http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

25 lat, silny, wysportowany. Kazali mu iść na rentę

Agnieszka Urazińska
2011-12-05, ostatnia aktualizacja 2011-12-05 11:56

Pan Tomasz na siłowni
Pan Tomasz na siłowni
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta Fot. Marcin Wojciecho

Tomasz: 25 lat, 183 cm wzrostu, 94 kg wagi, w bicepsie 44 cm. Codziennie ćwiczy na siłowni, co miesiąc - dostaje rentę. Podwładni uważali go za świetnego policjanta, ale nie może już nosić policyjnego munduru, bo jest nosicielem wirusa żółtaczki

Pan Tomasz na siłowni
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta Fot. Marcin Wojciecho
Pan Tomasz na siłowni
Pan Tomasz na siłowni
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta Fot. Marcin Wojciecho
Pan Tomasz na siłowni
Pan Tomasz na siłowni
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta Fot. Marcin Wojciecho
Pan Tomasz na siłowni
Tomasz marzył o mundurze od dziecka. Papiery do policji złożył jeszcze przed maturą. - Koledzy się śmiali, że oni jadą na wakacje, a mnie się pracy zachciało. Ale byłem pewien, że to moje powołanie, więc na co miałem czekać? - pyta. Pisał test z wiedzy ogólnej, poszedł na badania lekarskie i psychologiczne, rzucał piłką lekarską, biegał i skakał. Egzaminy zdał. W wieku 19 lat został najmłodszym policjantem w garnizonie łódzkim.

Przez rok służył w oddziałach prewencji i patrolował łódzkie ulice. Później został przeniesiony pod Łódź, do referatu kryminalnego. - Praca była ciężka, rozpracowywaliśmy grupy włamywaczy, dilerów narkotykowych. Czułem, że znalazłem swoje miejsce, bo ja jestem glina z krwi i kości, lubię działać - mówi Tomasz.

Pod koniec 2007 roku poszedł na obowiązkowe badania profilaktyczne. Ciśnienie, rentgen klatki piersiowej, badanie krwi. Po dwóch tygodniach dowiedział się, że jest nosicielem wirusa żółtaczki typu C. - Co było dalej? Szpital, biopsja wątroby, zwolnienie lekarskie. Lekarz w szpitalu powiedział, żebym zaczął się żegnać z pracą. Trafiłem na komisję lekarską. I usłyszałem wyrok: kategoria D, czyli całkowicie niezdolny do służby - opowiada Tomasz. - Życie mi się zawaliło. Byłem załamany. Bardzo wcześnie trafiłem do policji, nie potrafię się odnaleźć ani w roli inwalidy, ani w roli cywila.

Ale do pracy wrócić nie może. W rozporządzeniu MSWiA sprzed 20 lat, które reguluje tryb komisji lekarskich, jest załącznik nr 2, a w nim wykaz chorób z adnotacją, czy cierpiący na nie są zdolni, czy niezdolni do służby.

- Lekarz orzecznik nie może dyskutować z przepisami, musi je realizować - mówi Robert Starzec, dyrektor szpitala MSWiA, gdzie komisja uznała Tomasza za inwalidę. - Stan zdrowia kandydata trzeba przenieść na konkretny punkt w tabeli, a wirusowe zapalenie wątroby to w świetle obowiązującego prawa automatyczna kategoria D. Nie ma miejsca na interpretacje i decydowanie, czy z tą przypadłością można iść do pracy w policji, czy nie.

O przepisach mówią także w policji. Joanna Kącka, rzeczniczka komendanta wojewódzkiego policji w Łodzi: - Oczywiście, cenimy sobie każdego funkcjonariusza, w którego jako instytucja zainwestowaliśmy, chociażby szkolenie, i który z każdym rokiem nabywał doświadczenia, tym bardziej jeśli nienagannie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Niestety, przepisy nie dają nam fakultatywnego podejścia do kwestii zwolnienia przy orzeczeniu lekarskim o trwałej niezdolności do służby.

