miał sporo przemyśleń w tej sprawie. Michnik w pewnym momencie powiedział, żeby spisał to, co mówi. To była jedna z inspiracji do napisania przez Havla eseju "Siła bezsilnych".

Próbowaliśmy jeszcze spotkać się dwa razy w tym samym roku, ale za drugim razem nas aresztowano. Byliśmy kiepskimi konspiratorami, wyznaczając spotkanie po raz drugi w tym samym miejscu. Kolejnym razem spotkaliśmy się już w schronisku. Pamiętam, że piliśmy grog.

Potem nastąpiła przerwa w spotkaniach, bo Havel i Peter Uhl siedzieli w więzieniu, choć kontakty między opozycją polską i czechosłowacką były. Kolejne spotkanie odbyło się w 1988 r. u stóp Śnieżnika, a potem pojechaliśmy do Pragi już jako posłowie "Solidarności" po wyborach 4 czerwca 1989 r.

Havel był człowiekiem o myśleniu antypolitycznym, który został politykiem. Chyba nie chciał nim być, interesowała go za to działalność publiczna. W polityce pozostał taki sam jak w opozycji. Bardziej niż sprawy bieżące i taktyka interesowały go szersze problemy, perspektywa dalekowzroczna.

Zbigniew Janas, b. działacz "Solidarności" w Ursusie, polityk Unii Demokratycznej i Unii Wolności

Havla poznałem w 1979 r. za sprawą jego tekstu "Siła bezsilnych". Byłem wtedy prostym robotnikiem. Uderzyło nas, ile jest tam o nas, ile możemy zrobić jako opozycja metodami pokojowymi.

Potem wszedłem do zespołu organizującego spotkania Solidarności Polsko-Czechosłowackiej. Odpowiadałem za miejsca spotkań, kody. Podczas jednego z takich spotkań poznałem Havla osobiście. To były prawdziwe spotkania przyjaciół, a nie tylko opozycjonistów. Trochę podczas nich knuliśmy, ale także piliśmy wódkę i piwo, jak to się robi wśród przyjaciół.

Byłem wśród posłów „Solidarności”, którzy pojechali do Pragi w sierpniu 1989 r. już na dyplomatycznych paszportach. Czechosłowacja była jeszcze przed aksamitną rewolucją, ale my już czuliśmy wolność w powietrzu. Havel przyjął nas w swoim letnim domku w Hradeczku. Na drzwiach wymalował czerwony napis: „Witam przyjaciół z polskiej »Solidarności «”. Rozmawialiśmy o polityce. Havel skarżył się, że nie może spać, bo nie wie, czy ma wzywać ludzi do wyjścia na ulice. Obawiał się prowokacji i krwawej rozprawy władz z demonstrantami. Wydarzenia potoczyły się jednak bardzo szybko i pokojowo.

Potem byliśmy u niego już jako prezydenta Czechosłowacji. Pamiętam dość surowy gabinet, który przejął po komuniście Gustavie Husaku, i żelazne krzesła w nim. Żartowaliśmy, czy aby nie są to krzesła elektryczne.

Przygotowywałem pierwszą wizytę Havla jako prezydenta Czechosłowacji w Polsce. W Warszawie był jeszcze komunistyczny ambasador i Havel nie miał do niego zaufania. Dziś to niepojęte, że ja, poseł innego państwa, szykowałem taką wizytę, ale takie były czasy. Havel pytał nas, kto powinien zostać ambasadorem Czechosłowacji w Warszawie.

Utrzymaliśmy kontakt do końca. Byliśmy w przyjaźni. Wiedziałem, że Vaszek coraz gorzej się czuje, ale do końca liczyłem, że może wyzdrowieje. Szkoda, że nie będzie go na prezentacji jego książki we Wrocławiu.

Tomasz Dostatni, dominikanin

Dla Václava Havla ważny był "horyzont" wartości duchowych, moralnych - taki na przedłużeniu myślenia Jana A. Komenskiego, Tomasza G. Masaryka czy Jana Patoeki, Karty 77 i powstałego po wybuchu aksamitnej rewolucji Forum Obywatelskiego. Prawda, wolność, poświęcenie interesu własnego na rzecz interesu ogółu. Ten "horyzont" pokazywał kierunek, choć stale uciekał. Havel starał się też mówić o "minimum moralnym dla świata" - fundamencie, na którym warto budować życie osobiste i zbiorowe.

Był przede wszystkim dramaturgiem, który stał się prezydentem, czyli główną postacią dramatu nowego, postkomunistycznego świata. O tym dramacie mówi jego sztuka i film "Odejścia" (2007), choć wielu tego nie chciało zrozumieć. Był postacią uwielbianą i odrzucaną - przez tych, dla których był sumieniem wolności.

Jacek Sieradzki, redaktor miesięcznika "Dialog" poświęconego dramaturgii współczesnej

Mam ogromny sentyment do dramaturgii Vaclava Havla, choć zdaję sobie sprawę, że ta sympatia nie rozciągnie się pewnie poza moje pokolenie. I to nie całe. Havel miał spore ambicje literackie, przed 68 rokiem próbował stworzyć własny gatunek teatru absurdu. Ale nie za to cenię go najbardziej. Ważniejszy jest dla mnie cykl miniatur o Ferdynandzie Wńsku, czyli "Audiencja", "Protest", "Wernisaż", wystawiane m.in. przez Faliksa Falka w latach 80. w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Havel świetnie pokazał w nich zderzenie pokornego opozycjonisty z oportunizmem społeczeństwa. W tym właśnie widział źródło trwałości reżimów - w powszechnym oportunizmie, nie w okrucieństwie władzy. Fantastyczne teksty, zjadliwe, niemiłosiernie. Nic więc dziwnego, ze te miniatury dość szybko zeszły z afisza. Nikt nie lubi, jak mu się podstawia takie lustro.

Jego ostatni dramat "Odejścia", wystawiony przez Izabellę Cywińską w warszawskim Teatrze Ateneum, opowiadał o znikczemnieniu polityki. Można się spierać czy był to temat nowy, ale dla Havla autora i dla Havla polityka - z pewnością najważniejszy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':