Chodzi o to, jak państwo płaci za naukę
dzieci. W Polsce pieniądze ''idą za uczniem'' - są wypłacane zgodnie z liczbą dzieci w każdej szkole. Stawka w tym roku to 4417 zł na ucznia. Oblicza się ją według skomplikowanego algorytmu - bierze się pod uwagę m.in. rodzaj szkoły i wielkość miasta. Państwo płaci też więcej za nauczanie dzieci niepełnosprawnych (ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi). Ci uczniowie potrzebują dodatkowej opieki, muszą się uczyć w mniej licznych klasach i mieć dostęp do kosztownych zajęć rewalidacyjnych.
I tak jeśli w szkole uczy się np. dzieci niesłyszące,
budżet przeznacza na to prawie cztery razy większą stawkę niż dla standardowej szkoły, a jeśli
dziecko niepełnosprawne fizycznie - trzy razy większą.
Najwyższa subwencja (950 proc. standardowej stawki) należy się szkołom za nauczanie dzieci z tzw. niepełnosprawnościami sprzężonymi - jeśli mają kilka dolegliwości naraz. I właśnie tę możliwość szkoły chętnie wykorzystują. Sprawdziła to Najwyższa Izba Kontroli. W najnowszym raporcie, który ma ''Gazeta'', czytamy, że na 27 skontrolowanych szkół kontrolerzy NIK znaleźli nierzetelności w 18 placówkach.
- Dane dotyczące liczby uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych były niezgodne ze stanem faktycznym - mówi prezes NIK Jacek Jezierski.
Każda
szkoła na początku roku szkolnego wpisuje do programu komputerowego liczbę uczniów oraz informację o nich, ale bez personaliów. Dane otrzymuje MEN do Systemu Informacji Oświatowej. Ten program wylicza subwencję. O specjalnych potrzebach uczniów szkoły powinny informować tylko na podstawie orzeczeń z poradni psychologiczno-pedagogicznych. Jeśli popełnią błąd lub nadużycie, wpadną tylko wtedy, gdy wyłapią to urzędnicy z MEN albo kontrola Regionalnej Izby Obrachunkowej. Jeśli nie, szkoła może tak funkcjonować bez przeszkód. SIO, na którym bazuje MEN, nie wyłapuje błędów.
- Oszukać SIO? To się nie opłaca, potem trzeba zwracać pieniądze. Mamy szkolenia, na których się nas przed tym ostrzega. Nie wierzę w naciąganie, najwyżej w niefachowe wypełnianie dokumentów - mówi Jarosław Chmiel, wicedyrektor Zespołu Szkół Specjalnych nr 14 w Gorzowie Wlkp.
Według NIK kontrolowane szkoły, zamiast wpisać jedną niepełnosprawność, na którą dziecko miało orzeczenie, wpisywały niepełnosprawność sprzężoną. Dyrektorzy tłumaczyli się przeoczeniem albo trudnością w wyegzekwowaniu orzeczeń od rodziców uczniów. Niektórzy podkreślali, że orzeczenia często nie podają pełnej wiedzy o dziecku, więc kierowali się ''wewnętrznym przekonaniem'', że dziecko wymaga większej troski.
- Osoby odpowiedzialne za wprowadzanie danych przy kwalifikowaniu uczniów do odpowiednich kategorii niepełnosprawności korzystały z własnej interpretacji treści orzeczeń - mówi prezes Jezierski.
Z wyliczeń NIK wynika, że w latach 2009-11 skontrolowane szkoły pobrały prawie o 24 mln zł za dużo z budżetu państwa.
MEN przyznaje jednak, że problem dotyczy nie tylko szkół specjalnych, ale każdego typu szkół publicznych. W 2010 r. urzędnicy edukacyjni oraz z Ministerstwa Finansów wykryli nieprawidłowości w ponad 340 gminach. Szkoły musiały oddać 77 mln zł do budżetu. Znana jest praktyka szkół dla dorosłych, które na początku roku wykazują uczniów, a już potem nie informują MEN, że niektórzy nigdy nie przyszli na zajęcia albo już we wrześniu zmienili szkołę.
Rzecznik MEN Grzegorz Żurawski: - Niezgodny ze stanem faktycznym opis uczniów szkół specjalnych wynikał z pomyłek. Najczęściej z niewłaściwej interpretacji lub niedostatecznej znajomości przepisów.
Właśnie nierzetelność szkół MEN podaje jako główny powód wprowadzenia nowego SIO - teraz mają być zbierane PESEL i nazwisko ucznia. Sprzeciwiają się temu zwolennicy ścisłej ochrony danych osobowych.
Inna sprawa to to, kto zyskuje na nierzetelności szkół. Pieniądze z budżetu państwa, choć wyliczane ''na ucznia'', są przekazywane do budżetów gmin, a tam dzielone według uznania. O niesprawiedliwościach tego systemu mówią od lat właśnie
rodzice dzieci niepełnosprawnych - bo gminy, choć biorą wyższą subwencję na nauczanie tych dzieci, przeznaczają je na nauczycielskie pensje albo na remonty. A rzadko na poprawną, dodatkową opiekę dla niepełnosprawnych dzieci.