Zamiast pensji Tomasz co miesiąc odbiera 1100 złotych renty. Od decyzji komisji wojewódzkiej odwołał się do komisji okręgowej, która podtrzymała decyzję niższej instancji. Wtedy na dalszą walkę Tomasz nie miał siły, nie wiedział, że może walczyć. - Zamknąłem się w sobie, potrzebowałem nawet pomocy psychologa - mówi.

Kolejną komisję miał kilkanaście dni temu. Ponownie usłyszał, że jest niezdolny do służby, dostał rentę na następne pięć lat. Tym razem jednak zamierza walczyć o powrót do pracy. Poszedł po pomoc do adwokata. - Komisja lekarska z automatu wyklucza pana Tomasza jako zdolnego ze służby, bo jest zarażony wirusem. Nie bierze pod uwagę, że to człowiek sprawny fizycznie i psychicznie i na dodatek podchodzi do swojego zawodu z pasją - mówi mecenas Anna Szczepaniak. - Moim zdaniem jest to forma dyskryminacji.

Tomaszowi siłę do walki daje przykład policjanta z Gdańska, nosiciela wirusa HIV, którego komisja również uznała za niezdolnego do służby (na podstawie tej samej tabeli chorób). - Tamten człowiek odwoływał się od decyzji komisji do sądu administracyjnego, a sąd wystosował pytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał orzekł, że przepis automatycznie uznający nosiciela HIV za niezdolnego do pracy jest niezgodny z konstytucją. Policjant mógł wrócić do służby - mówi Szczepaniak. - Z orzeczenia Trybunału wynika, że przepisy są skostniałe i trzeba je zmienić. Pod względem prawnym sytuacja obu policjantów jest bardzo podobna, bo chodzi o nosicielstwo wirusa, które może mieć różne konsekwencje i nie musi prowadzić do niezdolności do służby.

Z danych wynika, że w Polsce u około 50 tysięcy osób stwierdzono nosicielstwo wirusa żółtaczki, ale zakażonych może być nawet kilkaset tysięcy ludzi. Czy to wyrok? - Dla pacjentów wynik badania jest często jak grom z jasnego nieba. Bo świetnie się czują, nie mają żadnych niepokojących objawów. To nie jest choroba, która zwala z nóg i kładzie człowieka do łóżka - mówi prof. Daniela Dworniak, wojewódzki konsultant do spraw chorób zakaźnych. - Główne wskazania to dieta lekkostrawna i ograniczenie spożycia alkoholu, czasem pacjent poddawany jest także rocznej terapii interferonem. Ale życie z wirusem może być najnormalniejsze pod słońcem z pełną aktywnością zawodową.

Prof. Dworniak nie chce się wypowiadać na temat przepisów. - Mogę za to powiedzieć, że policjanci to grupa szczególnie narażona na wirus, bo źródłem zakażenia jest krew, a w pracy policjanta naruszenie ciągłości tkanek zdarza się często. Inną grupą ryzyka są na przykład lekarze. Tu przepisy też są restrykcyjne i nosicieli odsuwa się od pracy. Są dramaty i wieloletnia nieraz walka o przywrócenie do zawodu.

Tomasz: - Kiedy zaczynałem służbę, nie byłem nosicielem, prawdopodobnie zraziłem się w czasie jakiejś interwencji. Nie chcę odszkodowania, nie chcę też renty. Chcę wrócić do pracy. Ja się naprawdę mogę policji przydać. Nie muszę patrolować ulic i aktywnie zatrzymywać przestępców. Mogę przesłuchiwać świadków, prowadzić obserwacje, zbierać informacje. Nikomu nie będę zagrażał!

Na prośbę bohatera tekstu jego imię zostało zmienione

KOMENTARZ

Lekarze są zgodni, że przez wiele lat pan Tomasz może czuć się świetnie i mnóstwo mógłby w życiu zrobić. A pan Tomasz ma cel: nie żyć na koszt państwa, tylko państwu służyć. Prawa trzeba przestrzegać, ale życie nie zawsze mieści się w tabelkach. Pan Tomasz się nie mieści. Warto pamiętać, że za przypadkiem zawsze stoi człowiek.

Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 4
  • 1
  • 159 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    70 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':