Informację potwierdził "Gazecie" mec. Czesław Jaworski, jeden z obrońców b. senatora, scenarzysty, prawnika. Odmówił podania szczegółów. - Zarzuty są identyczne jak we wniosku o uchylenie immunitetu - mówi tylko.
Piesiewicz dwukrotnie padł ofiarą szantażu. Przestępcy grozili mu upublicznieniem filmu nagranym w jego domu w 2008 r. Nagranie zaplanowali, a senator został czymś odurzony (prokuratura uważa, że kokainą, ale on publicznie zaprzeczał). Piesiewicz zapłacił szantażystom kilkaset tysięcy złotych. Śledztwo umorzono, bo senator nie nalegał na ściganie sprawców.
Szantażyści wrócili jesienią 2009 r. Senator zapłacił ok. 40 tys. zł "znaleźnego" (za znalazcę podała się Halina S.). Gdy dostał SMS-em żądanie zapłaty kolejnych 200 tys. zł, zawiadomił prokuraturę. Szantażystów ujęto.
Prokuratura wniosła o uchylenie immunitetu Piesiewiczowi. Chciała go oskarżyć o posiadanie narkotyku i nakłanianie innych osób do jego zażycia. Senat immunitetu nie uchylił. W sierpniu br. sąd skazał szantażystów - Joannę D., Halinę S., Zbigniewa S. - na półtora roku więzienia bez zawieszenia. Wyrok nie jest prawomocny.
Scenę z filmiku, na którym widać senatora przebranego w sukienkę i czymś odurzonego oraz Joannę D. i striptizerkę, opublikował w 2009 r. "Super Express". Senator przeszedł załamanie psychiczne, usunął się z życia publicznego. Chciał wrócić do Senatu jako kandydat niezależny. Zebrał podpisy, ale zrezygnował.
Źródło: Gazeta Wyborcza