Zorganizowany przez PiS marsz przeszedł z placu Trzech Krzyży pod Belweder, gdzie u stóp pomnika Piłsudskiego przemówienie wygłosił Jarosław Kaczyński.
- Donald Tusk godzi w status Polski jako suwerennego państwa. O nasze interesy możemy dbać tylko my sami! Potrzebujemy rządu, który będzie dbał o nasze interesy - mówił szef PiS.
Obiecywał: - Chcę wam przyrzec, że PiS stanie na czele walki o Polskę suwerenną! Aby obywatele Polski mogli sami decydować o tym, co jest ważne. Stać nas na to! Gdyby nie to chore państwo, gdyby nie te interesiki, nasz naród parłby do przodu jak
Chiny. Musimy zrzucić ten worek kamieni. A gdy zakończył, tłum - według organizatorów 5-10 tys. osób - skandował "Jarosław, Jarosław!".
Marsz miał być odpowiedzią PiS na przemówienie ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Berlinie, który zachęcał państwa Unii do większej integracji i wzywał
Niemcy, by przewodziły reformom. PiS uznał to za złamanie konstytucji i gotowość do poświęcenia polskiej suwerenności.
Wczoraj zaczęło się od mszy w kościele św. Aleksandra. Odczytano listę nazwisk ofiar stanu wojennego, potem uczestnicy odśpiewali hymn.
Pochód ruszył Alejami Ujazdowskimi w stronę kancelarii premiera. Na czele transparent: "Nie ma Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej. Jan Paweł II". Na innych hasła: "Herr Tusk und Sikorski, służcie Niemcom w Berlinie, a Polskę zostawcie Polakom", "Żądamy prawdy o Smoleńsku", "Brońmy Polski", "Stop podwyżce cen" i "Obudź się, Polsko" oraz "Nie wierzymy w sprawiedliwość w polskich sądach". Była wielka flaga narodowa znana z Marszu Niepodległości 11 listopada i mnóstwo mniejszych. Niektórzy z uczestników szli z pochodniami.
Był też napis: "Euro macht frei" zrobiony na wzór tego z bramy byłego obozu nazistowskiego Auschwitz-Birkenau, a obok flaga Niemiec.
W pochodzie było sporo osób starszych, rodzin z dziećmi. Przyszli też kibice, ale niewielu. W tłumie krążyły kartki z wierszem: "Ojczyzna twoja kona".
Rozlegały się okrzyki: "Tusk do Berlina", a na melodię "Guantanemera" tłum śpiewał: "Sikorski - zdrajca narodu".
Wśród maszerujących oprócz Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Romaszewskiego i Andrzeja Gwiazdy było sporo polityków i parlamentarzystów PiS: Anna Fotyga, Antoni Macierewicz, Jan Tomaszewski, Mariusz Błaszczak, Jolanta Szczypińska. Tuż za Kaczyńskim aktorka Katarzyna Łaniewska (nie dostała się w ostatnich wyborach do Senatu).
Szła też redakcja "Gazety Polskiej" z Tomaszem Sakiewiczem i Katarzyną Gójską-Hejke. A z nimi były agent CBA i poseł PiS Tomasz Kaczmarek.
W okolicach ambasady
USA na chwilę zapadła cisza - delegaci składają kwiaty pod pomnikiem Ronalda Reagana.
Kolejne pomniki i kolejne kwiaty (wieńce zostają pod monumentami Stefana Grota-Roweckiego i Ignacego Paderewskiego).
Tłum skandował też: "My naród, oni - ziomale Nergala", "Jaruzelski zdrajca!". Obok pomnika Romana Dmowskiego ktoś ustawił święcący krzyż, na pochód PiS czekało w tym miejscu Stronnictwo Narodowe. Ludzie z tłumu krzyczeli: "Prawdziwa rodzina to chłopak i dziewczyna!". A pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów kolejne skandowania.
Marszu pilnowała służba porządkowa, którą komenderowali radny Warszawy Maciej Wąsik i poseł Joachim Brudziński.
Przed marszem zwolennicy PiS podgrzewali atmosferę. -
Polska jest zagrożona, jej istnienie jest w niebezpieczeństwie. Każdy, kto chce, żeby Polska istniała, musi coś zrobić - wzywał poeta Jarosław Marek Rymkiewicz.
- Z tego, co wiem, to chcą tam spalić Radosława Sikorskiego, powiesić Jana Vincenta Rostowskiego, rozczłonkować Tuska, czy jakoś na odwrót. Zestaw tortur i narzędzi zbrodni jest opisany dość szeroko - zażartował Donald Tusk pytany o marsz PiS. A na serio dodał: - Mam jak najgorszą ocenę osób, które każdą narodową - smutną czy radosną - rocznicę zamieniają w piekło.