http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koniec awantury o recepty

Judyta Watoła
2011-12-17, ostatnia aktualizacja 2011-12-16 19:43

Kolejka w rybnickiej aptece
Kolejka w rybnickiej aptece
Fot. Dominik Gajda / Agencja Gazeta

Izby Lekarskie zawieszają protest. Po 1 stycznia lekarze będą wypisywać normalne recepty, a nie pełnopłatne. Ale pacjenci w poradniach będą składali oświadczenia, że są ubezpieczeni

SONDAŻ
Czy to dobrze, że lekarze postanowili zawiesić swój protest?

Tak, ubezpieczeni Polacy mają prawo do zakupu refundowanych leków
Nie, powinni nadal walczyć o swoje
Nie wiem

Lekarze od wielu tygodni grozili, że od nowego roku będą wypisywać pełnopłatne recepty. Powód: nie podobają im się zapisy nowej ustawy refundacyjnej, która ma obowiązywać od 1 stycznia.

Ustawa ma ograniczyć rosnące z roku na rok wydatki na leki. W tym roku NFZ zapłaci za nie 8,7 mld zł. W przyszłym ma to być pół miliarda mniej. Ustawa narzuca bowiem funduszowi sztywny limit wydatków na refundację - nie mogą przekroczyć 17 proc. całego budżetu na leczenie.

Jak to osiągnąć przy rosnących cenach leków? Ustawa kończy z promocyjną sprzedażą leków za grosz, ponieważ pacjenci kupowali je na zapas, a to napędzało wydatki NFZ (straty z tego powodu szacowano na 400 mln zł). Od stycznia we wszystkich aptekach będą obowiązywały jednakowe ceny urzędowe ustalone po negocjacjach z producentami. Do tego firmy farmaceutyczne będą musiały zwracać funduszowi pieniądze, jeśli wydatki na refundację ich leków będą gwałtownie rosły.

By pilnować pieniędzy na leki, NFZ będzie też mógł ostrzej niż dotąd kontrolować wystawianie recept - i to właśnie nie spodobało się lekarzom.

Ustawa narzuca doktorom obowiązek sprawdzania, czy pacjent jest ubezpieczony. Problem w tym, że tylko mieszkańcy województwa śląskiego mają elektroniczne karty ubezpieczenia. W innych województwach jest trudniej: trzeba w szpitalach i poradniach pokazywać zaświadczenia z zakładu pracy - potwierdzające, że opłaca on za nas składki zdrowotne. Takie zaświadczenia są ważne tylko przez miesiąc.

Jeśli lekarz wystawi nieubezpieczonemu pacjentowi refundowaną receptę, NFZ będzie mógł zażądać od niego zwrotu pieniędzy za przepisane leki i nałożyć karę. Zgodnie z ustawą lekarze muszą też wpisywać na recepcie kwotę refundacji, czyli informację, czy dany lek jest na ryczałt, czy też pacjent pokrywa jego koszt w 30 lub 50 proc.

Lekarzom nie podoba się także, że nowa ustawa pozwala urzędnikom NFZ dowolnie oceniać, czy na recepcie znalazły się właściwe dla pacjenta leki, i na tej podstawie nakładać na nich dodatkowe kary finansowe.

W ubiegłym roku NFZ skontrolował recepty wystawiane przez 1,3 tys. lekarzy (aktywnych zawodowo jest ponad 100 tys.) o łącznej wartości ponad 307 mln zł. W wyniku kontroli fundusz zażądał zwrotu 5 mln zł. Lekarze obawiają się, że po wejściu w życiu nowych przepisów kary za recepty z błędami będą dużo wyższe.

Naczelna Rada Lekarska oraz Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy od wielu tygodni domagały się zmiany ustawy lub opóźnienia jej wejścia w życie. Ogłosiły, że jeśli to nie nastąpi, od stycznia będą wypisywać pełnopłatne recepty z pieczątką ''refundacja do decyzji NFZ''.

Ministerstwo Zdrowia twardo obstawało jednak przy swoim: ustawa wejdzie w życie 1 stycznia niezmieniona. Wczoraj minister Bartosz Arłukowicz zjawił się jednak na posiedzeniu Naczelnej Rady Lekarskiej i doszło do kompromisu.

- Nie będzie pełnopłatnych recept, przynajmniej do 25 lutego, kiedy odbędzie się nasz zjazd - ogłosił po spotkaniu z ministrem Maciej Hamankiewicz, szef Naczelnej Rady Lekarskiej.

Do tego czasu zespół złożony z lekarzy, aptekarzy i urzędników ministerstwa ma opracować propozycje zmian najbardziej kontrowersyjnych przepisów ustawy refundacyjnej. Póki nie powstaną, obowiązywać będą przygotowane już przez resort ''przepisy doprecyzowujące niejasności w sprawie wypisywania recept''.

I tak, jeśli pacjent nie będzie miał przy sobie zaświadczenia od pracodawcy, do wystawienia refundowanej recepty wystarczy złożone na piśmie oświadczenie, że jest ubezpieczony.

Lekarze będą musieli wpisywać na receptach kwotę refundacji leków, ale jeśli się pomylą, pacjenci nie będą odsyłani z aptek. Farmaceuci będą mogli na takie recepty nanieść poprawki i jednak wydać leki.

Ministerstwo Zdrowia i NFZ zapewnili też lekarzy, że kontrolerzy będą oceniać jedynie, czy leki przepisywane pacjentowi są zgodne z postawioną mu diagnozą. Nie będzie więc dowolności ze strony kontrolerów.

Kompromis między radą lekarzy a ministerstwem krytycznie ocenił Krzysztof Bukiel, szef OZZL. - Minister dał tylko obietnice. To za mało. Na razie nie wycofujemy się z protestu. Dalej rozdajemy lekarzom pieczątki z napisem ''refundacja do decyzji NFZ'' - powiedział ''Gazecie''.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 2
  • 1
  • 2
  • 2
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':